IndeksCalendarGuideFAQRejestracjaZaloguj
"Turniej sztuk walki! Tenkaichi Budokai XXXIV! Dołącz już teraz!" Kliknij tutaj.

Share | 
 

 "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Wto Cze 29, 2010 5:14 pm

Na wstępie chciałbym powiedzieć, że to jest opowiadanie bez-dialogowe, pisane w pierwszej osobie liczby pojedynczej i proszę o szczerą ocenę
Z góry dziękuję. Enjoy.


Rozdział Pierwszy,

Czyli Porwanie.

AkapitWitka. Nazywam się Jason David Olivier, chociaż wszyscy mówią mi "JD". Mam 16 lat, mieszkam w małym miasteczku Angel Grove. Nie jestem sportsmenem, ani kujonem, łażę po drzewach i lubię samotność. Mam trzech bardzo oddanych mi przyjaciół: Toma Lee Scota; "Kota", Nicka Smitha; "Gonza" i Pitera Johnsa; "Ssaka". Mamy wspólną bazę w puszczy pod miastem, w której siedzimy, gadamy i w ogóle dobrze się bawimy.
AkapitPewnego pochmurnego ranka wiosną zobaczyliśmy w lesie laboratorium. To było bardzo dziwne, bo jeszcze dzień wcześniej go nie było. Lecz nie dane nam było się nad tym zastanowić, ponieważ zapadło nas dziesięciu "byków". Nie mieliśmy szans. Żadnych. Ostro nas pobili, ale trzymaliśmy się dzielnie. Co było dalej? Nie wiem, dostałem paralizatorem w skroń.
AkapitObudziłem się przypięty do łóżka w szczelnej, szklanej komorze, w tymże laboratorium. Nie mogłem się ruszyć. Z tego co zauważyłem był to projekt "Super Żołnierz", o którym ostatnio dużo mówiono w telewizji.
AkapitOkoło godziny później zapytano mnie o ulubione zwierzę. Bez oporów powiedziałem, że nietoperz, w końcu to prawda. Wybrali jedną ze strzykawek i wbili mi ją w skroń.
AkapitGdy oprzytomniałem, byłem pod respiratorem, na znieczuleniu. Wtedy to, potraktowano mnie dawką Wzmacniacza. Znieczulenie nie pomogło. Ten ból był nie do wytrzymania. Nawet nie czułem jak dygotałem. Całe ciało zdrętwiało mi z bólu. Ale poza tym czułem coś dziwnego. Pomimo, że spadły mi okulary, nadal doskonale widziałem. Słuch i węch też się wyostrzyły. Na tyle, by zobaczyć meteoryt spadający tuż obok budynku.
AkapitNaukowcy też to dostrzegli. Wybiegli z bazy i niefortunnym trafem jeden z nich zahaczył rękawem o dźwignię dawkującą wzmacniacza. Wiecie jak.
AkapitJeśli miałbym porównywać tamten ból do ataku zwierzęcia, to wtedy powiedziałbym, że Grizzly. Lecz przy tym bólu, to było drapanie koteczka. Czułem jak mi rozrywa kręgosłup, widziałem jak pękają mi żyły i tętnice. To co się stało odmieniło moje życie na zawsze. Zacząłem mutować.
AkapitTeraz powiem coś o Wzmacniaczu, kogo to nie interesuje, proszę akapit dalej. Katalizatorem Wzmacniacza są geny zwierzęce, dlatego się mnie o zwierzę zapytano. Te geny tkwią w ofierze, uśpione, niegroźne. Lecz gdy przesadzisz... Oj czytajcie.
AkapitPodczas mutacji zemdlałem. Gdy się obudziłem było już po wszystkim, ale naukowcy jeszcze nie wrócili. Czułem się dziwnie. Jakbym miał dwa razy więcej mięśni. Musiałem wyczuć po co są, niektórych nie miałem nigdy. Wtedy spojrzałem w lustro.
AkapitByłem prawdziwym potworem. Miałem ze trzy metry wzrostu skrzydła oraz długi pysk, owłosione ciało i umięśnienie a'la "Hulk". W głowie miałem mętlik. Targały mną emocje. Ledwo się kontrolowałem. Ale powrót laborantów był kroplą, która przepełniła czarę.
AkapitRzuciłem się na nich i przez przypadek dotknąłem meteorytu.

C.D.N

Następny rozdział:
Rozdział Drugi,

Czyli Powrót do normalności...


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:02 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Wto Cze 29, 2010 7:33 pm

Do napisania 2. rozdziału skłoniły mnie pozytywne opinie (Dzięki Sun Cool )

Rozdział Drugi,


Czyli Powrót do normalności...

AkapitGdy ponownie się obudziłem, leżałem w strzępach łóżka. W pękniętej komorze. Dobrze ich słyszałem. Naukowcy-fanatycy rozmawiali zaciekle o tym, co zaszło. Dowiedziałem się, że nadal jestem "tym czymś", ale przez, a może dzięki kamieniowi wyglądam normalnie. Spekulowali także o tym, że "to" można by kontrolować. Gdy tylko o tym usłyszałem, od razu przystąpiłem do działań.
AkapitNo, nie od razu. Najpierw musiałem się zastanowić, jak. Jak można coś takiego kontrolować. Tymczasem oni spekulowali na temat wszczepienia mi chipu do mózgu. Zdenerwowałem się trochę i poczułem jak rosną mi włosy na plecach. Wtedy zrozumiałem. Byłem swego rodzaju "Hulkiem" i wściekłość, adrenalina powodują transformację. Biorąc to sobie głęboko do serca, wściekłem się jak nigdy dotąd.
AkapitCzułem się inaczej, niż podczas pierwszej przemiany. Wtedy, jak już wspomniałem, ciało pękało mi z bólu. Teraz zaś, "to" było szybkie i bezbolesne. Jak napięcie mięśni. Tylko "pyk" i komora pękła pod naporem trzymetrowego potwora.
AkapitTakże zachowanie uległo zmianie. Myślałem racjonalnie. Zwinnie przeskoczyłem do uczonych, zniszczyłem sprzęt i już miałem odlecieć, gdy zobaczyłem płytkę z napisem: "Nie dotykać! Ściśle tajne!", więc ją wziąłem i odfrunąłem.
AkapitJeden z nich wszczął alarm i zaraz miałem na ogonie (dosłownie) trzy motocykle strzelające do mnie z karabinów. Wtedy dowiedziałem się o kuloodpornej skórze, Telepatii i Telekinezie. Szybko ich zgubiłem i wróciłem do domu.

C.D.N

Następny rozdział:
Rozdział Trzeci,


Czyli Nauka i Konfrontacja


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:05 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Wto Cze 29, 2010 8:19 pm

Na wstępie: tutaj będzie odniesienie do Dragon Ball'a. Kto odgadnie gdzie dokładnie, dostanie nagrodę.


Rozdział Trzeci,


Czyli Nauka i Konfrontacja

AkapitJak wróciłem do domu, już świtało. Tydzień później. Siedem dni trzymali mnie w laboratorium.
AkapitJestem w domu. Pusto. Nikogo nie ma. Wszędzie tylko moje zdjęcia. Idę na górę. Drzwi od pokoju otwieram z pięciu metrów. Siadam do kompa. Komputer odpala się, gdy tylko dotykam myszki. A więc mam moc Technokinezy. Pewnie Pyrokinezę i Aquakinezę też. Sprawdzam pliki z płytki. Są tam między innymi: projekt komputera i komunikatora w zegarku, skład substancji okrywającej ciało, która zmienia się zgodnie z wolą noszącego i plany jak zrobić bazę podobną do tej w puszczy. Zhakowałem pliki i wysłałem do właścicieli jako V@mq!r.
AkapitGdy skończyłem, przyjechała rodzinka. Jakie było ich zdumienie, gdy mnie zobaczyli! Istne szaleństwo. Pogadaliśmy. Wcisnąłem im ki, że się niby w puszczy zgubiłem, że dlatego mam takie poszarpane ubrania. O dziwo uwierzyli. Szybko wyszedłem z domu na "ZUS".
AkapitOwe "ZUS" to Zgromadzenie Upadłych Smoków - właśnie te spotkania, które urządzamy z kumplami. Tym razem mieli dojść Świeżaki: siostra Gonza, a moja dziewczyna - Katie Smith; "Inka" oraz nowy w mieście - Paul Foss; "Świder".
AkapitNa początku odmawiamy rytuał, mojego autorstwa. Jako, że byli nowi, musiałem go trochę przerobić. Ulepszony brzmiał:

Wzywamy nasze moce!
Na moc:
-ognia i popiołów!
-wody i morza!
-piorunów i błyskawic!
-ziemi i roślin!
-mroku i cienia!
Wzywamy Potęgę Upadłych Smoków!


AkapitGdy dotarłem, byli już po rytuale. Po niekompletnym rytuale. Nie czekali na mnie, bo myśleli, że nie ma na kogo czekać.
AkapitJak mnie zobaczyli, to aż zawyli z zachwytu. Uciec przed dziesięcioma drabami?! Sam?! To jest czyn godny ZUS. Naszemu technikowi - Ssakowi - przekazałem płytkę. Z resztą zacząłem się bawić. Najpierw kinezami, potem pokazałem im "bestię". Byli naprawdę przerażeni. Właśnie wtedy opowiedziałem im swą historię.
AkapitGdy jej wysłuchali, stało się niezwykle cicho. Bo skoro ja, z dziesięciokrotnie czulszym słuchem nic nie słyszałem, to jest naprawdę dziwnie. Coś się szykuje.
AkapitMiałem racje. Wbiło tam ze dwudziestu "kafarów". Zostaliśmy otoczenie, lecz nie tylko ja wiedziałem, że nie na długo. Słyszałem myśli typu: To ten mutant, ostrożnie. Kurcze, przepadł element zaskoczenia.
AkapitKazałem ZUS-owi się cofnąć, a sam przygotowałem się do walki. Przypomniał mi się cytat adekwatny do tej sytuacji, więc go powiedziałem: Załatwię was jednym chuchnięciem.
AkapitKiedy to usłyszeli, zaczęli się śmiać i rzucili się na mnie. Chwilę później połowa z nich obiła się o ścianę. Drugą połowę pokonałem kopnięciem z półobrotu a'la Chuck Norris. Zostało pięciu. Byli silni. Nie wiedziałem czemu, ale się domyśliłem. Zadziałali na nich "Super Żołnierzem".
AkapitWyglądali normalnie, lecz gdy jeden z nich podniósł i odrzucił na bok motocykl Gonza, to już nie było "ludzkie". Poleciał jeden. Chwilę później drugi. Zaraz potem cała reszta. Nie miałem wyboru. Musiałem się przemienić. Dwie sekundy później, ta piątka uciekała w diabły, a ja powróciłem do normalności.
AkapitWtedy to Ssak poprosił mnie na stronę. Powiedział, że taką bazę może zrobić w jakiś miesiąc, lecz uprzedził mnie, że to jest tylko kopia i na dodatek ta "bestia" była zamierzona. Powiedział też, że mam w sobie GPS i oni mogą mnie namierzyć. Zapytałem więc, czy może mi go łaskawie wyciągnąć, ale on odpowiedział, że przykro bardzo, on nie da rady. No to lipa. Ale przyznał, że jak zrobi bazę, to spróbuje.
AkapitNo to miesiąc użerania się z "bykami". Wesoła perspektywa na przyszłość.


C.D.N

Następny rozdział:

Rozdział Czwarty,


Czyli Narodziny Chemical Vampire


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:06 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Sro Cze 30, 2010 5:28 pm

Rozdział Czwarty,


czyli: Narodziny Chemical Vampire

AkapitTak jak myślałem, miesiąc zleciał mi na codziennym "łubudu" z kafarami. Pewnego ranka, w przeddzień zakończenia roku szkolnego, gdy wpadłem na chwilę do centrum dowodzenia, żeby wziąć jakieś rzeczy, trafiłem na Ssaka. Powiedział mi, że wszystko gotowe i jutro, po zakończeniu szkoły, spotykamy się na "ZUS" i będzie zabawa.
AkapitNa zakończenie roku, ku memu wielkiemu zdziwieniu, nic specjalnego się nie wydarzyło. No, oprócz tego, że Inka - z naszą skromną pomocą - przeskoczyła dwie klasy w jeden rok i jest na naszym poziomie - skończyła gimnazjum. Zaraz po ceremonii, czym prędzej polecieliśmy do Bazy i zaczęliśmy imprezę, połączoną z testowaniem sprzętu.
AkapitZostałem zanurzony w tej dziwnej substancji i dostałem ten super zegarek. Substancja na stałe zespoliła się z moim ciałem, z czego byłem bardzo zadowolony (Już nigdy nie muszę się przebierać, nananana). Od razu wymyśliłem sobie kostium.
AkapitWyobraźcie sobie: Granatowy, ciasno przylegający, lecz nie krępujący ruchów kombinezon, do tego białe rękawiczki i buty. Na to nałożona kruczoczarna kamizelka z czerwonym CV na lewej piersi i napis Chemical Vampire na plecach (w tym samym kolorze). Strój rozciągliwy, gdy zamieniam się w Bestię, on się całkowicie dostosowuje.
AkapitPonadto Ssak wyciągnął mi GPS, więc nie musiałem się przejmować codzienną walką. Odkrył też, że moje ulepszone ciało wytrzyma jeszcze mutacje z dwoma zwierzętami, wystarczy wprowadzić geny do krwioobiegu. Poczułem się suuuper. Ale najpierw, trzeba skompletować zespół. Trzeba znaleźć jakiś meteoryt.
* * *

AkapitPo dwóch tygodniach, wreszcie znalazłem. W muzeum. Ukradłem go i wprawiłem w pięc pierścieni Jak w Kapitanie Ameryce i Szóstce Zapomnianych Wojownikach
AkapitA więc, po zmutowaniu Ssak został Jastrzębiem; Kot - Lwem; Gonzo - Niedźwiedziem; Świder - Kameleonem, a Inka - Łabędziem. Ja natomiast, uzyskałem geny Wilka i Pająka.
AkapitPoczułem się jak najlepszy. Zaraz, ja byłem najlepszy!
AkapitPoza moim wcześniejszym opisem, pojawiły mi się między innymi: sześć rąk, wilczy ogon; nabrałem trochę mięśni i bardziej wyostrzyłem słuch.
AkapitPozostali, tak jak ja, zostali nasączeni w "ubraniowej" substancji, dostali zegarki i zostali moim oddziałem.
AkapitTeraz wyruszamy ma siedzibę mutantów. Oj, będzie się działo...


C.D.N

Następny rozdział:

Rozdział Piąty,


czyli: Nie jesteśmy jedyni...


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:07 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Czw Lip 01, 2010 11:58 am

Rozdział Piąty,


czyli: Nie jesteśmy jedyni...

AkapitGdy dotarliśmy pod laboratorium, "oni" już czekali. Było ich dużo. Około, a raczej, dokładnie pięćdziesięciu. Na każdym użyto Wzmacniacza, lecz bez mutacji. Nie mieli szans.
AkapitRzuciła się pierwsza dwudziestka. Moment później, Gonzo rozrywał ich na strzępy. Dosłownie. Już mieli rzucać się następni, gdy wszyscy usłyszeli: STAĆ! ROZSTĄPIĆ SIĘ! i naszym oczom ukazał się on. Od razu go rozpoznałem. To on pociągnął za dźwignię. To on sprawił, że jestem, czym jestem. I to jemu pokiereszowałem buźkę, gdy byłem nieopanowany. Teraz jednak, wyglądał nieco inaczej. Dostojniej, potężniej. Bardziej jak wojownik, nie naukowiec. Na pewno Super Żołnierz.
AkapitŻeby się nie wydać, tłumiłem w sobie złość, a było jej dużo. On jakby czytał mi w myślach, bo krzyknął, żebym jej w sobie nie trzymał, tylko ją uwolnił.
AkapitNormalny człowiek długo by się domyślał, ale ja, z dziesięciokrotnie szybszym mózgiem, domyśliłem się w mig. On był bestią.
AkapitUprzedziłem ZUS i krzyknąłem mu, żeby pokazał zwierzęta. AkapitOn powiedział, że goście mają pierwszeństwo, a ja się zgodziłem.
Akapita moje hasło - Z-U-S, transformacja! rozpierzchliśmy się na różne strony. Inka i Ssak wzięli Świdra i podlecieli w górę. On od nich odskoczył i zniknął. Kot i Gonzo stanęli po moich obu stronach i się przemienili. Ja wrzasnąłem Chemical Vampire! i pokazałem się im w pełnej krasie.
AkapitTamten dziki tłum już uciekał, a on wyglądał na ciekawego. Uśmiechnął się i przemienił.
AkapitCzekajcie, czekajcie. Trochę wcześniej powiedział, że umie dużo więcej. Potrafi przemieniać się częściowo, nauczył się wszystkiego do perfekcji.
AkapitWracając do przemiany, ten fanatyk wyglądał gorzej ode mnie i ZUS-u razem wziętych.
AkapitMiał geny: Tyranozaura Rex, Triceratopsa i Pterodaktyla. Miał pięć metrów wzrostu, gadzie łuski, skrzydła, pysk oraz kolce i rogi. Jednym ciosem zmiótł nas trzech z pola widzenia, a Ssaka i Inkę zaskoczył z tyłu i zrzucił na dół. Nie dał się też podejść Świdrowi, którym rzucił w nas.
AkapitChwilę później odmienił się,uśmiechnął, spojrzał na nas i powiedział, że mamy farta, jest w dobrym humorze i nam odpuszcza.
AkapitTym razem przegraliśmy. To była epicka klęska. I po co ich w to wciągałem. Teraz już za późno. Już po nas....

C.D.N

Następny rozdział:
Rozdział Szósty


czyli: Drogi się rozchodzą...


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:07 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Sob Lip 03, 2010 12:41 pm

Rozdział Szósty,


czyli: Drogi się rozchodzą...

AkapitPo porażce wszyscy byliśmy rozbici. Niby silni, niby niepokonani, niby ZUS, niby nadludzie, niby mutanci, a tu przegraliśmy z jednym gościem. Z jednym! A nas było sześciu! Naprawdę, to jest powód do załamki.
AkapitPostanowiliśmy się zrelaksować. Usiedliśmy przed telewizorem, akurat leciał maraton pt. Drakula, Helsing, Blade i inne wampiry i mój ulubieniec: Dzieci Nocy IV: Nowa Rasa.
AkapitTrafiłem na fragment, jak wypowiadali przepowiednię. Gdy usłyszałem ją, tą starożytną przepowiednię, która brzmiała...

Oto powstanie jeden z nas, lecz inny
stworzony nienaturalnie, lecz sztucznie
Połączony z Czterech Najszlachetniejszych Ras:

Naczelnych, czyli Ludzi
Pijących krew, czyli Wampirów
Wyjących do księżyca, czyli Wilkołaków
Tkaczy sieci, czyli Akromantul

I to on połączy Moce
I to on zdobędzie Władzę
O to on stworzy Legendarne Berło Cienia!


Akapit... to wtedy zrozumiałem. Ta wyrocznia mówiła o mnie! To ja jestem jednym z nich, lecz inny, to ja jestem Stworzony sztucznie i to ja jestem Połączony z czterech ras.
AkapitJako, że byłem sam (Ssak przy kompie, Kot w kiblu, Świder trenował, a Gonzo i Inka u siebie, wziąłem zegarek i wydałem komendę nadzwyczajnego zebrania.
AkapitZjawili się natychmiast i pytali o co chodzi. Gdy im wszystko opowiedziałem, Ssak z przekąsem usiadł do stanowiska dowodzenia Bazą i począł szukanie poszczególnych części Berła.
AkapitPo trzech godzinach szukania znalazł wszystkie cztery: Szpon Mroku, Płaszcz Smoka, Sygnet Śmierci i Amulet nocy. Odkrył, że każdego z nich, prócz Płaszcz strzeże potężny przedstawiciel tejże rasy. Znalazł nawet szczegóły: Szponu strzeże Baltazar - książę wampirów i pierworodny Drakuli; Sygnetu - Aragog, a Amuletu - Pierwszy Bezimienny Wilkołak. Jak już mówiłem, oprócz Płaszcz, bo mieli strzec go ludzie, a ludzie są śmiertelnikami. Płaszcz leży w Luwrze.
AkapitPostanowiłem wyruszyć. Natychmiast. Mimo sprzeciwu ZUS-u, wziąłem sobie za cel odnalezienie i zdobycie Starożytnego Berła Cienia. Powiedziałem im, żeby pilnowali miasta. Wysłałem też telepatyczną wiadomość do Fanatyka, by nie wyżywał się na nich podczas mojej nieobecności. Przyjął warunki i dodał, że czeka na mnie, że liczy na rewanż.
AkapitNo, szykuje się wyprawa mego życia!

C.D.N

Następny rozdział:

Rozdział Siódmy,


czyli: Na wyprawie...


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:09 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Czw Lip 15, 2010 3:53 pm

Ten rozdział jest dedykowany Emi, przez którą się czerwienię......

Rozdział Siódmy,


czyli: Na Wyprawie......

AkapitNa początku tej eskapady, zajrzałem do Luwru. Dotarłem tam w noc, a następnego dnia, jak wszedłem tam, jako odwiedzający, to nikt się nie skapował, że leży tam falsyfikat.
AkapitMoim następnym celem stała się Transylwania - ojczyzna Draculi i innych bestii. Zacząłem poszukiwania od Balthasara. Ale zaraz, czy ja czegoś nie pominąłem?
AkapitA, no tak, płaszcz, dzięki za przypomnienie. Myślałem, że gdy go nałożę, coś się wydarzy, obejmie mnie moc, czy coś. A tu nic. A więc tylko Berło ma moc, elementy nie.
AkapitWracając do poszukiwań. Księcia Wampirów nie znalazłem, ale wpadłem na trop Aragoga-Akromantuli. Z początku myślałem, że by go dorwać, muszę lecieć do Szkocji, do Hogwartu, a tu taka niespodzianka, Aragog w Rumunii, Aragog w Transylwanii, Aragog za mną!
AkapitJak go wtedy zobaczyłem, takiego strasznego, to w głowie zaświtał mi szaleńczo genialny plas. A gdyby tak, ci Legendarni Strażnicy ugryźli mnie? Ja, wzmocniony ich jadem i dzierżący Berło bym był niepokonany!
AkapitLecz zanim zacząłem wdrażać pomysł w życie, musiałem uskoczyć przed odnóżami Pierwszego Strażnika. Ku memu wielkiemu zdziwieniu stwór przemówił do mnie ludzkim głosem, lecz go nie zrozumiałem, nie dziwota, mówił po rumuńsku. No to zostało mi jedno wyjście. Nie, nie na migi. Telepatia.
AkapitNajpierw zapytałem, czy po angielsku umie. Pokręcił głowotułowiem. Następie, czy może przybrać ludzka formę. Znów pokręcił głowotułowiem. Potem grzecznie poprosiłem o oddanie Sygnetu. Po raz kolejny odmówił, parskając śmiechem, jeśli to można było nazwać "parsknięciem".
AkapitWysłał mi myśl, że możemy zawalczyć o Sygnet. Zgodziłem się. Powiedziałem, że jak wygram, to dostaję Sygnet, jak on wygra, ugryzie mnie. Zgodził się na te warunki, nie wiedząc, że mam asa w rękawie.
AkapitMoim asem była tym razem nie "bestia", tylko skóra w ludzkiej formie. Była trująca. Przekonałem się we Francji. Gdy tylko ugryzł mnie komar, od razu padł trupem. Więc wystarczy się podłożyć, a Sygnet będzie mój.
AkapitZaczęliśmy, wyczułem go od razu. Poleciał na mnie z lewej i chwilę później, już wpijał mi się w szyję. Pił tak dobre pół godziny, aż zdechł. Wziąłem Sygnet i sobie poszedłem ale najpierw pochowałem ciało strażnika. Zastanawiałem się tylko, czemu nic się nie zmieniłem, co poszło nie tak? Czyżby jad na mnie nie działał? Odpowiedź dostałem po przemianie.
AkapitWyglądałem praktycznie tak samo, lecz czułem się inaczej. AkapitMiałem większą władzę w pozostałych rękach i nawet w ludzkiej formie, umiałem strzelać siecią silniejszą, niż słynny "Venom".
AkapitGdy się odmieniłem, zauważyłem nowe zmiany. Byłem dostojniejszy, straszniejszy, czułem się potężnie.
AkapitCały czas rozmyślając, gzie może się ukrywać Balthasar, szukałem Pierwszego Bezimiennego Wilkołaka. Szukałem go, i szukałem, aż wreszcie znalazłem. Wiedziałem, że Drugi Strażnik, tak łatwo wrobić się nie da.
AkapitGdy się spotkaliśmy, z ulgą stwierdziłem, że jest w ludzkiej formie, jeśli to "coś" można nazwać człowiekiem.
AkapitMiał owłosione całe ciało, widać, że mieszka na odludziu, że był pustelnikiem.Od razu wyjął Amulet , wiedział, że go pragnę. Dojrzał też Sygnet. A więc plotki szybko się rozchodzą.
AkapitBez zbędnych ceregieli zaczęliśmy walkę. Byłem od niego wyraźnie silniejszy, więc by wyrównać szanse, przemienił się i moim oczom okazał się Pierwszy Bezimienny Wilkołak w całej swej krasie. Udałem, że zastygłem ze strachu. Podziałało. Chwilę później zrzucałem z siebie jego zwłoki. Wstałem i nałożyłem Amulet. Znowu rozczarowanie. Mam trzy czwarte Berła i żadnego efektu! Ale nie rozczarowałem się się nowymi mocami.
AkapitNauczyłem się skakać na dalekie odległości w ludzkiej formie (nie mogę w niej latać), potrafiłem też śpiewać aksamitnym barytonem. Czułem się dobrze jak nigdy. Teraz został mi tylko Balthasar. To będzie ciekawa walka. Rzekłbym "Walka Stulecia". Szkoda że w Rumunii nie ma Polsatu. Wyemitowaliby to, ale tak bez Pudziana, to chyba nie......

Następny rozdział, ostatni w tym tomie:

Epilog,


czyli: Opowieść chyli się ku końcowi...


Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:14 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir   Pią Lip 16, 2010 2:06 pm

To będzie ostatni rozdział do mej opowieści. To znaczy, do pierwszego tomu, ale drugi, już gotowy, ma pewne braki, więc przez jakiś czas nie będę go publikował, ma tylko lekki zarys historii. Do szybkiego zobaczenia w drugim tomie, a teraz to:

Epilog,


czyli: Opowieść chyli się ku końcowi...

AkapitPoszukiwania Balthasara zajęły mi ponad pół roku, lecz nie poddawałem się, cały czas szukałem i szukałem. Wkońcu wpadłem na trop. Dowiedziałem się, że Ostatni Strażnik przesiaduje w Wampirzym Raju - jedynej knajpce w Transylwanii, w której podają prawdziwą krew zwierzęcą do picia. Dużą trudność sprawiło mi przedostanie się tam, przekonanie innych, że jestem wampirem. W końcu, jednak udało mi się.
Od tamtego czasu minął kolejny miesiąc. Odtąd przychodziłem do tego baru dzień w dzień i jestem tu dziś, żeby go tylko odnaleźć.
AkapitI właśnie dlatego wam to opowiadam, a w szczególności tobie, szefie bandy siedzącej przy ścianie, na przeciwko mnie. Żebyś mi go oddał. Tak, Balthasarze, wiem, że to ty.
- powiedział Jason David Olivier, JD, Chemical Vampire do Balthasara, księcia wampirów, pierworodnego Draculi i Ostatniego Strażnika...


Mam nadzieję, że się podobało, mi pisanie tego sprawiło wielką przyjemność, ale zaraz! Chyba o czymś zapomniałem (patrzy na górę, przegląda wszystkie rozdziały.....). Wiem! Nie napisałem Tytułu! A tytuł brzmi:


Chemical Vampire
Tom Pierwszy,


czyli: Memories of Jason David Olivier...
Powrót do góry Go down
 

"CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» "CV - Chemical Vampire" - Opowieść by Vamqir
» Kolejne Opowiadanie made by Vamqir

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Twórczość-