IndeksCalendarGuideFAQRejestracjaZaloguj
"Turniej sztuk walki! Tenkaichi Budokai XXXIV! Dołącz już teraz!" Kliknij tutaj.

Share | 
 

 Cmentarz Poległych w Walce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Cmentarz Poległych w Walce   Sro Wrz 28, 2011 9:01 pm

W tym miejcu znajdują się tysiące grobów żołnierzy i cywili, ogólnie mieszkańców planety Nowa Vegeta. Niektóre, bardziej zapuszczone groby, trzymają w swoich ryzach zmarłych, którzy pamiętają Starą Vegetę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Pon Paź 03, 2011 9:06 pm

____Wolnym krokiem, jak po łące między grobami szła dziewczyna, która wyglądała zupełnie jak saiyan. Małpi ogon, czarne włosy, czarne oczy. Jednak to nie była saiyanka, tylko Bio-android o tym wyglądzie. Jakby tego było mało ciałem nie poruszała wcale właścicielka ów ciała, tylko jej babcia. Właścicielka cicho przygląda się temu co się dzieje. I tak Kisa... Ashida była bezradna, bo jej babcia nie miała zamiaru dać skontrolować ciała. Nie walczyła więc, tylko czekała na to co się wydarzy.
Kob...dziew... osoba dotykała wszystkich nagrobków po kolei i czytała napisy na każdym z nich, jakby czegoś szukała. Oglądała jedynie te nagrobki, które były pod drzewami. Wiąże się z tym pewna historyjka:


___ - Takeo... - saiyanka spojrzała na ukochanego posępnym wzrokiem. Razem z Takeo siedzieli na kolorowej łące, przytuleni do siebie i patrzeli w dal, jakby czegoś szukali.
___ - Tak? - spojrzał na nią niebieskooki saiyan.
___ - Zrobisz coś dla mnie?
___ - Wszystko czego zapragniesz...
___ - Jeśli zginę pochowaj mnie na Ziemi, a w fałszywy grób na Vegecie, pod drzewem włóż cenne rzeczy... - puściła delikatny uśmiech.
Takeo był wyraźnie tym wyraźnie zszokowany. Jednak po chwili uśmiechnął się i odrzekł wesołym tonem:
___ - No, chyba że Ty mnie przeżyjesz, Piękna. Bo jeśli, to ja chcę być na Ziemi, a Ty poprosisz małą Aikidę o tą powinność. - Dał Saiyance całusa w czoło, po czym dodał - Nie mówmy o tym, jest tak ślicznie, patrz na ten widok... - Chłopak pokazał palcem na rozciągający się Zachód Słońca z olbrzymiej góry. W tle widać było ocean odbijający blask pomarańczowej gwiazdy.
___ - Kocham Cię, Mój Ty Książę Półkrwi... - Wtuliła się mocniej w jego ramię, po czym zasnęła.




Wiedziała, że zaraz po jej śmierci Takeo też w jakiś sposób "umarł". Istniała jednak Grupa Shadow. To oni, a dokładniej kuzyn Takeo spełnił prośbę Kisy i jej ciało pochował na Ziemi, a fałszywy grób postawił gdzieś tutaj, pod drzewem. Drzew nie było dużo, więc szybko znalazła grób podpisany:

"Ukochanej Żonie, Matce, Siostrze, Przyjaciółce oraz Córce
Wszyscy, którzy pamiętają."
PS: A ci, którzy to zrobili, niech dostaną Klątwy Niemiłosiernej Sraczki, do 10. Pokolenia


Musiała się nieco przybliżyć by dostrzec napis napisany drobnym druczkiem. Gdy to przeczytała nie mogła powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Kuzyna nigdy dobry humor nie opuszczał. Nawet w takich chwilach jak śmierć. Data śmierci była zamazana przez stawiane znicze. Nagrobek był wykonany z czarnego marmuru, ogólnie prezentował się świetnie.
Czarnowłosa chwyciła za marmurową płytę i z łatwością przestawiła ją na bok. Przed nią była tylko ziemia. Ukucnęła i dłońmi zaczęła grzebać dół. Zajęło jej to parę minut, aż w końcu dogrzebała się do niewielkiej, drewnianej skrzynki, którą wyciągnęła z dołu. Otrzepała ją z resztek ziemi i otworzyła. Uśmiechnęła się szeroko widząc to, czego teraz najbardziej chciała. Jej, własna zbroja saiyańska, stara zbroja Takeo i zegarek, dawny scouter. Liczyła, że będzie tutaj też jej pamiętnik, ale nie było go... Za to, gdy podniosła swoje saiyańskie wdzianko dostrzegła błyszczący przedmiot. Po bliższym przyjrzeniu się dostrzegła, że to złoty pierścionek. Ich pierścionek, świadczący o tym, że są w związku...
Uśmiechnęła się pod nosem i przebrała. Pomarańczowy strój Kisy włożyła do skrzynki. Teraz była ubrana w niebieski uniform z jednym ramiączkiem na ramieniu. Przypominałby strój kąpielowy gdyby nie saiyańska zbroja z ramiączkiem po drugiej stronie ramienia. Na nogi wcisnęła getry wykonane z futra jakiegoś vegetańskiego strwora i białe buty. Na dłonie zaś prócz pierścionka białe rękawiczki. Oczywiście nie zapomniała o zegarku. Postanowiła zrobić małego psikusa. Wysłała wiadomość na zegarek Takeo o prostej treści: "<3".
Teraz wyglądała niemal jak starsza Kisa. Dzięki przemianie Ashidy i wyglądzie 18-stolatki zbroja pasuje na nią jak ulał. Były tylko dwie różnice. Długie włosy i pośladek. Prawdziwa Kisa miała jastrzębia, a Ashida ma trupią czaszkę w ogniu...
Teraz pozostało jej poczekać na Safari'ego i dać mu uniform Takeo. Nie mogą się wyróżniać przecież z tłumu...
Powrót do góry Go down
Safari
Admin / Mistrz Gry


Liczba postów: 727


SCOUTER
HP:
4875/4875  (4875/4875)
KI:
5325/5325  (5325/5325)

[You must be registered and logged in to see this image.]
PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Sro Paź 12, 2011 7:45 pm

Niby tak szybko wyleciał z tego lądowiska, to jednak wolno podążał za swą siostrą. Nadal był poraniony i dawało mu się we znaki. Także niedawny ból głowy nie był mu dłużny, bowiem z lekka kręciło mu się w czaszce. Niezbyt dobrze się czuł. Miał takie poczucie jakby parę razy się przejechał kolejką górską. Na dodatek jeszcze tak do końca nie przyzwyczaił się do grawitacji. Lot był ciężki i wolny. Ciało nadal bolało, w głowie się kręciło i jakoś tak tchu brakowało. Może i lepiej się czuł po tym locie tą kapsułą, ale raczej nie dozdrowiał. Krajobraz w trakcie lotu niewiele się zmieniał. Może dlatego, że przeważnie był czerwony piach. Słońce grzało dość mocno. Dalej podążając za Kisą przypatrywał się temu co akurat mijał. Raczej nic ciekawego nie było. Skała, skała, wydma piachu... Wyczuwał, że bio-androidka była już dawno na miejscu. Dużo czasu nie minęło gdy już mijał kamienie nagrobne. Przy jednym z nich pod wysuszonym drzewem stała czarnowłosa dziewczyna z ogonem. Wylądował dosyć ciężko naprzeciwko niej. Pochylił się podpierając rękoma o uda. Miał lekką zadyszkę i krople potu spłynęły mu po twarzy. Nie był w pełni sił by od tak swobodnie poruszać się w tej grawitacji. Wciąż niedawno poparzone ramie mu dokuczało jak i reszta ciała. Zaschnięta rana na czole zapiekła go od potu. W końcu podniósł głowę by spojrzeć na swą siostrę, a potem wyprostował się. Jakoś jeszcze bardziej inaczej wyglądała niż dotychczas. Ledwo ją poznawał w nowym ubiorze. Vegetańska zbroja na jedno ramie, białe rękawiczki i buty... Nie wyglądała jak Kisa którą znał. Szczególnie, że ta "Kisa", która stała przed nim patrzała jakoś inaczej niż zwykle. Chwile potem zauważył, że ta stoi obok rozkopanego grobu. Przy okazji jeszcze tam jakaś skrzynka stała. Co dziwne, to w jej środku znajdowało się ubranie siostry. Popatrzył na siostrę pytającym wzrokiem. Zapewne coś mu umknęło. Możliwe, że przez to całe zmęczenie i nawroty głowy zapomniał o czymś ważnym. Nadal niezbyt dobrze się czuł i jakoś nie miał chęci by się nawet spytać. Nawet ogonem nie miał ochoty ruszać.

_________________________________________________
#FF9900 Ja, SB #FF9900 mowa, krzyk #FFCC00 myśli #FFFF00 szept #CC0000 przeszłe Ja flashback
[You must be registered and logged in to see this link.]

Powrót do góry Go down
http://fandragonball.deviantart.com/
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Czw Paź 13, 2011 7:13 pm

"Chron to co masz. Gdy trzeba walcz i kochaj jak najmocniej..."


____Kisa podniosła się z własnego fałszywego nagrobka i otarła tyłek z brudu. Spojrzała jeszcze raz na marmurowy grób i zaczęła zastanawiać nad czymś. Mianowicie, dlaczego ten grób jest tak czysty. W porównaniu do innych nagrobków, ten wygląda jakby był niemal codziennie czyszczony.

"Chron to co masz. Gdy trzeba walcz o kruche zycie swoje..."


Było to dziwne, bo nie miała zielonego pojęcia kto stoi za czyszczeniem nagrobka. Na pewno nikt ze znajomych Kisy i Takeo... Rodzina? Ktoś został? Nie wiedzieli o fałszywym nagrobku? A to dopiero zagadka. Ciekawe kto jeszcze z ich rodziny pozostał przy życiu nie licząc Ashidy i Rapsleya. Córki(Aikidy) niestety nie potrafiła ochronić samym duchem. Zginęła na misji na Vegecie, a jej mąż gdzieś znikł załamując się jej śmiercią. Zostawił swoją 4-letnią córkę i 8-letniego syna pod opieką saiyańskich rządów. Tam wyrośli na typowych wojowników z planety Vegeta. Chłopak zginął jak to często miało miejsce, a dziewczyna dzielnie wiodła szczęśliwe życie ze swoim mężem... bynajmniej przez jakiś okres czasu. Pewnego dnia oboje zostali zamordowani brutalnie w swoich domach. Tak bynajmniej pisało w papierach. Jak się okazało saiyanka była w 2 miesiącu ciąży, a jako, że Vegetański rząd nie chciał tracić żadnego przyszłego wojownika zarodek poddano hibernacji...
Historia jest jeszcze bardziej skomplikowana...
Bio-Android'ka zacisnęła pięści wyklinając pod nosem za to, że dopuściła do śmierci tylu osób ze swojej rodziny. Jednak nie mogła zmienić tego przeznaczenia. Widocznie tak miało być...

...

Saiyanka dojrzała, że na horyzoncie pojawia się Safari, dlatego skierowała się w Jego stronę. Przyjrzała mu się chwilę i dopiero teraz dostrzegła, że bardzo z Nim źle. Chcąc uświadomić Takeo jakim złym jest dziadkiem dla wnuków ukazuje się, że ona sama nie jest lepsza. Postanowiła coś z tym fantem zrobić. Jednak, najpierw pewne wytłumaczenia.
___ - Rapsley... wysłuchaj mnie. - westchnęła siadając na nagrobku. - Nie było w porządku tak Cię zostawiać na Ziemi, ledwo żywego. Przepraszam. Pojawiłam się nie w porę. No tak... nie wiesz z kim masz do czynienia. Na imię mi Kisa, ale nie jestem Twoją siostrą, tylko Babcią, a zarazem żoną Takeo. Spokojnie, Ashida jest bezpieczna. Nie będę się rządzić jej ciałem zbyt długo, chcę tylko pogadać z waszym Dziadkiem. - uśmiechnęła się delikatnie.

Wskazała palcem na skrzynkę, gdzie było coś jeszcze niż tylko jej stare ubranie.
___ - Nałóż tamtą saiyańską zbroję swojego Dziadka. Nie możemy się wyróżniać z tłumu bo będzie z nami krucho. Intruzi tutaj są niemile widziani. Posiedzimy tutaj trochę, musisz odpocząć i wrócić do formy.

Bio-Android'ka wstała i przeszła się kawałek by dać Safariemu się przebrać. Wtedy ... gwałtowny impuls przeszedł przez głowę saiyanki. Pojawiła się moc, dziwna moc. Przesiąknięta złem energia mogła należeć tylko do jednego potwora:
___ - SHADOW! - krzyknęła nagle dziewczyna, ale to nie był już głos Seniorki, tylko Młodej Kisy.

Dziewczyna złapała się za głowę i zaczęła szarpać na boki:
___ - Ashida! Przestań! - wysyczała Seniorka, zaraz głos znów się zmienił - Nie! Shadow jest z dziadkiem! NIE MA CHWILI DO STRACENIA! NIE MOŻEMY TU SIEDZIEĆ! Jeśli tak będziemy bezczynnie stali Dziadek stanie się zły!

Seniorka nie dawała za wygraną. Nawet ten niewyobrażalny ból była w stanie znieść, nie mogła pozwolić zginąć kolejnej osobie ze swojej rodziny. Rozumiała ból Ashidy, wiele wycierpiała przez Shadow'a będąc June, wie jak bardzo nienawidzi tego drania, ale jeśli tam poleci to może zginąć...
Powrót do góry Go down
Safari
Admin / Mistrz Gry


Liczba postów: 727


SCOUTER
HP:
4875/4875  (4875/4875)
KI:
5325/5325  (5325/5325)

[You must be registered and logged in to see this image.]
PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Czw Paź 13, 2011 9:59 pm

Stał, po prostu stał gdy w tym czasie Kisa usiadła na kamieniu z westchnięciem zwracając się do niego w jego przeszłym imieniu. Bodajże już drugi raz go użyła w jego obecności. Kisa zaczęła jakoś dziwnie mówić. Jak nie ona. No i ten głos miała jakiś inny. W trakcie jej monologu Saf dochodził do wniosku, że doprawdy robi się coraz dziwniej. To nie mogło być normalne, by ona była jego babcią. No, lae potem dowiedział się nowych faktów. Kisa została po prostu opętana przez ducha z przeszłości. Inaczej tego nie dało isę ująć jak mianem "opętania". Potem kazała mu wziżć to co było w skrzynce obok niej. Raczej nie miał nic przeciwko temu, bo swoje ubranie miał raczej w opłakanym stanie. Pewnie też miała racje co do wyróżniania sie w tłumie. Saf już z racji samego koloru swych włosów się aż nadto wyróżniał. Ogoniasta odeszła z kawałek dając Saiyanaowi chwile prywatności do przy przebieraniu się. Safari przypomniał sobie o kapsułce z inną skrzynką. Prócz świeżych, ziemskich ciuchów pewnie tam znajdzie coś co by pozwoliło mu zakryć swe włosy. Wpierw począł się przebierać w elastyczny kostium. Materiał aż nadto przylegał mu do ciała. Bardziej niż ta jego jedna koszulka z granatowymi paskami. Z racji tego, że dziadek nie posiadał ogona, to i nie było otworu, to jakoś musiał go zrobić by móc przetkać ogon. Założył potem pancerz i resztę zestawu. Jakoś nie czuł dyskonfortu w tym stroju. Na koniec ze swoich starych ubrań, a raczej z kieszeni spodni, wyjął kapsułki i swoje gogle. Jedną z nich uruchomił. To była skrzynka w ubraniami wziętymi z Ziemi co wcześniej jego siostra uszykowała. Poprzebierał w niej. Wśród swoich łachach jak i Kisy znalazł to czego szukał. Swoją chustę. Raczej to była nowa, bo tamta zaginęła, też była pomarańczowa co poprzednia. Zrobił sobie z niej bandanę i zawiązał na głowie zostawiając tylko część włosów z tyłu. Wśród sterty materiału coś zabłyszczało. Kolejny raz się pochylił nad skrzynią. To był jakiś naszyjnik. Jak to bywa... ciekawość wzięła górę i skończyło się na tym, że założył ów przedmiot na szyję. Po prostu chciał przymierzyć, ale był problem. Nie mógł tego potem zdjąć. Po kilkunastu próbach poddał się i spakował kapsułkę ze skrzynką i wszystkie wetknął pod zbroję. Nie wiedząc co zrobić z niezdejmowalnym naszyjnikiem, po prostu jak się dało schował pod pancerz, a czerwone gogle wylądowały na nosie. Z resztkami poprzednich ubrań zrobił to samo co wcześniej jego siostra. Gdy tylko to zrobił usłyszał jej krzyk i popatrzył w tamtym kierunku. Miotała się wrzeszcząc i trzymając się za głowę. Dziadek stanie się zły ? Po jej słowach zmysłami zbadał to miejsce gdzie znajdował się obecnie Takeo. Był z nim ktoś jeszcze prócz wcześniejszego towarzystwa. Mroczna Ki, którą poznał już na Ziemi. Shadow... Safari w tym momencie miał raczej ponurą minę. Złe przeczucia co do przyszłych wydarzeń nie dawały mu spokoju. Od tej energii przesiąkniętej złem, aż mu ciarki przebiegły po plecach. Spojrzał jeszcze raz na Kisę. Nie podszedł do niej, by ją wesprzeć. Da sobie rade. Z jej słów wynikało, że powinni lecieć po dziadka i pewnie tak zrobią.

_________________________________________________
#FF9900 Ja, SB #FF9900 mowa, krzyk #FFCC00 myśli #FFFF00 szept #CC0000 przeszłe Ja flashback
[You must be registered and logged in to see this link.]

Powrót do góry Go down
http://fandragonball.deviantart.com/
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Pią Paź 14, 2011 4:36 pm

____Nagle dziewczyna przestała się szamotać, uspokoiła się. Można było tylko słyszeć głośny oddech dziewczyny. Stała lekko zgięta, a jej oczy zasłaniała gęsta grzywka. Poluzował się nawet pasek, związujący czarne włosy Bio-Android'ki.
___ - Za późno... - szepnęła podnosząc głowę, wtedy można było dostrzec, że dziewczyna ma jedno oko czarne, a drugie złociste z kocią lub jak kto woli wampirzą źrenicą.

Dziewczyna wykrzywiła usta tak, jakby miała zaraz wybuchnąć płaczem. Spojrzała na Safari'ego przepraszającym wzrokiem i mrugnęła oczami. Wtedy oboje oczu było już czarnych. Młoda Kisa się poddała, teraz gdy Takeo wydziela tą energię podobną do tej Shadow'a wiedziała, że nie ma sensu dalsze sprzeczanie się z Babcią. Niech teraz ta robi co jej się żywnie podoba, ale na pewno nie uda jej się wrócić Dziadka na prawidłową drogę. Wszyscy wojownicy pragną wielkiej mocy, a większość z nich idzie skrótami, co bywa zgubne.

Starsza zacisnęła pięści wraz z zębami i patrzała w niebo ze złością:
___ - Cholera, Takeo... Co Ty najlepszego robisz? - wokół zaciśniętej pięści pojawiły się wyładowania elektryczne.

Widać było, jak bardzo zdenerwowana jest Seniorka. Nawet sama Kisa nie wiedziała, że jej wyraz twarzy może być taki groźny. Patrząc teraz w jej oczy można by się przestraszyć. Nawet największy twardziel schowałby się za najbliższą skałą. Ogon oplątujący jej talię rozwinął się i zaczął robić bardzo nerwowe ruchy. Bio-Android'ka zawarczała groźnie i spojrzała na Safari'ego.
___ - Rapsley. Lecimy. Nie przemęczaj się tylko. - rzuciła wyjątkowo chłodno i odwróciła się plecami do Niego.

Nikt, nawet Takeo nie widział jeszcze tak zezłoszczonej Kisy.

Coś się wydaje, że spotkanie starego małżeństwa nie będzie należało do najmilszych. Będzie to pierwsza kłótnia małżeńska. Cóż, chyba kiedyś musi być ta pierwsza.
Bio-Android'ka skumulowała w sobie energię i wyrzuciła ją z siebie w postaci białej aury. Odbiła się od ziemi i szybciej niż rakieta pognała w stronę pustyni.



Z Tematu
>> Do Takeo.
Powrót do góry Go down
Safari
Admin / Mistrz Gry


Liczba postów: 727


SCOUTER
HP:
4875/4875  (4875/4875)
KI:
5325/5325  (5325/5325)

[You must be registered and logged in to see this image.]
PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Sob Paź 15, 2011 10:23 pm

Kisa się uspokoiła w końcu. Jej wzrok co padł na Safa, to sprawił, że zmiękła mu mina. Nie lubił smutku, ani tych podobnych. W końcu już miał z tym parę razy do czynienia i raczej nie czuł się się dobrze będąc w kolejnej takiej sytuacji. Sam się podobnie zaczął czuć co ona. Lecz zaraz potem nastrój się zmienił. Wyczuł gniew i to wielki. Kisa była wściekła, dosłownie. Jej mina nabrała złowrogiego wyrazu. Poczuł się trochę... dziwnie. Morderczy wzrok siostry oraz wyładowania dopełniały widoku. Poczuł większy niepokój. Saf jakoś tak dziwnie milczał. Nie miał nic do powiedzenia. Zresztą co by miał mówić ? Lepiej jej dać działać jak chciała. A poza tym nie chciał się narażać. Parę razy widział na miejskich ulicach wściekłe kobiety znęcające się nad swoimi facetami. Wkurzona kobieta, to niebezpieczna kobieta. Wolał bardziej nie denerwować Kisy. Skoro chce zlać Takeo, no cóż...
Długowłosa kazała mu się zbierać. Saiyan patrzył jak ta odpala aure i odlatuje. Zwlekał. Jakoś mu się nie spieszyło na oglądanie przedstawienia jakie miało nastąpić. Postał w miejscu kilka minut. Potem się jeszcze po przechadzał między nagrobkami przyglądając im się badawczo. Nic ciekawego. Płyty były albo kamienne albo też z jakieś metalicznej masy, której nie mógł zidentyfikować. Upłynęły kolejne minuty. W końcu znudzony tym wzniósł się w powietrze i podążył śladem bio-androidki z obecnie dwoma jaźniami czy też duszami.


ZT--> za Kisą

_________________________________________________
#FF9900 Ja, SB #FF9900 mowa, krzyk #FFCC00 myśli #FFFF00 szept #CC0000 przeszłe Ja flashback
[You must be registered and logged in to see this link.]

Powrót do góry Go down
http://fandragonball.deviantart.com/
Neya
Budou


Liczba postów: 196


SCOUTER
HP:
4050/4050  (4050/4050)
KI:
4800/4800  (4800/4800)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Nie Lut 19, 2012 9:36 pm

Lecąc nie patrząc, po prostu przed siebie nagle znów ją złapało – ból w klatce uniemożliwiający jej swobodne oddychanie. Przez chwilę niedotlenienia organizmu straciła przytomność, tym samym zaczęła opadać.


Jedyne, co poczuła to upadek, bardzo mocny na ziemię dość chropowatą i nie mile pachnącą. Kiedy z trudem otworzyła oczy i podpierając się uginających się rękach zobaczyła, ku jej zdziwieniu nie pustynię, lecz cmentarz. Przestraszona podniosła się szybko znów upadając twarzą na twarda powierzchnią. Ponownie opierając się tym razem na zdartych łokciach rozglądała się, po terenie na którym wolałaby się nie znajdować jako osoba żywa. Szybko jednak przestała się tym zadręczać, ból powrócić tym razem jeszcze mocniejszy i dłużej trwający niż poprzednio. Łapiąc się jedną dłonią za klatkę ściskała ją coraz bardziej nie mogąc złapać oddechu. Nawet nie miała możliwości zawołania nikogo, by jej pomógł. Przerażona i sama w miejscu symbolizującym tylko śmierć czuła nadchodzący kres drogi jaki nie był dla niej długi, a tym bardziej spokojny. Tak leżąc zapłakana uspokajała się na myśl o spotkaniu z matką. Tracąc poczucie bezpieczeństwa zauważała zanik tak dużego nacisku bólu i łatwiejsze łapanie powietrza tym samym trzeźwe myślenie na sytuacje w której się znalazła.
-Zatrzymaj mnie... nie daj mi odejść... Zapomnę cię... nie będzie już nic... Cienie we mgle... jak znajdę drogę... pomóż mi...
Wypowiadała z trudem między zaciskaniem zębów przez dręczący ból. Kiedy to wszystko znów zniknęło, a ona podniosła się i klęcząc złożyła dłonie do modlitwy wpatrzona w niebo, które w tej części Vegety było jakieś pokryte burzliwymi chmurami. Ciernisty, ponury do tego ciernisty krajobraz – jednym słowem straszny, który ścina krew w żyłach i powoduje dreszcze na całym ciele otaczał przerażoną bezbronną dziewczynę. Głucha cisza doprowadzała ją do szału i bezwarunkowego drgania rąk, ale nie długo gdyż usłyszała szelest i podnosząc się z miejsca biegnąc przed siebie, ale patrząc za siebie mogło doprowadzić do jednego. Krzyk był krótki, ale upadek do świeżo wykopanego grobu – bezcenny i chyba dołujący. Halfka skuliła się w nim i postanowiła zostać tu, aż się nie uspokoi lub ktoś jej tu nie znajdzie. Podtrzymując się na duchu powtarzając wkoło trzy słowa.
-Wszystko będzie dobrze... Wszystko będzie dobrze... Wszystko będzie dobrze... Wszystko będzie dobrze...
Powrót do góry Go down
http://claymora.deviantart.com/
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Nie Lut 19, 2012 9:53 pm

Przyśpieszył swój lot jeszcze bardziej widząc odczyty na scouterze, kiedy dotarł na miejsce obniżył nieco lot szukając Neyki, był bardzo zaniepokojony jej zachowaniem czasem w ogóle jej nie rozumiał, zastanawiał się czy to w ogóle jest możliwe. Wyłączył swoją zabaweczkę szukając halfki bez pomocy urządzenia, uważnie obserwował każdy przebyty przez siebie odcinek. W końcu po dłuższej chwili znalazł ją w świeżo wykopanym grobie wylądował w nim powoli tak by nie nadepnąć na dziewczynę, nie wiedział co jej jest że tak tu leżała ale nie miał zamiaru zostawić jej w takim miejscu. Kucnął i wziął ją ostrożnie na ręce ponownie powoli unosząc się w górę by wydostać się z tej dziury.
-Co się z tobą dzieje?
Zapytał spokojnym tonem lądując kilka metrów od owego miejsca gdzie znalazł dziewczynę, nie było to przyjazne miejsce. Tu mogłyby wytrzymać tylko trupy, chłopak chciał jak najszybciej się stąd wynieść ale najpierw musiał wiedzieć co się jej stało że leżała w tym nieciekawym miejscu. Przyglądał się jej cały czas zaprzątając sobie głowę tym co jej jest...
Powrót do góry Go down
Neya
Budou


Liczba postów: 196


SCOUTER
HP:
4050/4050  (4050/4050)
KI:
4800/4800  (4800/4800)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Pon Lut 20, 2012 5:29 pm

Siedziała tak w dole, ziemia obsypywała się po ścianach grobu, skulona coraz mocniej przestraszona jeszcze bardziej już z zamkniętymi oczami i rękoma blisko ciała nadal twardo powtarzająca trzy słowa umacniające ją w wierze, że znajdzie ją ktoś tu jeszcze żywą.

Skupiona odrywała się czasami na odgłosy wiatru obijającego coś metalowego niedaleko jej. Strach zaczął zwyciężać, a ból powracał ze zdwojoną sił, nagle poczuła czyjąś obecność, co uśmierzyło cierpienie na chwilę.

Do dołu zleciał ostrożnie Nat, którego ujrzała po otworzeniu oczu jak ukucnął przy niej. Był zaniepokojony, wyczuła to bez problemu. Widziała jego wzrok, po czym wziął w ramiona , co sprawiło u niej powrót bezpieczeństwa. Unosząc się w górę jednocześnie opuszczając koszmarny dół zadał pytanie na które dziewczyna potrzebowała dużo czasu, by odpowiedzieć mu na nie. Stojąc z dala od miejsca znalezienia jej przez saiyana nadal znajdując się w jego ramionach Neya ze łzami w oczach próbowała odpowiedzieć tuląc się do niego.
-Nie wiem... sama chciałabym wiedzieć...naprawdę... mam dość... tej choroby i tego ciągłego strachu...
Łkając znów złapał ją ucisk w klatce piersiowej dużo silniejsza niż jakakolwiek dotąd objaw dziwnej choroby. Nie myśląc długo postanowiła działać, jak podpowiedziała jej przestraszonym głosem Neda. Halfka szybko uniosła się, lewitując podleciała kilka metrów od chłopaka, by nie narazić go na to, co przeczuwała. Po opadnięciu położyła się na plecach łapiąc obiema rękoma za miejsce ucisku na ciele zamykając oczy. Sekundę później zaczął bić od niej niewiarygodne światło zakrywając swym blaskiem większość cmentarza oraz ciało przerażonej i drżącej Halfki. Oślepiło na trochę Nat'a rozbłyskując jak rażąca bomba energii emitującej z wnętrza dziewczyny.

Mocne światło zanikało, a wokół miejsca, w którym znajdowała się Halfka zebrał się unoszący gęsto pył. Wyszła z niego jakby poturbowana, lecz dużo lepiej czująca się Neya odgarniająca tylko rękoma wokół twarzy koszmarny kurz. Idąc przed siebie stanęła obok Nat'a zauważając, że na sobie ma pierwszy uniform jaki otrzymała od ojca (ten czerwony). Zaszokowana szukała wzrokiem w oddali Nedy, która gdzieś tam powinna być. Kiedy pył zaczął opadać można było dostrzec dobrze zbudowaną posturę dużo różniącą się od tej Nedy. Zasłona z gęstwiny ziemi unosząca się nadal zostawała w jednej chwili rozproszona przez mocno czerwona poświatę. Na twarzy Neyki pojawił się uśmiech widząc rysy i fryzuje odpowiadającą jej ojcu. Wyciągnęła ręce ku postaci.
-Tata?!
Jednak gdy osobnik całkiem wyłonił się, okazało się całkiem, co innego. Neya opuściła ręce i zaczęła jeszcze bardziej zastanawiać się, gdzie podziała się Neda, która doprowadziła do strasznie bolesnego rozłączenia. Po krótkim zamyśleniu zauważyła wystający ogon u nieznajomego, który powolnie zbliżał się w jej stronę w uniformie który miała jeszcze przed rozłączeniem.
wygląd chłopaka:
 

-Neya, co...
Na twarzy saiyana namalowały się mieszane uczucia po niedokończonej jedynie wypowiedzi. Halfka stała jak wryta, nie wiedziała, co ma odpowiedzieć komuś kto znał jej imię. Jednak znalazła w sobie odwagę.
-Stąd znasz moje imię? Kim jesteś!!
Tyle wystarczyło, by wszystko doprowadziło do długo oczekiwanego punktu kulminacyjnego Halfki. Chłopak jedynie zaczął się głupio śmiać, a kiedy się uspokoił dwoje kadetów czekała niemiła niespodzianka.
-Kim ja jestem?! Kim? Dobre pytanie lecz źle zadane i z niewłaściwych ust... Powinnaś kochana spytać kim my jesteśmy... albo dlaczego tacy jesteśmy... taaak... bo ja kochana Neyu...
Zastało mu przerwane przez drżącą i jąkającą się Halfkę ,wpatrzoną w saiyana jak w obrazek.
-Kochana? Tak tylko mówi do mnie Neda... ale ty nie wyglądasz jak...
Dokładnie przyjrzała się osobnikowi i zakrywając usta dłonią zamurowało ją. Bowiem zauważyła strój jaki miała na sobie jeszcze przed chwilę, kolor włosów jak i oczu będący identyczny jak Nedy oraz znamię tylko po drugiej stronie. Saiyan tylko się uśmiechnął kończąc to, co zaczął za nim mu przerwała.
-Bo widzisz... nie jesteś dziwna... nie posiadasz saiyańskiej, złej osobowości...Jesteś całkowicie ziemską dziewczyną, która dzięki DNA kosmicznych wojowników ma wielką moc... tylko tyle... A ja kochana Neyu... jestem nie wytworem twojej wyobraźni tylko twoim bratem...
Uśmiech i czułe spojrzenie w stronę prawie mdlejącej dziewczyny wystarczało, by ta już nic nie mogła powiedzieć umożliwiając nie przerywanie.
-Więc... jestem twoim bratem, którego wchłonęłaś w łonie matki... bratem bliźniakiem... nadałem sobie tymczasowe imię Neda oraz wygląd dziewczyny byś czuła się swobodnie i okłamywałem byś czuła bezpieczeństwo. I tak miało zostać do końca naszych dni, lecz coś poszło nie tak przy rozłące no i masz...
Znów mu przetrwała, jąkając się bardziej i z trudem łapiąc powietrze.
-Bratem? Jak to możliwe?
Half wrzasnął zdenerwowany na kolejną przerwaną wypowiedź.
-Zamilcz!!! Dobrze wiesz, że nasza matka była chora na N3ER6, a ta zmutowała się w czasie jej ciąży. Cząsteczki twojego lub mojego ciała były niestabilne, albo nasze oba, więc doszło do połączenia, byśmy mogli żyć w ogóle. Na moje nieszczęście przybraliśmy twoje kształty... jako chłopak dopiero... jako ośmiolatek doszedłem do tego kim jestem... i zacząłem kontrolować pewne partie ciała takie jak umysł, ale uwięziłaś mnie na dziesięć lat w podświadomości, z której wydostanie spowodowało zagrożenie naszego życia. Więc oto jestem siostrzyczko... ze względu na ciebie... słyszysz na ciebie... utrzymywałem połączenie byś żyła, ale ty oczywiście... baba... delikatna, głupia... bezmyślna... biedna ofiara padasz w kłopoty non stop... ale tego już dość... Ja Vektor już mam dość i też chcę żyć sam z dala od nieudolnej bliźniaczki...
Neya tylko słuchała bolesnej prawdy, nie mogąc zaprzeczyć choćby jednemu słowu z ust brata. Posmutniała, a po policzkach popłynęły gorzkie łzy po bolesnych określeniach dotyczące jej osoby. Nagle Vektor stracił zainteresowanie dalszego dręczenia słownymi zagrywkami siostry i przerzucił się stojącego blisko niej zagrożenia jego istnienia. Robiąc kilka szybszych kroków do przodu przystanął na wprost chłopaka.
-Nat... Nathaniel... Co do Ciebie... przyjaciół szukaj gdzie indziej... a od mojej siostry precz! Chyba, że już wybrałeś któryś z wykopanych dołów...
Znów przerwała mu zdenerwowana i zaciskająca pięści ze złości Neya.
-Daj mu spokój... nie będziesz wybierał osób z którymi mam się zadawać!!! Słyszysz?
Vektor jedynie uniósł wysoko głowę i zaczął się śmiać, jakby to co przed chwilą powiedziała to zwykły żart był. Halfka nie miała ochoty tolerować takiego zachowania nawet u brata.
-Zamknij się w końcu, bo jedyna osoba jaka zginie to będziesz ty!!
Przyjęła pozycję do walki będąc gotowa do ataku w każdej chwili, a Half strzyknął karkiem od złości jaka się w nim zagotowała i mniej miłym głosem niż dotychczas odezwał się.
-Ty mi grozisz? Módl się lepiej bym i ciebie się nie pozbył... jak zaraz uczynię to z twoim niedoszłym kolegą...
Jego wzrok powędrował ku stojącemu i nic nie spodziewającemu się, a co trzeba wspomnieć chyba zamurowanemu Nat'owi. Po wzroku on sam pojawił się przed chłopakiem i z szyderczym uśmiechem na twarzy uderzył go pięścią w brzuch, aż ten wylądował w dziurze, gdzie niedawno znalazł kadetkę.
-To teraz tylko go dobiję... by nie cierpiał za długo na tej wstrętnej planecie...i zaraz spokojnie powiem, co zrobisz...
-Zaraz... nic nie będę robić, bo ty mi każesz... i nie pozwolę Ci go zabić...
Aura buchnęła otaczając całe ciało Neyi, która z dużą prędkością odbiła się od podłoża i ruszyła na brata myśląc o nim jak przeciwniku. Będąc już blisko niego odwrócił się niespodziewanie i uderzył ją pięścią w brzuch z dużą siłą, odbita jak piłka od kija leciała do tyłu zgięta w pół. On tylko się uśmiechnął wyrzucając z siebie energię w postaci poświaty, która jak w przypadku jego siostry również otoczyła jego ciało. I ruszył, szybko pojawiając się za nią i z półobrotu kopnął ją przygważdżając do ziemi. Widząc poturbowaną znajdującą się płasko na powierzchni płyty nagrobnej, mocno spękanej od uderzenia jej ciała o nią. Vektor splunął i spojrzał w miejsce gdzie leżał w dziurze Nat idąc w tam tym kierunku spokojnie. Stojąc na krawędzi patrzył na chłopaka i z miną zabójcy bez żadnych skrupułów skierował rozpostartą dłoń w jego stronę. Kiedy to pojawiła się z niej sporych rozmiarów i wciąż rosnąca kula energii mająca tylko jeden cel. Mając już wystrzelić ją, został uderzony... przez chwilę czuł ból, a następnie zimno. Spojrzał na na klatę i zobaczył głęboką ranę, a z niej wystające palce Neyi oraz dużą ilość wydostającej się krwi. Stała za nim ze łzami w oczach, po czym wyciągnęła dłoń i odsunęła się w bok, a Vektor padł na plecy. Patrzyli na siebie nic nie mówiąc , gdy ciszę przerwał Half.
-Neyciu bądź dzielną wojowniczką... i obiecuję, że przekażę twe skryte słowa do mamy jak się z nią spotkam w zaświatach... możesz być pewna...
Ta obietnica skruszyła całkiem serce dziewczyny, która padła na kolana łapiąc dłoń brata.
-Braciszku... a ja obiecuję będę dzielna... tylko teraz nie zostawiaj mnie... wybacz za mój czyn... nie wiedziałam, co robię... to była złość, ale już minęła...braciszku...
Uniósł rękę i z pięści delikatnie dotknął jej policzka.
-Wiem... wybrałaś... i bądź przekonana o słuszności wyboru... nie wahaj się już nigdy... kocham Cię... siostrzyczko...
-Ja tez Cie kocham braciszku...
Ostatnie trzy słowa wypowiedział z krwią w ustach i takim ciepłym spojrzeniem, kiedy to czarna pustka ogarnęła jego piękne błękitne tęczówki, a dłoń puściła z uścisku jaką trzymał Neycie. Klęcząc, pochyliła się zamykając oczy nad jego martwym ciałem. Będąc w tej pozycji Vektor prysnął jak z kamienia posąg, a błyszczący pył unoszący się ku niebu otoczył Halfkę opadając na nią jak śnieg. Czując dziwne uczucie powracającej siły otworzyła powieki i patrząc wokoło obserwowała jak pył jest przez nią wchłaniany. Odrobinę przestraszona wstała i ponownie rozbłyskując niesamowicie jasnym światłem uniosła się nad ziemie. Opadając przy malejącym natężeniu bijącego od niej światła i nie widząc różnicy w stroju, czy kolorze włosów podbiegła do krawędzi grobu. Klękając wychyliła się i patrząc na leżącego w środku Nat'a odezwała się.
-Natek nic ci nie jest? Odezwij się jak żywy?




OOC:

przez cios Vektora tracisz 300 dmg
Powrót do góry Go down
http://claymora.deviantart.com/
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Sro Lut 22, 2012 5:41 pm

Wszystko co działo się wokół toczyło się bardzo szybko. Oślepiony Nat zamrugał kilka razy oczami, a po dość krótkiej chwili mógł ujrzeć posturę jakiegoś mężczyzny? Ponownie zamrugał gapiąc się i myśląc co tu się w ogóle dzieje w ogóle nie przysłuchiwał się owej dyskusji nawet nie dotarły do niego słowa które dziwny osobnik kierował w jego stronę. Nie mógł pojąć co tu odstawiają! Dopiero gdy poczuł cios i wylądował w dziurze zaczął w końcu myśleć, a nie bezczynnie gapić się na to co dzieje się wokół niego. Nie mógł jednak przez dłuższą chwilę się podnieść i nim zdążył unieść się i oprzeć na łokciach nad nim stał owy osobnik mierząc w niego kulą energii, młodzian skrzywił się, nie bał się ani odrobinę. Skoro miał zginąć to trudno najwyraźniej był zbyt słaby by móc żyć, tak naprawdę nawet wolał zginąć niż dalej gnić na tej planecie. Jednakże stało się coś czego przewidzieć nie mógł, a dokładniej to DZIEWCZYNA stanęła w jego obronie zadając śmiertelny cios agresorowi. Na twarzy Nat'a pojawiło się zdziwienie, a następnie wściekłość, nie dopuszczał do siebie nawet myśli że mogłaby go obronić kiedykolwiek jakaś dziewczyna!!! A tu prosze, zdążyła już mu zszargać resztki godności. Chłopak podniósł się jeszcze nim Neya zdążyła do niego podejść, czując w ustach smak własnej krwi wkurzył się jeszcze bardziej, splunął na ziemię i wyleciał z tego dołu. Nie miał zamiaru pozostać tu ani chwili dłużej! A już na pewno nie widział powodu by tłumaczyć dziewczynie to że lecąc mu z pomocą zdeptała jednocześnie jego dumę. Spojrzał na nią zły, ba! Był wściekły i tylko z powodu tego że ona mu pomogła...
-Nie potrzebowałem pomocy.
Warkną i lądując na podłożu zaczął kierować się w stronę akademii miał już tego wszystkiego po dziurki w nosie, chciał się jak najszybciej wynieść z Vegety i mieć spokój żeby w końcu nikt nie robił sobie z niego idioty! Musiał się od tego uwolnić nie czuć takiego upokożenia jak teraz! Nie potrzebował już nikogo i niczego oprócz prawdziwej wolności!

Przemierzał ten cały cmentarz kopiąc po drodze jakiś kamień nie miał zamiaru już nawiązywać tu żadnych znajomości, głupotą już się chwalić nie miał zamiaru, wystarczy, że została mu ona dość niedawno udowodniona. Mruczał jakieś przekleństwa pod nosem żałując wszystkiego co go do tej pory spotkało nie chciał już niczego więcej robić, miał tylko i wyłącznie ochotę wyspać się w końcu a potem wymyślić coś by móc spokojnie opuścić tę planetę i lecieć gdzieś gdzie będzie miał spokój i nie będzie musiał znosić osobników swojej rasy. Już doskonale wiedział dlaczego i po co jego przodek zrobił to co zrobił...Nathaniel miał dokładnie takie samo zdanie, ale niestety mógł sobie tylko myśleć to na co miał ochotę a cała reszta to było tylko i wyłącznie durne marzenie nic po za tym. Młodzian wiedział już doskonale by nie ufać nikomu, że nawet rodzeństwo może pozbawić go życia z byle powodu...przeklinał pod nosem rzucając wrzystkimi przekleństwami jakie tylko znał.


Po dłuższej chwili widząc jakąś większą skałę podszedł do niej i usiadł, myślał nad tym czy jest sens w ogóle dalej być w akademii. Możliwe było to że tak po prostu zrezygnuje z tego wyścigu szczurów i będzie sobie gdzieś na uboczu żył? Nie wiedział sam co ma teraz zrobić, według niego w tej chwili nic nie miało najmniejszego sensu, wolał już zginąć z ręki kogoś kogo nie zna niż dalej męczyć się wśród bandy debili i zadufanych w sobie osobników swojej rasy jaki i halfów...Czy spokój to jest tak wiele? Raczej nie, ale tu nie mógł na to liczyć, był inny i każdy mógł to zauważyć po krótkiej chwili. Nie pasował do reszty mimo że był Saiyanem, za co życie go tak pokarało że nie może ot tak po prostu wtopić się w tłum i być tylko jednym z wielu niemalże takich samych osobników, ale niestety on musi odstawać od reszty...do tego wszystkiego jest jeszcze głupi jak stare trampki. No "lepszego" życia wymarzyć sobie nie mógł, aż chętnie by się z kimś zamienił! Nat siedział ruszając prawą nogą mniejszy kamień i zastanawiał się dlaczego to on musi mieć takie wielkie "szczęście" że wszystko co najgorsze zawsze musi jego spotykać. Westchnął ciężko patrząc w niebo i myśląc ponownie o ucieczce, ale wiedział że nic tym nie osiągnie będzie jedynie tchórzem i zdrajcą, ale co dobrego może go tu w ogóle spotkać? Nie umiał tego określić, nie jest nic dobrego w tym że skoro wykona zadanie dostanie jakąś zabaweczkę czy inne ustrojstwo, co mu przyniesie to że będzie katował się na treningach skoro i tak zawsze będzie ktoś kto zmiecie go jednym czy góra dwoma ciosami? Nie widział już w tym wszystkim żadnego sensu chciał tylko odbębnić to kadetowanie do czasu aż będzie w końcu mógł gdzieś polecieć...i być może przez bardzo długi czas tu nie wracać, a może w ogóle nie wracać? Kto wie co go kiedyś napadnie i jakie decyzje będzie podejmował, jedyną rzeczą jaką wiedział było to co zrobi zaraz po wejściu do swojej kwatery...resztę odkryje tylko czas...


(sorki za błędy jakby co mam dupną przeglądarkę)
Powrót do góry Go down
Neya
Budou


Liczba postów: 196


SCOUTER
HP:
4050/4050  (4050/4050)
KI:
4800/4800  (4800/4800)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Sro Lut 22, 2012 6:36 pm

[You must be registered and logged in to see this image.]

Patrząc na Nat'a zauważyła jakieś widoczne zmiany w jego wyrazie twarzy. Kiedy wyleciał z dołu wstała, a on warknął na nią i przeszedł obok wściekły. Zeszła mu z drogi nie patrząc jak idzie. W jej sercu zebrał się straszliwy ból po stracie brata jak i przyjaciela, który jakby pod wpływem uroku znienawidził ją. Stała, ale nogi chwiały się i w głowie dziwnie się kręciło. Dziewczyna upadła na kolana zakrywając rękoma twarz. Płacząc pochylała się coraz mocniej do przodu użalając się nad swoim koszmarnym losem.
-Za co mnie to spotyka... nie na widzę Saiyan! Tych niewrażliwych... dumnych... pysznych... bez serca saiyan... jak ja ich nie na widzę!! To ich wina... że tu jestem... że byłam zmuszona zabić... że jestem sama... że cierpię...
Zamilkła i nadal łkając spojrzała przez palce na otoczenie, w którym się znajduje. Sceneria jak z horroru, do tego głucha cisza przerywana dziwnymi odgłosami oraz szumem wiatru targającego czymś metalowym. Przerażona opuściła ręce i kładąc dłonie na piachu, ściskała garść zakrwawionej ziemi. Nie myśląc długo spojrzała za siebie i widząc siedzącego w oddali saiyana, postanowiła podejść do niego i dowiedzieć się, co mu się tak nagle stało.

Neya pomagając sobie rękoma wypuszczając ziemię z dłoni, podniosła się na równe nogi. Spokojnie robiąc kolejno kroki w stronę jakby mocno zamyślonego przyjaciela. Mijając stare i zniszczone nagrobki, a nawet całkiem nowe położyła delikatnie dłoń na piersi próbując uspokoić bicie oszalałego serca ze strachu oraz obawy względem reakcji Nat'a na jej widok. Szła tak mozolnie, by nie zwracać na siebie niepotrzebnie uwagi chłopaka za nim nie znajdzie się przed nim dostatecznie blisko. Nagle przystanęła jeszcze kilka metrów od niego zastanawiając się nad pewną sprawą, która zaczęła nurtować jej umysł.
-„Nie potrzebowałem pomocy” … ale przecież jej potrzebował... Vektor zabiłby go, gdy nie ja... Czyżby i on... był taki sam jak inni kadeci... może on tylko udawał miłego i troskliwego... a jest taki bezduszny jak tamci? Przekonajmy się...
Spojrzała na niego wrogo nastawioną miną, gotowa wygarnąć mu, co myśli o takich jak on, lecz za nim to uczyni chciała dowiedzieć się jednej rzeczy. Z powrotem ruszyła w jego stronę już pewniejszym krokiem i opuszczając rękę w wzdłuż ciała. Serce biło normalnym rytmem, jednak przyspieszyło gdy stanęła nad nim. Na początku nie wiedziała od czego zacząć, do tego przypomniał się jej pocałunek – delikatny i miły. Z drugiej strony zachowanie niewrażliwego drania. Mętlik pogłębiał się, aż zagubiona we własnych myślach miała problem z ułożeniem prostego zdania, a co dopiero sensownego pytania. Milczała, a w myślach pojawiła się zagadka.

"Gdy z nieba zmienisz się w słońca,
A moc Ci wzrośnie potężnie,
Nie ukrywaj się pod kocem,
Tylko biegnij walczyć mężnie.

Wędruj z chłodnym wiatrem pustyni,
By znaleźć to, czego tam nie ma,
Stań się niestety, jak Bratobójczyni,
Wtedy to nie będzie ściema.

Stanie się to, o czym marzyłaś,
Ojciec, Matka, Neycia mała,
A nawet to, o czym nie śniłaś,
Pokonać Cię żadna nie będzie śmiała.

Więc słowo honoru Ci daję,
Że moc i Władzę dostaniesz ogromną,
Jeśli warunki, które uznaję,
Przyjmiesz z swą miną, bardzo dumną."


Stała wpatrując się w niego nie mając pojęcia od czego zacząć, gdy wtem palnęła.
-Natek... ja... ja właśnie zabiłam człowieka... brata...
Te słowa były nie tylko wyżaleniem się, czy próbą poszukanie u kogoś współczucia. Neya właśnie straciła sens istnienia, poczuła strach, że zmienia się w jedną z istot żyjących na planecie, którą gardzi. Ponownie upadła na kolana, tym razem przed młodym saiyanem i łkając zadała pytanie.
-Czy? Czy kiedykolwiek będę wolna od tego uczucia... tego, co zrobiłam... Natek?
Spuściła głowę nisko, wpatrując się na kapiące po jej brodzie łzy na spękaną ziemię.
Powrót do góry Go down
http://claymora.deviantart.com/
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Sro Lut 22, 2012 7:10 pm

Siedział zamyślony bawiąc się małym kamieniem, a raczej jedynie trącając go czubkiem buta, nie zwracał na nic uwagi bo niby po co miałby to robić? Nie widział sensu tego po co ma w ogóle tu być, kiedy miał już wstać i lecieć do akademii zauważył przed sobą dziewczynę, a chwilę później usłyszał jej słowa...zabiła brata, żyjącą istotę i co z tego skoro Nat sam zabił jedną osobę ...ale z jedną różnicą nie znał go miał rozkaz wykonał i tyle w temacie. A ona zabiła własnego brata by bronić swojego przyjaciela? Nie dało się porównać tych dwóch rzeczy, ale jedno było pewne Neyka teraz cierpiała, straciła bliską osobę...
Przyglądał się jej przez chwilę nic nie mówiąc, mógł się jedynie domyślać co ona czuje w końcu była dziewczyną...i jak każda zawsze musiała coś przeżywać dużo bardziej niż mężczyzna. Przy kolejnej jej wypowiedzi osuną się z kamienia kucając przy niej, mimo iż wciąż był zły nie mógł znieść tego, że ona płacze. Podniósł jej głowę do góry i otarł policzki z łez.
-Zawsze będzie to w twojej głowie, ale w końcu przynajmniej częściowo o tym zapomnisz.
Nad każdą z emocji zawsze górę brało współczucie innym, wszystko odchodziło na bok, a on sam nie wiedział dlaczego tak się właśnie działo. Wstał powoli podnosząc jednocześnie dziewczynę, miał dość tego miejsca i chciał je jak najszybciej opuścić, a Neyka nie mogła zostać w miejscu gdzie rozegrało się coś co lepiej by było zapomnieć, ale nie jest to możliwe. Każdy pamięta do końca życia fakt do czyjej śmierci przyłożył swą rękę.
-Lepiej stąd chodźmy...
Wymamrotał parząc w oczy dziewczyny, nie chciał jej zadawać więcej cierpienia niż już go ma. Samo to co wcześniej powiedział mogło zranić delikatną osóbkę, a najwidoczniej Neyka taką osobą była. Młodzian nie za bardzo wiedział jak kogokolwiek pocieszać w końcu nikt go nie uczył czegoś takiego, a on nigdy nie miał okazji pocieszać nikogo akurat w takiej sytuacji. Zły humor czy coś innego zdarzało mu się, ale bycia pocieszaczem w takiej a nie innej sytuacji nie miał jeszcze okazji być, cóż zawsze jest ten pierwszy raz...
Powrót do góry Go down
Neya
Budou


Liczba postów: 196


SCOUTER
HP:
4050/4050  (4050/4050)
KI:
4800/4800  (4800/4800)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Sro Lut 22, 2012 7:47 pm

muzyczka


Wyrzuciła z siebie to, co uciskało jej serce, nie myślała nawet o dobrej reakcji ze strony Nat'a, a tu proszę. Zdarzył się cud, klęcząc nad nim wylewając cierpienie wyczuła ruch przed sobą. To był on, osunąwszy się z kamienia na którym siedział przez dłuższy czas milcząc klęknął przed nią. Podniósł jej głowę do góry i otarł policzki z łez delikatnie opuszkami palców, a ona z lekko otwartymi ustami parzyła zaczerwionymi od płaczu oczami w jego. Słyszała jakby opornie jego słowa, wiedząc już trwałym poczuciu bólu i splamionych rękach krwią brata. Nawet chciała mu podziękować za słowa jakby nie patrząc próby pocieszenia, ale milczała. Myśląc o ciszy poczuła jak chłopaka podnosi się jednocześnie i ją na równe nogi. Stojąc już bez poczucia upływającego czasu, jakby się dla niej zatrzymał usłyszała w głębokiej ciszy zamyślenia głos Nat'a, mówiący jak przed tragedii. Neya zrozumiała, że albo urok prysł lub ona była ważniejsza od saiyańskiej dumy. Wymuszając delikatny uśmiech w stronę przyjaciela przytaknęła potrząsając głową. Rozglądając się po mrocznej okolicy sama dałaby wszystko, by znaleźć się w bezpieczniejszym lub mniej przerażającym miejscu niż ten. Smutna i pogrążona w żałobnym stanie ducha, wciąż milczała nasłuchując choćby szmeru w podświadomości -oznaki życia lub powrotu Nedy.

Pomału docierało do niej, że już została całkiem sama, skazana na utrzymywanie znajomości z saiyanami, którzy w każdej chwili nawet będąc jej przyjaciółmi mogą dostać rozkaz zabicia jej. Ten „uroczy” powiew przyszłości nie był dla niej spełnieniem marzeń. Poczuła się bardziej samotna niż kiedykolwiek, do tego była mordercą. Świadomość o niewiedzy ojca o Vektorze nie dawała nawet w jednym procencie kropli nadziei na lepsze jutro. Nagle pewna myśl przeszła jej po umyśle, splątanym krwawymi urywkami jej zbrodni. Ta myśl zaczęła ogarniać ją całą, aż przesiąkła końcówki włosów na jej pogrążonej w czarnych już myślach główce. Oczy dziewczyny jakby dwie czarne otchłanie wpatrzone w punkt przed siebie, usta lodowato fioletowe, a na policzkach wyschnięte ślady po łzach marszczyły się na białej cerze. Lekko zgarbiona postawa i wiszące bezwładnie ręce wzdłuż ciała, nogi lekko drżące. Neya wyglądała jak wrak panienki jaką była jeszcze w parku całującą podobającego się jej chłopca. Trudno określić stan w jaki wpadła, jej wygląd świadczył jedynie w po padniętą depresję lub początek czegoś o wiele gorszego...



Powrót do góry Go down
http://claymora.deviantart.com/
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Cmentarz Poległych w Walce   Pią Lut 24, 2012 6:26 pm

Widział bardzo dobrze że Neyka nie jest w najlepszym stanie, samopoczucie na pewno miała sto albo i więcej razy gorsze niż on. Sam jej obecny wygląd na to wskazywał, ale młodzian postanowił jakoś się nią zaopiekować by nie musiała siedzieć sama bez nikogo w tym stanie w jaki teraz popadła. Nie mówiąc nic wziął ją na ręce, wciąż odczuwał skutki ciosu jaki wcześniej otrzymał ale nie było mowy o narzekaniu na drobny ból. Wymusił lekki uśmiech w jej kierunku chcąc dodać jej chociaż odrobinę otuchy, jednak nie wiele mógł teraz zrobić, a właściwie mógł zrobić tylko jedno i odstawić ją do jej kwatery.
-Nie myśl o tym.
Przeszedł kilka kroków trzymając ją w ramionach po czym uniósł się w powietrze i powoli leciał w stronę akademii, dziewczyna musiała wypocząć, a on musiał wymyśleć coś co pomoże jej nie myśleć o tym co teraz zaprząta jej głowę. Nic już więcej nie powiedział powoli kierując się w stronę akademii, ale po dłuższej chwili zmienił kierunek lotu uznając, że w kwaterze nie czuła by się do końca bezpieczna. Zawisł w powietrzu zastanawiając się gdzie lecieć i co chwilę spoglądał na przybitą dziewczynę, nie dziwił się jej ani trochę. On na jej miejscu raczej nie śmiałby podnieść ręki na żadnego z braci, nawet gdyby miał zostać przez nich zgładzony nie kiwną by palcem przeciw nim...a ona zabiła własnego brata tylko dlatego, że ten chciał go zabić. Nathaniel nie rozumiał dlaczego ona postąpiła tak a nie inaczej, ale skoro taką decyzję podjęła musiała być pewna tego co zamierza zrobić. Po chwili namysłu ruszył w stronę miejsca gdzie raczej miło spędzali czas. Miał nadzieję, że chociaż trochę poprawi jej się humor może nie od razu, ale z czasem na pewno jej przejdzie.



z/t -----> Park (Neyka też)
Powrót do góry Go down
 

Cmentarz Poległych w Walce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» 2. Mechanika Walki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Pozostałe miejsca na Vegecie-