IndeksCalendarGuideFAQRejestracjaZaloguj
"Turniej sztuk walki! Tenkaichi Budokai XXXIV! Dołącz już teraz!" Kliknij tutaj.

Share | 
 

 Skrzydło szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Skrzydło szpitalne   Pon Cze 13, 2011 4:15 pm

Tu zanosi się każdego rannego, który wymaga natychmiastowej pomocy i leczenia. Znajdują się tu maszyny regeneracyjne.

Czas potrzebny na regeneracjie do 100% wynosi od 7 do 8 godzin

Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sro Cze 29, 2011 6:14 pm

Clymore obudził się.
A właściwie zbudził go świergot ptaków i gwar uliczny dochodzący zza okna, oraz ciche pojękiwanie z odległego kąta sali. Próbował zignorować ból, jaki zalał ciało przy pierwszej próbie ruchu, ale nie udało mu się i zaciskając zęby powrócił do poprzedniej pozycji. Pokój był zapełniony Saiyan-jinami i half-Saiyan-jinami, co chwila ktoś go wymijał i w większości byli to mężczyźni w białych płaszczach, ale tylko, prócz niego, dwoje rannych leżało na łożach. Nie musiał czekać długo. Niecałe dwie minuty po przebudzeniu do Clymore'a zbliżył się jakiś mężczyzna. Wziął w rękę kartkę, przeczytał coś i spojrzał na Saiyan-jina.
-Widzę, że już się wybudziłeś. To dobrze. Kadet Clymore Jr., hmm...
-Wystarczy Clymore.
-Nie marnuj sił na odpowiedzi. Warto byś wiedział, że ledwo przeżyłeś. Nos złamany w dwóch miejscach, pęknięcie czaszki, wewnętrzny krwotok, do tego odcięto ci część ogona. Nie mam pojęcia co zrobiłeś, ale nie było to mądre. Następnym razem uważaj na siebie. Możesz już nie mieć tyle szczęścia... Poleżysz tu jeszcze tydzień, potem cię wypiszemy.
Mężczyzna odłożył kartę dotąd trzymaną w ręku gdzieś na bok i odszedł. Clymore już nie musiał pytać. Łatwo było się domyślić gdzie jest.
Resztę dnia spędził na patrzeniu w sufit i rozmyślaniu. Po południu podano mu jedzenie. Ale nie zwykłe, tylko jakąś papkę, którą wprowadzili do ciała poprzez rurkę. Saiyan-jin nie był w stanie jeść normalnie, między innymi przez rany i bandaże. Był świeżo po operacji, wszystko go jeszcze bolało. Cały czas czuł niewyobrażalny ból z czaszki, mimo środków znieczulających, ale nie wydał z siebie nawet jednego jęku. Starał się zająć głowę czymś innym, nie myśleć o tym. Cóż, było ciężko. Naprawdę ciężko...
Dzisiejszej nocy nie mógł usnąć.


Dzień 2.


Nawet nie wiedział kiedy przysnął, ale jego sen nie trwał długo. Nękał go koszmar, który szybko zbudził kadeta. Ponownie widział swoich rodziców, a potem krew i jeszcze więcej krwi. Śnił mu się także on sam, a właściwie jego martwe ciało...
Lekarze mówili, że szybko zdrowieje i niedługo będzie już w pełni sił. On jednakże nie czuł żadnej różnicy. Ból nadal był nie do zniesienia, nie mógł się także ruszać, a mówienie przychodziło z trudem.
Po południu, tym samym sposobem co dzień wcześniej podano mu jedzenie. Nie protestował, bo nie mógł i nawet nie chciał. Nie chciał robić niczego. To wszystko odebrało mu chęć do życia.
Mężczyzna w odległym kącie znów wydawał z siebie jęki. Obrócony był do kadeta tyłem, mimo to jakby widział jego wyraz twarzy. Zmęczony, skrzywiony od bólu. Clymore spojrzał na drugiego z rannych. Ten mężczyzna nie był kadetem, jak oni dwoje. Był rangą wyższy i znacznie starszy. Całe dnie leżał, nic nie mówił, nie ruszał się. Można by stwierdzić, że jest nieżywy, nawet jego oczy na to wskazywały. Patrzyły tylko w jeden punkt, mężczyzna także nie mrugał. Jednak to, że tu leżał coś oznaczało. Clymore postanowił zagadać.
-Co mu jest?
Długi czas czekał na odpowiedz i już zwątpił by nadeszła, kiedy mężczyzna przekręcił trochę głowę i spojrzał na niego swymi martwymi oczami.
-Jakiś wirus. Medycy mówią, że nie przeżyje dłużej niż dwa dni. Biedak zaraził się na misji. Jest twardy, ale głupi. Wierzy, że przeżyje, wzywał jakiegoś Boga, cały czas odprawiał dziwne rytuały.. Teraz już nawet nie może gadać, wije się tylko z bólu. Nie chciał darować sobie tych męczarni, a przecież wie, że ten jego Bóg go nie uratuje...
-A ty? Czemu tu leżysz? Nie wyglądasz na chorego.
-Ja? Ja... To było tydzień temu. Dostałem moją pierwszą, poważną misję. Świeżak byłem, ledwo awans dostałem... Zresztą, co ci będę opowiadał. Pewnie cię to nie obchodzi.
-Przeciwnie.
-A więc chcesz słuchać? Hmm... na czym to ja... a, tak. To kiedy dostałem tą misję wyruszyłem natychmiast, wraz z dwoma innymi, bardziej doświadczonymi wojownikami. Mieliśmy odzyskać jakiś sprzęt z rąk zbuntowanych Saiyan. Jaki nie wiedziałem, nie wnikałem. Chciałem po prostu wykonać powierzone zadanie... Nie przynudzam?
-Skądże. Mów dalej.
No więc, gdy dotarliśmy na pustynię, bo tam mieliśmy spotkać przeciwników okazało się, że ich nie ma, zwinęli się. Jako, że nadchodziła noc postanowiliśmy przenocować, a potem szukać złodziei. Gdy spaliśmy zaskoczyły nas potwory. Jakieś wielkie robale... Jeden z nich prysnął mi w twarz żrącym jadem. Towarzysze czym prędzej zabrali mnie do miasta, do medyków. Zdołałem przeżyć, ale straciłem wzrok. Teraz moje życie nie ma już sensu. Nie mogę walczyć, na nic już nie przydam się w armii. Jak na razie pozwolili mi pozostać tu kilka dni dłużej. Korzystam z tego czasu i staram się nie przejmować. Nie wiem jeszcze co uczynię. Zapewne zostanę kaleką i umrę z głodu. Nieuwaga zniszczyła całe moje życie...

Clymore odwrócił wzrok, kierując go znów na sufit. Mimo iż to było doń nie podobne współczuł mężczyźnie. Ten niestety miał rację. Króla nie obchodzą tacy ludzie. Wojownik zostanie wydalony z wojska i pozostawiony na pastwę losowi. Nie będzie mógł wykonywać podstawowych czynności. Nie będzie mógł na siebie zarobić. Umrze, z głodu, albo popełni samobójstwo. Jego ból stał się żaden, w porównaniu do bólu dwóch rannych. Od zawsze igrał ze śmiercią i zrozumiał, że ta może go w końcu dopaść. Ale czy możliwa jest zmiana siebie samego? Czy potrafiłby żyć w spokoju? Nie, to nie dla niego. Woli żyć pełnią życia i umrzeć młodo...
Tego dnia usnął bez problemu. A to dlatego, że lekarze podali mu środek nasenny.


Dzień 3.


Wstał około południa, środek naprawdę uśpił go porządnie. Miał dobry humor, a to dlatego, że nic mu się nie śniło, albo tego nie pamiętał. Ból także nie był już tak męczący. Clymore postawił sobie warunek, który miał wykonać dzisiejszego dnia. Postanowił wstać. Krótko po posiłku, przezwyciężając ból i trzymając się poręczy łoża postawił nogi na zimnym podłożu. Widzący to medyk podbiegł szybko.
-Stój! Co robisz? Kładź się z powrotem, nie masz jeszcze wystarczająco sił by chodzić!
-Zamknij się. - ryknął na mężczyznę, przez zaciśnięte zęby, obrzucając go złowrogim spojrzeniem. Ten wahał się w podejściu i ostatecznie nie zrobił tego. Stał z tępym wzrokiem i z głupią, przestraszoną miną przyglądał się poczynaniom kadeta. Pomagając sobie rękoma Clymore wstał i przeszedł dwa kroki. Nogi dygotały mu całe, aż w końcu załamały się pod ciężarem. Wylądował na ziemi...
Nie, nie wylądował. W ostatniej chwili medyk doskoczył do niego, złapał i przytrzymał, a potem znów ułożył na łożu. Odszedł pośpiesznie i wdał się z kimś w rozmowę. Saiyan-jin słyszał jej tylko część. Mówili o tym, co Clymore wyprawiał. Nie pochwalali tego. Sam nie uważał, że było to najmądrzejsze. Ból ponownie się nasilił i zepsuł mu resztę dnia.
Krótko po rozmowie przysnął i nie wybudził się już do nocy. Potem, już po przebudzeniu leżał może dziesięć minut, nie więcej, gdy kątem oka ujrzał przekręcającą się głowę wyższego klasą Saiyan-jina.
-Terhen. - jeden z niewielu głosów, które słyszał w ostatnim czasie. Poważny, ale i miły głos.
-Hmm?
-Nazywam się Terhen.
Cisza. Dość długa, ale żaden z mężczyzn nawet nie drgnął.
-Clymore.
Niedługo potem usnął ponownie...


Dzień 4.


Jako, że wczorajszego dnia spał dość dużo, to i wcześnie wstał. Był dość zaskoczony. I nie tym, że miejsce zazwyczaj dość tłoczne świeciło pustkami. Dzisiaj zniknęli obaj ranni wojownicy. Poszli w swoją stronę i nie dane mu się było dowiedzieć co się z nimi stało. Wiedział o nich tylko to, co im dolegało i imię jednego z nich.
Rozmyślał. Dość dużo rozmyślał. Słowa trenera, ostatnie słowa, które usłyszał, nim zemdlał powracały niczym echo. Zapamiętał każde z nich i myśl o tym wydarzeniu wypełniała go złością. Ile by dał za większą moc... I może to osiągnąć. Poprzez trening. Za jakiś czas odpłaci się temu staruchowi. I to z nawiązką. Będzie ćwiczył najciężej w swoim życiu, przez długi czas.
Dzień minął dość szybko. Nawet nie spostrzegł, kiedy nadeszła noc...


Dzień 5.


Dnia piątego nie zrobił nic, prócz dowiedzenia się, że jutro zdejmą mu bandaże. Ucieszył go ten fakt. Ból także nie był już tak silny jak dnia pierwszego. Właściwie, kiedy się nie ruszał nie odczuwał bólu, a jedynie lekkie pulsowanie.
Warto też wspomnieć, że już od dnia czwartego może jeść normalnie. I choć jedzenie nie jest jakieś szczególnie pyszne, to dostaje już regularne, trzy posiłki i zawsze zjada wszystko.


Dzień 6.


Clymore, po wybudzeniu wyczekiwał, aż medycy w końcu zdejmą mu bandaże. No i doczekał się. Około trzy godziny po przebudzeniu jeden z mężczyzn w białym fartuchu podszedł do jego łoża. Saiyan-jin, zgodnie z poleceniem usiadł na jego brzegu. Mógł już swobodnie się poruszać. Szybko wyzdrowiał, to musiał przyznać.
Trwało to tylko kilka minut. Bez bandaży poczuł się całkiem inaczej. Zobaczył też się w lustrze. Po incydencie nie było już prawie śladów. Zaledwie kilka siniaków na czole i słabo widoczna blizna, przechodząca przez nos.
Dzień 6 spędził na wędrowaniu po skrzydle szpitalnym. Próbował także ćwiczyć, ale szybko się przemęczał, a przy większym wysiłku pojawiał się straszliwy ból głowy.
Pod wieczór do skrzydła przybył kolejny ranny. Half-Saiyan-jin. Strasznie krzyczał. Od razu poszedł na operację. Clymore nie widział go już więcej.


Dzień 7.


Nadszedł ostatni dzień, jaki kadet spędzić musiał w tym miejscu. Niecierpliwił się, pytał w recepcji kiedy go wypiszą. Medykom jakoś się nie spieszyło. Wszystko szło powoli, bardzo powoli i dopiero pod wieczór raczył zjawić się medyk, ten sam którego spotkał zaraz po wybudzeniu.
-Zbieraj się, zostałeś wypisany.
Clymore kiwnął tylko głową, włożył buty, rękawice i po serii drobnych testów był już wolny. Zastanawiał się gdzie iść. Chciał trenować i najodpowiedniejszym miejscem była sala treningowa. Zawinął o trochę krótszy ogon wokół pasa i ruszył w stronę wyjścia. Hańba jaką to przynosiło nie sięgnie go. A to dlatego, że równą hańbę przynosi mu kolor włosów. Kadet jednak za nic by go nie zmienił. A to dlatego, że dzięki niemu wyróżnia się wśród tych wszystkich czarnowłosych, nic nie znaczących, zwykłych Saiyan.
Tak więc postanowił. Złoży wizytę staruszkowi...
Pozostała tylko jeszcze jedna rzecz, na którą nie mógł znaleźć rozwiązania. Dlaczego nie umieszczono go w kapsule regeneracyjnej? Cóż, ciężko powiedzieć. Może kadeci muszą cierpieć, skoro na to sobie zapracowali? Saiyan-jinowi pozostaną tylko domysły...


ZT ---> Sala Treningowa
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pią Lip 22, 2011 5:45 pm

    Przyleciał na teren wojska i od razu skierował się do części, gdzie znajdowało się skrzydło szpitalne oraz poczekalnia do sali tronowej. Trzymając w jednej ręce głowę zabitego potwora, a na barku drugiej nieprzytomnego, poobijanego Sungrona, saiyan wyglądał całkiem nieźle. Wydawał się silniejszy niż przed misją. Jego mięśnie nieco się zwiększyły, chociaż nadal nie było porównania do wyższych jednostek Vegety. Jeszcze wilgotny od wody z fontanny wszedł do budynku. Krótki korytarz na końcu rozgałęział się na dwie strony. Z jednej była poczekalnia do sali tronowej, z drugiej było skrzydło szpitalne. Kadet oczywiście przeszedł przez te drugie drzwi. O ile korytarz wyglądał normalnie, tak samo jak w akademii, to pomieszczenie, do którego się udał nie przypominało mu żadnego, jakie dotąd tutaj widział. Białe płytki i ściany tego samego koloru były czyste jak łza. Pełno było pokoi, w których odpoczywali ranni lub chorzy saiyanie i halfy. Wokół porozstawiane były zaawansowane technologicznie sprzęty. Widać było, że Vegeta jest dość dobrze zorganizowana, może nawet lepiej niż ziemia. W końcu technologia Tsuful na coś się przydała. Leczenie jest teraz szybkie i efektowne, co jest bardzo cenione w wojsku. Jednak Dante miał przeczucie, że jest to tylko przywilej dla szlachty, wyższych rangą saiyan. Kadeci są zapewne leczeni w tradycyjny, mało nowoczesny sposób. Miejsce roiło się od chodzących szybkim krokiem, zajętych pracowników w białych fartuchach. Nie minęło dużo czasu, aż jeden z nich podszedł do czerwonookiego. Ogoniasty stanął na baczność, jednak nie mógł zasalutować, miał obie ręce zajęte. Podniósł więc prawą, trzymającą głowę jaszczura na wysokość głowy.
    -Kadet Dante. To jest kadet Sungron, został ranny na misji. Zaatakowało go stworzenie, którego głowę mam w ręku. Proszę, zajmijcie się nim, a ja wracam na służbę.

    W tym momencie zdjął kompana z barka, po czym położył go na noszach podstawionych przez lekarza. Następnie ponownie prowizorycznie zasalutował, odwrócił się i wyszedł z tego miejsca. Uniósł się w górę, po czym poleciał do akademii. Musi teraz zdać raport trenerowi.

    OCC: Zostawiam Sungrona
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Sie 04, 2011 7:01 pm

- C-co sie dzieje. - Wyjakal, budzac sie nagle z glebokiej prozni. Bo nie pamietal nic, zadnych snow.
Czul sie jakos dziwnie zatruty, nie mial pojecia gdzie jest.
Przypomnial sobie jaszczura. Wiedzial jak wygrac, mogl to wygrac. Dlaczego sie tu znalazl? To chyba oznacza, ze przegral.
Mrugal kilka razy oczami, zanim obraz sie wyostrzyl.
Lezal na jakiejs sali. A dokladniej na dosc twardym materacu. Bylo tu czysto.
Spojrzal obok na szafke. Stal tam pusty, zakurzony wazon. Mezczyzna usmiechnal sie z niesmakiem i sprobowal wstac, o ile nie byl do niczego przypiety. Musi sie dowiedziec co sie wydarzylo i ile czasu tu spedzil.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Sie 27, 2011 8:36 pm

......Wyleciał z sali treningowej ze swoim już pokonanym przeciwnikiem. Kilka zakrętów na korytarzu, poruszał się bardzo szybko. W końcu jest na służbie. Jeżeli ma coś tutaj osiągnąć, to musi dawać z siebie wszystko nawet na tak łatwych misjach. Wyleciał z bloku szkoleniowego. W sumie, to pogoda była całkiem ładna. Słońce dość przyjemnie grzało, na niebie minimalne zachmurzenie. Aż chce się pójść do parku i posiedzieć sobie w cieniu. STOP! Przecież jest na misji. A raczej coś, co tylko formalnie jest misją. Wleciał do sektora obok. Był to spory budynek, który już niedawno odwiedził. Nie był z tego dumny, ale lepiej, że jest on osobą odnoszącą, niż odnoszoną. W równie szybkim tempie otworzył dość szerokie drzwi i wleciał do środka. Lot przez kolejny korytarz.
......Aż w końcu dotarł do sali. Stan kadeta był krytyczny, więc postanowił zaczepić pierwszą lepszą lekarkę. Kobieta zapewniła, że się nim zajmie, toteż nie minęła dłuższa chwila, a pobity trafił na nosze. Został zawieziony chyba od razu do sali operacyjnej, chociaż Dante do końca tego nie wiedział i w sumie nie zbyt interesował go dalszy los tego halfa. Odwrócił się na pięcie, wybił się od podłogi i ze świstem powietrza poszybował spowrotem do Sali treningowej. Już nie mógł doczekać się następnej misji.

zt ---> Sala Treningowa
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Sie 27, 2011 10:15 pm

Dante przytachał na Skrzydło Szpitalne dość mocno poturbowanego kadeta, który był nieprzytomny i miał ślinę na twarzy. Łatwo się było domyślić czyja to była sprawka tego ostatniego. Oponent dość szybko trafił do komory regeneracyjnej. Teraz trzeba będzie czekać aż wyzdrowieje i będzie mógł być dalej obijany, tzn szkolony...



OOC:

Rain, w poniedziałek się budzisz zregenerowany
jak chcesz to możesz zrobić opis tego co będzie się działo w twej głowie w trakcie tej śpiączki zdrowotnej.
miłego odpoczynku ^^


a potem możesz się wybrać na stołówkę
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Wrz 15, 2011 2:22 pm

Mężczyzna wleciał do skrzydła szpitalnego niosąc na ramieniu jakiegoś nieprzytomnego chłopaka. Opanował szybko delikatnie przyspieszony oddech i rozejrzał się po sali, dostrzegł kilkoro żołnierzy leżący w bandażach na łóżkach szpitalnych. Trafił tu tylko raz, zaraz po walce ze swoim ojcem, załatwił mu leczenie w wojskowym szpitalu, gdyż tak było szybciej i przede wszystkim pewniej. Wodził wzrokiem w poszukiwaniu jakiejś pielęgniarki, bądź lekarza, dostrzegł jedną kobietę która przygotowywała łóżko dla jakiegoś rannego. Szybkim krokiem ruszył w jej kierunku, gdy doszedł ona odwrócił się w jego stronę i spojrzała na Noku, który bezwładnie spoczywał na barki Sihakuru.
Witam, dostałem rozkaz przyprowadzenia tu kadeta, który został poważnie uszkodzony podczas sparingu na sali treningowej. kobieta jedynie skinęła głową, nie była widocznie zbyt rozmowna. Poszła wzdłuż korytarza, wskazując palcem aby Sihakuru poszedł za nią. Ten bezzwłocznie udał się za pielęgniarką. Szli jakiś czas przez korytarz, aż kobieta zatrzymała się przed jakimiś drzwiami, gdy przez nie przeszli kadet dostrzegł lekarza siedzącego na biurkiem robiąc notatki. Spojrzał na niego nie podnosząc głowy i palcem wskazał łóżko, które leżało w tej sali. Widocznie nikt nie był tu zbyt rozmowny, Sihakuru delikatnie położył swojego przeciwnika na łóżku i salutując wyszedł z pokoju, następnie wrócił korytarzem do moiejsca skąd przybył i pobiegł do sali treningowej.

ZT --> Sala Treningowa
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Wrz 17, 2011 8:48 pm



- Szkoda, że nie poczekał... - Powiedziała do siebie w myślach sanitariuszka, kiedy Sihakuru opuścił pomieszczenie. Zajęła się więc Kadetem Noku. Nastawiła mu wszystkie złamania, rozebrała i nasmarowała każdy kawałek ciała dziwnie kleistą maścią, po czym ułożyła na łóżku.

OCC: Noku, w poniedziałek, możesz wyjść. W międzyczasie opisz swój powrót do zdrowia, przy pomocy uroczej pani sanitariuszki I nie zapomnij odpowiednio podziękować!


Ostatnio zmieniony przez NPC dnia Pon Paź 03, 2011 10:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Noku



Liczba postów: 31


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
KI:
105/105  (105/105)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Wrz 18, 2011 5:33 pm

Po długiej drodze z napotkanymi wieloma przeszkodami, w końcu młody Saiyan został przyprowadzony do skrzydła szpitalnego przez jego przeciwnika ze sparingiem o imieniu Sihakuru. Stał na nogach, a raczej starał się na nich utrzymać. Nie minęła nawet sekunda, a już sanitariuszka stała naprzeciw niego. Gdy spojrzał na nią, a raczej przyjrzał się jej dokładnie, oniemiał. Nie wiedział co ma powiedzieć kompletnie.
-Umm...dzień dobry.
Chłopak przełknął ślinę i już nic nie powiedział. Sanitariuszka zaczęła od podstaw czyli od złamań. Chłopak nie miał nic złamanego, jednakże miał wybity bar, przez sparing lekko, a do końca przez trenera, który nim rzucił prosto do dziury i wylądował u kwatermistrza.
-Powiedz jak się nazywasz? Gdzie ciebie boli, aha i gdzie masz coś złamane, a ja postaram się wyleczyć twoje rany.
Kobieta powiedziała to z uśmiechem na twarzy, delikatnym jak i ciepłym tonem głosu. Noku nie wiedział dlaczego ona jest taka miła. Przecież każdy ze starszych Saiyanów jest strasznie okrutny jak i wredny. Nie rozumiał tego kompletnie, ale przynajmniej wie teraz, że tutaj nie ma czego się bać.
-Nazywam się Noku no i wszystko mnie boli. Nie mam jednak żadnego złamania, ale za to mam wybity bar, co lekko boli, a tak to już wszystko.
Powiedział spokojnie i z uśmiechem. Sanitariuszka chwyciła delikatnie jego bar i szybkim ruchem nastawiła go. Po chwili zaczęła go rozbierać, zaczęła od góry, a gdy miała ściągać spodnie, chłopak dopiero zareagował.
-Zaraz co pani wyprawia!
Wykrzyczał oburzony i odskoczył lekko do tyłu.
-Chcę tylko nasmarować twoje rany, abyś miał spokój od bólu. Czy to tak dużo?
-Eee...przepraszam.
Kobieta podeszła do niego powolnym krokiem.Rozebrała go całkowicie, aż do nagości. Zaczęła powolnymi jak i delikatnymi ruchami smarować jego nagie i obolałe ciało dziwnie kleistą maścią. Po chwili doszła do jego męskości. Chłopakowi było przyjemnie i to nawet bardzo. Jednakże po chwili pielęgniarka skończyła smarować go.
-Dziękuje pani za pomoc.
Zarumienił się, a kobieta położyła Ssaiyana do łóżka i dała mu buziaka w policzek, po czym odeszła, a Noku zasnął.
Powrót do góry Go down
Noku



Liczba postów: 31


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
KI:
105/105  (105/105)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sro Wrz 21, 2011 9:27 pm

Po kilku przespanych nocach, spowodowanych tym, że był ciężko ranny, w końcu się obudził. Powoli wyciągnął ręce, nogi, oraz swój ogonek. przetarł oczy i po chwili wstał. Był już sprawny w 100% i mógł wznowić swój trening. Podszedł do swoich ciuchów i ubrał się jak najszybciej potrafił. W mgnieniu oka był ubrany. Sanitariuszki nie było nigdzie, a on nie miał już zamiaru dłużej czekać. Chciał stać się silniejszy i pokonać Sihakuru. Dlatego zapisał się do wojska, aby stać się silnym i zemścić się na Namekach. Po chwili wyszedł ze skrzydła i ruszył w stronę sali treningowej.

z/t
Powrót do góry Go down
Noku



Liczba postów: 31


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
KI:
105/105  (105/105)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Wrz 25, 2011 9:41 pm

I ponownie wszedł przez drzwi Noku, który niedawno wyszedł zdrowy i w pełni sił, a teraz ponownie jest ranny, ale tym razem przez głupią trenerkę. Podszedł do sanitariuszki powolnym krokiem z postanowieniem przywitania się i wyleczenia ran jak najszybciej.
-Dzień dobry ponownie.
Przy tych słowach uśmiechnął się do dziewczyny, a raczej kobiety.
-Przyszedłem ponownie wyleczyć swoje takowe rany, ponieważ tak zaproponowała mi kwatermistrzyni.
Czekał aż pielęgniarka coś mu powie na to.
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pon Paź 03, 2011 10:12 pm



- Witaj, oczekiwałam Ciebie, mój drogi kadeciku. Pokaż te rany, coś poradzimy... - Uśmiechnęła się słodko, po czym nachylając się, zaczęła dotykać Noku, delikatnie i powoli masować partie jego ciała.

OCC: Oczekuję ładnego opisu tego, jak bada Cię Sanitariuszka. Jeśli jesteś spostrzegawczy, to kieruj się moimi wcześniejszymi postami w tym temacie i dodaj pewne fakty. Jak zorientujesz się, jakie i zrobisz to, dostaniesz dodatkową nagrodę.
3 Posty.
Powrót do góry Go down
Noku



Liczba postów: 31


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
KI:
105/105  (105/105)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Paź 08, 2011 12:14 am

Chłopak martwił się czy nie wysmaruje go znów tamtą maścią. Nie lubił zbytnio żadnych kleistych maści. Dlaczego? Tego nikt nie wie, tylko on sam. Po chwili poczuł delikatne dłonie kobiety, która zaczęła delikatnie, jak i powoli masować jego partie ciała. Raczej to nie było żadne zwyczajne leczenie. Sam dokładnie nie wiedział co to było, ale bardzo mu się to podobało. Po chwili jego ogon, który miał zawiązany w okół pasa, rozwiązał się i zaczął ruszać powoli raz w prawo, a raz w lewo. Dłonie pielęgniarki powędrowały na jego klatkę piersiową. Młody Saiyan był skołowany, nie wiedział co się tutaj dzieje. Jednak gdy jedna ręka sanitariuszki powędrowała pod jego bluzkę, chłopak zaczerwienił się. Po chwili otrzeźwiał i natychmiast wyciągnął rękę kobiety spod jego koszulki i się wycofał o trzy kroki do tyłu.
-C-co pani robi?! Przecież ja... .
W tym momencie kobieta położyła wskazujący palec na jego ustach. Noku był zaskoczony tym wszystkim i nie wiedział dokładnie jak to się wszystko stało i od czego się zaczęło.
-Cii, to będzie nasza mała tajemnica.
Powiedziała sanitariuszka do niego z delikatnym uśmieszkiem na swojej twarzy.

Occ:
I Post
Powrót do góry Go down
Noku



Liczba postów: 31


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
KI:
105/105  (105/105)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sro Lis 02, 2011 5:02 pm

Młoda sanitariuszka polizała go w policzek tak jakby rozkoszowała się smakiem słodkiego lizaka. Potem przechodząc językiem ku jego ust westchnęła, a następnie pocałowała namiętnie. Chłopakowi się to bardzo spodobało, chciał więcej. Noku postanowił odwzajemnić ową czynność. Pochwycił ją dłońmi za twarz przysysając się do jej warg. Sama też przywarła do jego. Weszła na łóżko ocierając delikatnie swe udo o jego męskość. Pod Noku spodniami nabrzmiało. Oboje nadal szczepieni ustami poczęli się pieścić. Lekarka głaskała jego umięśniony tors i jakby się na nim zapierała, a on z kolei zajmował się jej jędrnymi piersiami. Starał się to robić delikatnie by jej krzywdy nie wyrządzić. Atmosfera w pomieszczeniu robiła się coraz gorętsza. Cała akcja działa się płynnie, bez żadnych zbędnych przemyśleń, jakie by im przeszkodziły. Młody chłopak był dość szybki i natychmiast ściągnął kobiecie koszulkę odsłaniając jej walory. Po jej piersiach spływały kropelki potu, które mówiły o tym jak bardzo jest napalona przy takim mężczyźnie jak Noku. Ona nie czekając zbyt długo ściągnęła i jego górną część ubioru. Następnie przyszła pora na spodnie. Powoli swymi zgrabnymi palcami pochwyciła jego pasek od spodni, który zaraz poleciał gdzieś w kąt pokoju. Pochylała się nad nim lekko wprawiając w ruch obfity biust. Przy reszcie czynności poszło szybko i bez zbędnych ceregieli. Obaj ściągnęli z siebie resztę ubrań lądując na poduszkach łóżka szpitalnego całując się namiętnie niczym dzikie zwierzęta. Sprężyny w materacu aż skrzypiały głośno. I tutaj teraz zaczęła się zabawa na całego.

Occ
Post II
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pon Lis 21, 2011 10:03 pm

Sprzęty szpitalne zaczęły wariować. Puls ze spokojnego raptownie przemienił się w coraz szybsze bicie niczym dzwon serca. Dźwięk wydobywający się z maszyny piszczał w coraz mniejszych odstępach czasowych. Nagle dźwięk stał się jednolity, wskazywał brak pulsu u pacjenta. Kilku saiyańskich lekarzy zleciało się do sali. Stanęli naokoło łóżka i postanowili robić reanimację. Nim jednak podjęli pierwsze kroki w tym celu oczy Danasha otworzyły się. Nieprzytomne spojrzenie kierowane było wprost przed siebie. Wojownik widział tylko ciemność, dopiero po kilku chwilach zaczął dostrzegać kontury sylwetek osób w pomieszczeniu. Po niespełna minucie jego wzrok był już w pełni sprawny. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie było wątpliwości. Był w skrzydle szpitalnym. Spróbował sobie coś przypomnieć. Nagle poczuł jednak silny ból głowy. Złapał się za czoło i jęknął cicho.

-Co ja tu robię, czemu jestem tutaj?
Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Lis 22, 2011 12:45 am

-Nie wstawaj. Zostań w łóżku jeszcze.- powiedział to jeden z lekarzy, którzy byli obok łóżka Danasha. Jeden z nich miał podkładkę na której coś pisał. Pewnie jakieś medyczne notatki, ale Saiyan tego nie mógł wiedzieć. Jedna z pielęgniarek przyniosła chłopakowi worek z lodem by sobie przyłożył go do głowy.
-Miałeś szczęście. To niegroźny uraz. Mocno oberwałeś w głowę. Nasi chłopcy na patrolu znaleźli cię jak leżałeś w pobliżu martwych Robali. Nikogo poza tobą nie było. Zadziwiające...- mówił to ten sam lekarz co na początku. Wyglądało na to, że był zaskoczony tym, że prawdopodobnie Saiyan sam w pojedynkę ubił cztery robale.
-Chłopcze, przedstaw się proszę. W bazie danych nie możemy znaleźć twego profilu, a miło by było gdybyś podał imię, co by nam to ułatwiło.-



OOC:

Prócz tego co mówił lekarz...
Wracasz powoli do zdrowia i najlepiej będzie jak to opiszesz
Także to jak straciłeś przytomność (cios ogonem by Robal)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Lis 22, 2011 8:16 pm

Leżał chwilę w bezruchu. Próbował sobie coś przypomnieć, jednak ból narastał. Więc został znaleziony przez patrol na pustyni przy dwóch martwych robalach. Tak, pamiętał je. Skończył wysyłać zdjęcia trenerowi, kiedy te stworzenia wypełzły spod piachu i zaczęły atakować Danasha i Takeo. Dalej film się urywa.

Ciekawe, czy Takeo sobie poradził. Nie no, na pewno sobie poradził. A może? Skurwiel, zostawił mnie umierającego. Znaleźli mnie cudem. Ale nie mam mu tego za złe. On już taki jest. Zaraz, wyczuwam jakieś trzy znajome energię. Dam słowo, że wcześniej ich tu nie było. Co?! Rapsley?! Skąd on się tu wziął?! Muszę z nim poważnie porozmawiać. Ciekawe, czy mnie pamięta. Drugiej może i nie znam, ale kojarzę ją. Zaraz... przypomina mi tego saiyana, z którym miałem pracować dawno temu, kiedy jeszcze byłem kadetem. Jak on miał? Clymore? Pewnie jego wnuk, czy rodzina. Ciekawe, czy jest tak samo silny jak tamten half. Hmmm, a trzecia? W sumie jej nie poznaje, czuję dwie dusze w jednej osobie. Co?! To niemożliwe! Ashida i... Juvette? Co tu się dzieje?!


Rozmyślenia przerwał mu kolejny lekarz z workiem lodu. Gdy tylko podszedł do łóżka pacjenta ten wyrwał mu go gwałtownie i nie czekając przyłożył go sobie do głowy. Kojący chłód skutecznie złagodził jego ból, co mężczyzna zasygnalizował głębokim westchnieniem. Zamknął na chwilę oczy, jednak po chwili otworzył je, w obawie, że jego opiekunowie go zostawią. Oni jednak nadal stali nad nim bacznie obserując każdy jego ruch. Usłyszał pytanie.

-Nazywam się Danash, jednak jestem zarejestrowany jako Dante. Mała niezgodność.


Wojownik czuł się już lepiej. Wstał odczepiając się od urządzeń. Lekarze chyba nie mieli nic przeciwko, w końcu leżał tu dość długo. Zaczął ubierać czysty uniform. Jego ręka odruchowo zawędrowała w okolice ucha. Nagle saiyan zauważył, że nie ma detektora. Nie mógł również wyczuć KI trenera, dlatego postanowił zapytać, co powinien teraz zrobić.

-Dziękuję za pomoc. Gdzie powinienem się teraz udać? I co z moim scouterem?

Powrót do góry Go down
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Lis 22, 2011 10:04 pm

Po wyjaśnieniu Saiyana jeden z lekarzy z podkładką coś zanotował. Na pierwszy rzut oka owa rzecz wyglądała dość zwyczajnie gdyby nie jeden fakt. Była ona wykonana z jakiegoś tworzywa, na której powierzchni różne informacje się wyświetlały. Pewnie to było jakieś urządzenie co pozwalało się podłączyć do bazy danych.
-W porządku. Możesz już iść. Już nic ci nie jest.- osobnicy w białych kitlach już zaczęli się zbierać do wyjścia po załatwieniu małej formalności. Zresztą mieli jeszcze innych pacjentów pod opieką, a co niektórzy z nich wymagali raczej większej uwagi i pomocy. Na pytanie Danasha ostatni z wychodzących lekarzy się zatrzymał i oznajmi nim poszedł dalej za resztą:
-Jak sądzę, to raczej do sali treningowej. A co do scoutera, to go raczej nie było. Radze na razie nie pokazywać się na oczy naszemu kwatermistrzowi. A teraz wybacz, mam innych pacjentów co wymagają mojej pomocy.- i odszedł znikając za drzwiami.


OOC:

Jesteś zdrowy i wolny
Lepiej posłuchaj lekarza albo róbta co chceta
Gdzie się wpakujesz i jak, twoja sprawa

Nie zwróciłeś scoutera, ale Zajebisty Vam wysłał zdjęcia obiektu, więc masz szczęście.

za próbę wykonanie misji dostajesz 20 PKT. I serio - nie idź do kwatermistrzyni.



EDIT by Vam Wink
Powrót do góry Go down
Noku



Liczba postów: 31


SCOUTER
HP:
150/150  (150/150)
KI:
105/105  (105/105)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pią Lis 25, 2011 10:03 pm

Po wszystkim oboje leżeli wtuleni w siebie na szpitalnym łóżku. Do Noku nadal nie docierała myśl o tym co się właśnie wydarzyło.
Przecież miała mnie wyleczyć a nie spełniać swoje zachcianki, ah te kobiety…
Pomyślał powoli podnosząc się z posłania i zerkając na swoją towarzyszkę. Po krótkiej chwili kobieta zmieniła swoją pozycję na siedzącą. Nie wyglądała na zmęczoną po ich „zabawie” wręcz przeciwnie, dla niej to w cale nie był koniec przyjemności. Przysunęła się powoli do zamyślonego chłopaka który zawzięcie próbował zapiąć guzik swoich spodni.
-Pomogę ci w tym–mruknęła seksownie i zbliżyła dłonie do rozporka. W ciągu kilku chwil chłopak znów leżał nagi.
-Powinienem już iść-wymamrotał tak że dziewczyna ledwo go usłyszała.
-Nie martw się, nikt się nie dowie-Puściła mu oczko i złożyła namiętny pocałunek na jego ustach.
Czekała ich długa i bardzo ciekawa noc.

Następnego Dnia

Obudził się na łóżku szpitalnym wtulony w seksowną pielęgniarkę. Przez pierwszą chwilę nie wiedział, o co chodzi, ale nagle sobie przypomniał.
No tak, zrobiłem z nią to. Przynajmniej pierwszy raz już mam z głowy i to jeszcze...
Nie dokończył swoich myśli, bo poczuł, że ktoś go złapał za ramię. Odwrócił głowę, a tam przebudzona piękna pani sanitariusz. Spojrzał w jej oczy zaspane oczy.
-No to teraz już na pewno muszę iść. Ta zła kobieta zabije mnie pewnie przez to, że tak długo nie wracam-uśmiechnął się do niej i wstał. Zaczął się ubierać, ale nagle poczuł pewien opór gdy ubierał pomarańczową bluzkę. Winowajcą, a raczej winowajczynią była sama pielęgniarka. Nie chciała go tak szybko wypuścić, a zwłaszcza po tej całej nocy. Przytuliła się do niego.
-Zostań jeszcze ze mną. Nie chce znów siedzieć tutaj sama.
-Nie martw się. Przecież ja tu wrócę jeszcze wiele razy. Wiele ran za mną czeka podczas treningów i walk-uśmiechnął się do niej i ubrał się do końca. Pocałowali się jeszcze raz, a na końcu Noku wyszedł i ruszył w stronę sali.

z/t

Occ
III Post, a zarazem ostatni. To co działo się w nocy wyśle na PW.

Vam zboczeńcu! ~ >D
Powrót do góry Go down
Greenez
Admin / Mistrz Gry / Nashi


Liczba postów: 344


SCOUTER
HP:
2670/2670  (2670/2670)
KI:
2425/2805  (2425/2805)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sro Gru 28, 2011 12:25 am

Po wyjściu z pomieszczenia punktu informacyjnego Reito udał się do zaznaczonego na otrzymanej od recepcjonistki mapce miejsca. W drodze do wyznaczonego celu wyobrażał sobie jak będzie wyglądał jego trening w koszarach. Spojrzał jeszcze raz na kartkę by upewnić się czy idzie w dobrą stronę. Dotarł w końcu pod drzwi prowadzące do pomieszczenia, w którym miały znajdować się wg. mapy Koszary. Otworzył je bez wahania i pewnym krokiem wszedł do pomieszczenia, jednakże to co zobaczył za drzwiami niczym nie przypominało koszar.

Pierwsze co rzuciło mu się w oczy i niewątpliwie wywołało w nim mieszankę emocji był widok dwojga ludzi uprawiających seks na łóżku szpitalnym. Prawdopodobnie była to pielęgniarka wraz z przypadkowym lub nie pacjentem. Reito widział ich od tyłu gdy robili to w pozycji „na pieska” przez co para nie zauważyła nawet jego obecności. Ta cała „zabawa w doktora” sprawiła, że większość krwi chłopaka spłynęła z głowy do jego członka, czego efektem był tzw. rozstawiony namiot. Nie mogąc racjonalnie myśleć Reito stał jak wryty przyglądając się tylko parze uprawiającej sex. Odruchowo wsadził rękę w spodnie robiąc sobie przy tym dobrze a dźwięki, które wydawali kochankowie (chyba nie muszę opisywać jakie Razz) jeszcze bardziej podniecały młodzika. Gdy był już bliski „dojścia” facet obsługujący pielęgniarkę zorientował się, że jest obserwowany. Szybko zszedł ze swojej partnerki i lekko zakłopotany zakrył ręką swojego członka. Następnie zareagował agresywnie:
- Co ty tu robisz gówniarzu!? Nie widziałeś nigdy jak ktoś uprawia sex!? Wynoś się stąd natychmiast albo poczęstuję cię pięścią!
Po tych słowach Reito szybko oprzytomniał i nie wiedząc co powiedzieć, wybiegł z sali jak najdalej od tego typka.

ZT--> Korytarze
Powrót do góry Go down
http://dragon2326.deviantart.com/
Kuro
Budou


Liczba postów: 133


SCOUTER
HP:
1225/2550  (1225/2550)
KI:
1235/2475  (1235/2475)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Sty 03, 2012 12:41 am

Wpadł do pomieszczenia jak huragan z rannym halfem na
plecach. Natychmiast lekarze go zabrali zajęli się nim. Kuro chciał posiedzieć
trochę i dowiedzieć się, co dalej będzie z blondynem, wyrzucono go za drzwi,
żeby nie przeszkadzał.

Trudno, odwiedzę go potem jeśli tylko będę mógł. – pomyślał.
Odpoczął trochę, zadyszał się biegając z rannym na plecach. Dopiero teraz zauważył, że
bluzę ma we krwi. To była jego ulubiona, ale co tam, oby tamten przeżył, to
tylko kawałek szmaty. Szybko wyciągnął nową z plecaka i założył, a starą wyrzucił
do kosza. Po raz kolejny udał się w stronę Punktu informacyjnego ale wewnątrz czuł
się znacznie lepiej. Ciekawie zaczął się jego pobyt w akademii.

Occ: Zostawiam Cię J.

ZT –-> Kuro - Punkt informacyjny.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
NPC



Liczba postów: 790


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sro Sty 04, 2012 9:42 am

Lekarze zajęli się Dżemem, który był raczej w opłakanym stanie. Połamane kości, poparzenia do 3 stopnia, wewnętrzny krwotok i rany powierzchniowe. J. można było porównać do pewnego kadeta, który 300 lat temu został zamieniony w "placek z wiśniami i jagodami". Na swoje szczęście obecny kadet nie wylądował w worku na śmieci jak tamten.
Stan chłopaka był ciężki. Nawet był taki moment kiedy musieli go reanimować, ale potem jego stan się poprawił. Dzięki nowoczesnej technologii w medycynie udało im się usunąć te groźniejsze obrażenia, a na końcu kadet wylądował do maszyny regeneracyjnej. Po skończonej kuracji czekał na J. uniform kadeta, bo poprzednie ubranie było zniszczone i trza się go było pozbyć.



OOC:

Dżem, niedługo możesz iść ^^
12:41 pm

jak oprzytomniejesz, to dostajesz uniform kadeta
przynajmniej nie będziesz musiał się na razie tułać do magazynu
Powrót do góry Go down
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sro Sty 04, 2012 10:07 pm

Ocknął się. Powiódł neiprzytomnym wzrokiem po maszynie regeneracyjnej, która od wewnątrz nie wyglądała wcale a wcale bardziej kusząco niz z zewnątrz. Nie mial zamiaru więcej tutaj wracać, choć domyślał sie jaki był powód jego wizyty w ów sprzęcie. Czuł się jak kupa pogruchotanych kości, choć był pewien, że wszystko jest już na swoim miejscu. Nie czuł bólu, czy zmęczenia fizycznego, choć jego psychika zostala mocno nadszarpnięta. A nie przywykł do takiej poniewierki swoją osobą.
Poszukał wzrokiem jakiejkowliek pomocy z zewnątrz. Kogoś kto wyjaśni mu co, jak i w czym ma u licha wyjść z tej maszyny, skoro nie ma ciuchów?!
Powrót do góry Go down
Dan Yagami



Liczba postów: 47


SCOUTER
HP:
300/300  (300/300)
KI:
300/300  (300/300)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pią Sty 06, 2012 4:51 pm

Dan szedł przez długi czas podpierając się ścian i co chwile upadając.W końcu udało mu się do czołgać do skrzydła szpitalnego zobaczył napis na drzwiach oparł sie o klamkę i wszedł zobaczył pielęgniarkę i już miał się odezwac kiedy stracił wszystkie siły prawie był nie przytomny.

Zobaczył przed oczami twarz trenera i tego który zabił jego rodziców i nagle poczuł przypływ sił trzymał się twardo nie upadając na jego twarzy widac było zmęcznie

-Czy.......czy może mi pani....pomóc ?-Po tych słowach zakrawiony Dan stracił przytomność i padł na podłogę
Powrót do góry Go down
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Sty 07, 2012 6:03 pm

Po dłuższej chwili w kabinie, poczuł się już zupełnie dobrze. Jak Saiyan pełną gębą.
-Hueh, ten cały koleś może mi naskoczyć.
Stwierdza z lekkim prychnięciem i wydostaje się z maszynerii. Na stołku przed nim znajduje się mundur. Z braku laku, postanawia go sobie przywłaszczyć z cichą nadzieją, że to dla niego został tutaj położony. W końcu kto normalny zostawia nowy mundur przed Kadetem? Nikt kto jest przekonany, że może go zabrać.
-Cóż... i tak nie mam co wcisnąć na tyłek... a tego pieprzonego płaszcza mu nie daruje. Sukinsyn.
Czasem zaskakujące, jak z pozoru błahe i kompletnie nieistotne rzeczy, potrafią wyzwolić z nas pokłady dawno zapomnianego żalu i gniewu. Nawet nie chodziło o porachowanie młodemu chłopakowi kości, czy przestawienie twarzy w bardziej aerodynamiczną pozycję. Przełknąłby jakoś zniewagę i starał się zapomnieć, dopóki nie nadarzyła by się okazja do odwetu na oprawcy. Nie, to bylo coś głębszego w jego podświadomości. Coś z czego prawdopodobnie nie zdawał sobei kompletnie sprawy, choć było jasne jak słońce. To była prawdopodobnie jedyna pamiątka jaką miał po swoim ziemskim życiu. Nie chciał zapomnieć gdzie się urodził i wychował. Nie chciał zatracić wspomnienia swojego ojca. Chciał by zemsta wciąż pozostawała w nim żywa, dopóty dopóki nie przeleje jej na winowajcę. Potem będzie mógł wieść przykładne życie rolnika i pomagać w uprawie ryżu pewnemu Mrocznemu Królewiczowi Ryżu (ukłon w stronę Haku).
Mundur pasował idealnie, co stanowczo wykluczało by należał do kogokolwiek innego. Był teraz jego własnością... chyba, że trener postanowi odeslać go do skrzydła jak tego dzieciaka do bicia. Zauwazył go jedynie granicą percepcji. Nie zastanawiał się za długo i podszedł do nieprzytomnego, który osunął się po ścianie, wprost na zimną podłogę. Chwila pobieżnych oględzin wystarczyła, by stwierdził, że stan owego jegomościa był krytyczny. Na tyle poważny, by potrzebował natychmiastowej opieki, a skoro nikt nie raczył się nim zająć, J. powinien chociaż spróbować go ustabilizować do przybycia wykwalifikowanych służb.
Uniósł nieznajomego, natychmiast przywołując scene niesienia ostatniego z poszkodowanych w ramionach z pustyni.
"Nie wciskaj nosa w nie swoje sprawy..."
Słowa Saiyana rozbrzmiewały w jego głowie głuchym echem. Nie mógł kurwa nie pomagać! Nie mógł odejść, nie udzielając pomocy potrzebującemu. Sam do końca nie wiedział jak się tutaj znalazł, ale skoro ktoś odważył się mu pomóc, powinien się odwdzięczyć. Karma. What goes around comes around. Miał jedynie cichą nadzieję, że nie przyniesie mu to odwrotnych skutków jak ostatnim razem...
Ułożył go możliwie delikatnie na kozetce, jak wnioskował służącej do opatrywania ran tych mniej uszkodzonych. Rozciął skalpelem resztki tego, co pewnie jeszcze nie tak znów dawno było jego mundurem, lub po prostu ubraniem. Ciekawe kto go tak urządził...
Kilka prostych złamań udało mu się nastawić, wykorzystując stan nieprzytomności pacjenta. Kontrolował puls, co chwilę upewniając się, ze jest jeszcze regularny, tak jak i jego oddech. Może nie tak znów wprawnymi ruchami, sprawdził czy nie doszło do krwotoku wewnętrznego w najważniejszych organach i jamie brzucha. Uniósł powieki, upewniając się, że ciśnienie śródczaszkowe jest w normie. Znał podstawy. Cześć czysto teoretyczną z zainteresowania. Poza paskudnymi ranami od tępych krawędzi, nie doszło do innych krwotoków. Złamane żebra jak miał nadzieję, poskładane zostaną przez maszynę regeneracyjną, ale nie mógł być wszystkiego taki znow pewien. Powoli zabrał się za oczyszczanie tych najgorszych ran w celu zatamowania krwawienia. Musiał być wyjątkowo uważny, by nie wprowadzić go w stan z którego nikt go nie wyciągnie. Włącznie z Bogiem Śmierci. Skończywszy dezynfekcje, jak najdokładniej obandażował zranione miejsca, starając się o to by ucisk nie był zbyt mocny i zbyt słaby.
J. otarł czoło wierzchem dłoni. Zadanie było niezwykle trudne, a i tak nie miał całkowitej pewności czy wszystko będzie dobrze. Po sprawdzeniu czy najpaskudniejsze bitewne rany przestały krwawić i są zabezpieczone, pozostawił kadeta na łaskę wykwalifikowanego personelu którego widać nie było.

[z/t]

OCC: naprawiłem powierzchownie Kadeta Do Bicia, żeby nie zszedł czekając na pielęgniarkę, która miała mi cycki pokazać!
Powrót do góry Go down
NPC.
Mistrz Gry


Liczba postów: 702


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Sty 12, 2012 6:06 pm



Do sali przyszła uśmiechnięta, skąpo ubrana pielęgniarka, trzymająca w dłoniach komplet czystego, świeżego umundurowania kadeta. Podeszła do Dana, po czym położyła mu rękę na ramieniu i zalotnie się uśmiechnęła.

-Jesteś zdrowy jak ryba. Nawet bardzo przystojna ryba.


Położyła jego ubrania na łóżku, tuż obok niego, po czym odwróciła się do J.

-Ty również. Zaopiekuj się nim, a czeka Cię nagroda. Nie zawiedziesz się!


Następnie wyszła z sali seksownie się poruszając.

OCC:
Oboje jesteście zdrowi Very Happy
Powrót do góry Go down
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Sty 12, 2012 6:42 pm

(mały teleport)

Usłyszał cichy stukot obcasów o twarde podłoże tutejszych korytarzy, gdy w drzwiach stanęła kobieta jego życia. Jakże wtedy żałował, że wciąż nie jest połamanym kawałkiem saiyana. Albo, że nie ma skurczy penisa, które musiałaby rozmasować...
Musiał skrajnie głupio wyglądać z rozchylonymi ustami i rozszerzonymi źrenicami, więc czym prędzej opamiętał się, chrząkając nieco nerwowo.
Nagroda? Od niej... no tak. Slash jednak urwał mu łeb i teraz jest w Niebie. Ślicznie. Może tu w sumie zostać.
Auć....
Jednak uszczypnięcie, które sobie zadał zabolało, więc wciąż żył. Chyba tak to działa, prawda?
-Oczywiście, że się nim zaopiekuje.
Odpowiedział jej filuternym uśmiechem, kłaniając się nisko.
-Chodź, stary. Wykład czeka.
Wciąż skrajnie rozbawiony rusza do drzwi.
Powrót do góry Go down
Dan Yagami



Liczba postów: 47


SCOUTER
HP:
300/300  (300/300)
KI:
300/300  (300/300)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Sty 12, 2012 8:31 pm

Dan nareszcie mógł sam wstać, jednak uważał żeby się nie nadwyrężyć bowiem nie był jeszcze w 100% formie ale nadal pamiętał kto go tak urządził. Odwrócił się do J

- J. dzięki za pomoc jestem twoim dłużnikiem. Ruszajmy-Dan pospiesznie ubrał się i wyszedł za szkrzydła

-Jestem wciaż zbyt słaby musze poćwiczyc ale może naczue się czegoś w Sali wykładowej.Tak! tam się musze teraz udać-Dan po chwili namysłu zawołał J i ruszył do Sali Wykładowej


ZT ----> Sala Wykładowa
Powrót do góry Go down
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pon Sty 16, 2012 9:21 pm

Wypadł na korytarz nieco za szybko, przez co niezasznurowane, wojskowe buty, zaczęły żyć własnym życiem i z trudem zahamował przed zbliżającą się prędko ścianą. Spochurniał nieznacznie, mijając kolejny sznur wojowników spieszący się dokądś. Nie był w szampańskim humorze, nie dało się tego ukryć. Chciał być sam, jak najdalej od ciekawskich oczu, czy nieprzemyślanych słów. Zmierzwił swoje mokre włosy i poprawił sprany, szary t-shirt. Jego mundur wciąż złożony był w dłoni, nie mogąc się doczekać swej kolei na założenie.
Half przeszedł dumnie, choć w głębi serca kompletnie niepewnie przez dzielącą go odległość do drzwi Skrzydła Szpitalnego. Nieprawdopodobne jak bardzo można się stresować przed przybyciem do ślicznej damy, która za poświęcenie J. chce mu się odpłacić. Miał co prawda za zadanie pilnować Dana, jednak chyba wystarczająco czasu mu poświęcił. Odprowadził go bezpiecznie pod salę, gdzie bardziej pewny swego życia już być nie może.
Zatrzymał się przed znajomymi mu już drzwiami od miejsca pracy najbardziej seksownej pielęgniarki jaką spotkał. Na dobrą sprawę jego intencje były czyste. Chciał powiedzieć, że dokonał powierzonego mu zadania i jeden z podopiecznych odesłanych na wykład, jest bezpieczny. Miał ochotę jeszcze dodać, że było to w jego obowiązku, blah, blah, blah. Przekroczył próg sterylnej sali już po raz kolejny w ciągu ostatnich dni. Dziwne uczucie, znaleźć się w tak niepożądanym miejscu, w tak pożądanym celu. Poszukał wzrokiem swojej anielicy.
Powrót do góry Go down
NPC.
Mistrz Gry


Liczba postów: 702


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pon Sty 16, 2012 9:28 pm



Do pomieszczenia weszła znana już dla J pielęgniarka. Podeszła do niego seksownie kręcąc krągłościami, po czym zalotnie się do niego uśmiechając położyła swoją delikatną dłoń na jego twarzy.

-Co Ci dolega, mój rumaku?
Powrót do góry Go down
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Sty 17, 2012 9:03 pm

Przymknął delikatnie powieki, posyłając jej najbardziej uroczy uśmiech, jaki widział świat. No cóż, nie da się ukryć, że gdy chłopak czegoś mocno pragnął, był gotów podjąć wszelkich możliwych środków by to uzyskać. Taki jego urok. Cholerny manipulator.
-Ze mną wszystko w najlepszym porządku. Zgodnie z powierzonym mi zadaniem, dopilnowałem aby Dan powrócił cało i zdrowo na wykłady, a sugerowała pani za to jakąś nagrodę... choć może brzmi to egoistycznie, z dziecinnej ciekawości nie mogłem się oprzeć, by jej nie odebrać.
Kolejny uśmiech, który rozświetlił jego czerwień tęczówek. Oczy, zwykle ziejące furią, będące swoistym odstraszaczem wszelkich form życia, teraz nabrały łagodnych kolorów. Nawet ludzcy posiadacze narządu, jakimi były oczy, nieświadomie zmieniali ich kolor według chwilowego nastroju. Niektórzy delikatnie od jasnej zieleni, po ciepłe brązy, niektórzy drastyczniej od błekitu, po nieprzeniknione śnieżne odmęty bieli. Cóż, w końcu był jedynie Halfem. Nie panował tak doskonale nad tym jak zachowują się jego odruchy bezwarunkowe. Hueh, inaczej nie nazywały by się bezwarunkowe...
Tym jednak razem narastał z wolna gorejący płomień pożądania, hipnotyzując i zaklinając obserwatora. Można by przysiąc, że rzeczywiście widoczne są wirujące płomienie w tej krwistej czerwieni. Nigdy jednak J. nie zaobserwował tego zjawiska, w końcu nie był w stanie.
Ujął dłoń, jakże ciepłą i powabną w swoją, przesuwając ją wzdłuż swej szyi i zatrzymując na klatce piersiowej. Życie tętniło rytmicznie, wprawiając w osłupienie każde zakończenie nerwowe na jego ciele. Spogłądał z siłą w oczy pielęgniarki, dociekając na własną rękę w jaki sposób zamierza go nagrodzić.
Ileż to pierwotnych i grzesznych instynktów wyzwalało zwykłe dotknięcie dłoni. Jak wiele może wyobrazić sobie, zwykły Saiyański mózg, gdy okiełznają go tak erotyczne żądze. J. bez wytchnienia wpatrywał się w oczęta ślicznej pielęgniarki, a rozochocona wyobraźnia, pobudzana wizualnymi bodźcami dośpiewywała resztę. Widział to już w swej podświadomości jak odpowiada na jego wcześniej zadane pytanie, cichym i słodko brzmiącym szeptem:
-W nagrodę masz mnie...
Po chwili jej kitel opada bezgłośnie na podłogę, a wibracje powietrza wprawiają w ruch jej bluzkę, która zgrabnie opina jej krągłości.
Nie był pewien czy pożera ją w tej chwili wzokiem, czy mimo fantazji twardo przypatruje się rozszerzonym źrenicą, jednak one hulały w jego głowie w najlepsze.
Powrót do góry Go down
NPC.
Mistrz Gry


Liczba postów: 702


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Sty 19, 2012 1:17 pm

[quote="NPC."]


-Obiecujesz zrobić wszystko, co Ci powiem?


Uśmiechnęła się i powiedziała seksowna pielęgniarka. Chwilę później złapała go za dłoń i pociągnęła do innego pomieszczenia.

-Chodź za mną.

Gdy weszli, J mógł ujrzeć duże pomieszczenie przypominające kwaterę. Czerwone czarne ściany, oraz łóżko z czerwoną pościelą okrążone świeczkami dodawały niesamowitego klimatu. Kobieta rzuciła się na wielkie, wygodne łóżko i patrząc pożądającym wzrokiem rozkazała dla J.

-No dalej! Weź mnie!


OCC:
No, to teraz chcę posta pod spodem, oraz ładny, długi, dokładny opis na pw na moje konto (Slash)
Powrót do góry Go down
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Sty 31, 2012 8:31 pm

Dotarł w końcu do akademii zaraz po wylądowaniu ruszył przez korytarz w stronę skrzydła szpitalnego gdzie prawdopodobnie znajdowała się jego ofiara, śpieszyło mu się by jak najszybciej wykonać zadanie i móc jeszcze sobie odpocząć oraz trochę poćwiczyć w końcu nie może pozwalać sobie na zbyt wiele lenistwa! Kiedy w końcu dotarł do skrzydła nawet nie zdążył otworzyć drzwi by wejść a one same się otworzyły i wylazł z pomieszczenia nie wątpliwie half po krótkim pytaniu i potwierdzeniu jego tożsamości Nat chwycił osobnika za fraki wciskając mu jakiś tam pierwszy lepszy kit i ruszył w stronę wyjścia z akademii tak by nie wzbudzać jakichś podejrzeń u osób niewtajemniczonych. Kiedy już dotarł przed teren akademii wzniósł się ponad ziemię ciągnąc za fraki opornego osobnika, nie miał zamiaru się z nim bawić chciał go zgładzić jak najszybciej było to możliwe, ruszył w jakieś odludne miejsce.


z/t ----> Rdzawe góry
Powrót do góry Go down
Al
Admin Jr


Liczba postów: 708


SCOUTER
HP:
10/600  (10/600)
KI:
90/405  (90/405)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Lut 04, 2012 7:10 pm

Nagle jedna z części drzwi automatycznych wyłamała się ,a nimi wleciał do pomieszczenia sayianin. Chłopak udeżył z hukiem o podłogę jeszcze froterując ją swoim ciałem. Po chwili gdy zwolnił, zaparł się szybko rękami i wykonał sprężynkę z trudem przechodząc w pozycję schyloną. Otarł ręką krew ściekającą z ust i wytarł ją o podłogę.

-Jak na cywila ma siłę równą smokowi.... .Albo to ja sflaczałem od tej odsiadki w lodzie.....

Wyprostował się z trudem gdyż siła zwrotna wywoałana uderzeniem o drzwi zafundowała mu ładnego siniaka na plecach. Był mocno zaskoczony że zwyczjany sekretaż załamał pierwsze prawo Vegety atakujac bez przyczyny przedstawiciela warstwy mieszkalnej. Wedle prawa daje mu to pozwolene na otwartą walke lub doprowadzenie do neigo strażników. Był na tyle przytomny i "nie-połamany" by móc ustac na nogach ,w związku z tym ruszył przed siebie wychodzac przez rozwalone drzwi.

OOC:

MG ty sie pilnuj bo realizm rozwalasz terner lejacy kadetów to jedno ale atakowanie cywili to lekkie przegięcie.

z/t

_________________________________________________
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Mar 03, 2012 11:01 am

Przemierzał korytarze niemal truchtając zmierzał w stronę skrzydła szpitalnego targając ze sobą nieprzytomnego Hazard'a, miał w sumie szczęście ten dzieciak, że jeszcze żyje. Nat nie miał zamiaru jednak zabijać nikogo przez najbliższy czas, to że pozbawił już kogoś życia na samym początku swojej kariery mu wystarczyło i nie planował zbyt szybko szukać sobie kolejnej ofiary. Kiedy dotarł do drzwi które prowadziły do skrzydła medycznego otworzył je i pewnie przekroczył próg, podszedł do jednego z wolnych łóżek i położył na nim wymagającego leczenia kadeta, chwilę później był już otoczony troskliwą opieką medyczną, młodzian nie widząc sensu przebywania tu ruszył do drzwi i opuścił pomieszczenie wracając do sali treningowej by w końcu poćwiczyć. Nie mógł marnować więcej czasu na zajmowanie się bzdetami, ten dzieciak i bez pomocy lekarzy mógł dojść do siebie, ale nie bo przecież trzeba biedaka odstawić na leczenie. Idąc korytarzem westchnął ciężko, miał szczerą nadzieję, że już niebawem będzie miał okazję bardziej się wykazać, a może nawet otrzymał by awans, ale cóż teraz mógł sobie tyko marzyć nic po za tym...

Occ:
Zostawiam Hazard'a

z/t ----> Z powrotem do Sali treningowej
Powrót do góry Go down
Hazard
Budou


Liczba postów: 103


SCOUTER
HP:
1350/1350  (1350/1350)
KI:
1395/1395  (1395/1395)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Mar 04, 2012 10:38 pm

Ocknął się. Leżał w łóżku pod śnieżnobiałą pościelą. W pomieszczeniu w którym przebywał panował półmrok. Powoli podniósł głowę i rozejrzał się. Spojrzał w okno znajdujące się naprzeciw niego. Był świt, słońce powoli pięło się w górę ponad wzniesieniami. Ponownie opadł na poduszki krzywiąc się lekko z bólu. Zamknął oczy próbując sobie przypomnieć co działo się zanim stracił przytomność. Im dłużej rozmyślał, tym więcej szczegółów wyłapywał. Trener, Nat, podłoga, Nat, znowu podłoga, znowu Nat. W skrócie tak to mniej więcej wyglądało. Znowu otworzył oczy. Przez ten czas pokój nieco bardziej zapełnił się światłem. Delikatnie obrócił głowę najpierw w lewo, potem w prawo. W całym pokoju stały łóżka, identyczne jak to, na którym obecnie leżał. Gdzieniegdzie leżeli inni Saiyanie, wszyscy oni pogrążeni w głębokim śnie. To musiało być coś w rodzaju szpitala. Jakoś wcześniej nie zadał sobie trudu, aby pomyśleć, iż takie pomieszczenia muszą się tu znajdować, dopiero teraz zdał sobie sprawę że to chyba logiczne. W takim miejscu, gdzie codziennie dochodzi do walk, gdzie codziennie spora grupa Saiyan zostaje ranna musi być miejsce, gdzie zostaną oni opatrzeni. Nieznacznie poruszył ciałem, aby zmienić nieco pozycję w której się znajdował. Sprawiło mu to ból. Zdziwił się iż nie ma tu nikogo z personelu, jednak dopiero świtało, zapewne lekarze smacznie sobie śpią. Postanowił wziąć przykład z nich oraz ze współtowarzyszy z sali szpitalnej, zamknął oczy z zamiarem ucięcia sobie drzemki. Na nic jednak to się zdało, czuł się wyspany, w końcu tak długo "odpoczywał". Chciał zawołać kogoś z personelu, dowiedzieć się kiedy będzie mógł stąd wyjść, stwierdził jednak że poczeka aż słońce całkiem wzejdzie, nie chcąc wyrywać ze snu pozostałych pacjentów. Sam postawił się w ich sytuacji, stwierdził że byłby wściekły gdyby ktoś postawił go na nogi o tak wczesnej porze. Ułożył się więc wygodnie, obserwując pokój oraz innych rannych Im było jaśniej tym więcej szczegółów dostrzegał. Po jakimś czasie znudziło mu się to, więc wrócił myślami do wydarzeń z Sali Treningowej. Jednego był pewien: lekcję jaką dał mu Nat popamięta do końca życia, od dziś będzie okazywał więcej szacunku Trenerowi, jak i każdej osobie wyższej rangą. Im dłużej rozmyślał nad walką, tym bardziej karał się duchu, można było to rozegrać inaczej. - Muszę poważnie wziąć się za trening. Taka sytuacja nie może się powtórzyć....
Po jakimś czasie zorientował się, iż słońce góruję nad horyzontem, a pozostali pacjenci zaczęli się budzić. Podniósł się nieco wyżej i zaczął nawoływać kogoś z personelu.
Powrót do góry Go down
NPC.
Mistrz Gry


Liczba postów: 702


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pon Mar 05, 2012 8:54 pm

Po Sali, w której leżeli ranni kadeci właśnie przechadzał się jeden z lekarzy. Podchodził po kolei do każdego z łóżek by sprawdzić stan pacjentów. Gdy doszedł do jednego z nich zauważył iż pacjent od dłuższego czasu jest w śpiączce. Spojrzał na wskaźniki pokazujące puls, ciśnienie, temperaturę itp. Po czym stwierdził z dość nietęgą miną:
- Ten już raczej się nie wybudzi…
Następnie podszedł do Hazarda.
- Za to ty jesteś już zdrowy. Nikt cię tu nie trzyma więc możesz opuścić to miejsce.

OCC: Masz full HP i możesz iść gdzie chcesz tylko pamiętaj żeby napisać posta, w którym opisujesz swoje wyjście ze skrzydła.
Powrót do góry Go down
Hazard
Budou


Liczba postów: 103


SCOUTER
HP:
1350/1350  (1350/1350)
KI:
1395/1395  (1395/1395)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Wto Mar 06, 2012 10:25 am

Zdziwiły go nieco słowa lekarza, gdyż myślał że będzie musiał spędzić tu jeszcze jakiś czas. Jednak nie zamierzał narzekać. Uśmiechnął się lekko, mógł od razu zacząć trenować. Gdy o tym pomyślał w jednej chwili cały ból ustał. Czyżby to Saiyan'skie geny były za to odpowiedzialne? Na samą myśl o treningu zapomniał o wszystkim, ogarnęło go szczęście. Wstał, skłonił się nisko i podziękował lekarzowi za pomoc. Wziął swój uniform leżący na stoliku obok łóżka i szybko się przebrał. Przy okazji zacząć macać swój nos, gdyż jak pamiętał został on złamany. Teraz jednak był w takim stanie, jak przez ostatnie 16 lat - nienaruszony. Ruszył w stronę drzwi jednak pewna myśl spowodowała że się zatrzymał. Zadał sobie pytanie - gdzie ma iść trenować? Perspektywa powrotu do Sali Treningowej po ostatnich wydarzeniach niezbyt mu się podobała. Wróci tam, to jasne, ale jeszcze nie teraz, nie dziś. Szukając pomysłu przeszedł między dwoma łóżkami na których nie leżał żaden pacjent, podszedł do okna i wyjrzał przez nie na zewnątrz. W oddali majaczył sporych rozmiarów park. Zastanawiał się czy można tam potrenować, gdy nieopodal czegoś, co wyglądało na fontannę spostrzegł dwójkę walczących ze sobą Saiyan. To utwierdziło go w przekonaniu że może udać się tam na trening. Ponownie ruszył w stronę wyjścia, otworzył drzwi i wyszedł.

ZT --> Park
Powrót do góry Go down
NPC.
Mistrz Gry


Liczba postów: 702


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pią Mar 16, 2012 11:09 pm


///Nathaniel obudzil sie po nie wiadomo jakim czasie. Rzut oka sugerowal jedna z sal szpitala na Vegecie. Rzad sterylnych lozek, glownie pustych, wszechobecna biel. Odwrocona tylem, a przodem do okna stala jakas postac. Po ubiorze kadet poznal kobiete, od ktorej zaczelo sie cale zamieszanie. Jakby odgadujac, ze nie spi obrucila sie. Twarz miala smutna. Wyrecytowala szybko.
- Przepraszam za swoje zaniedbanie, ktore narazilo cie na klopoty. Martwilam sie, wiec poprosilam przyjaciol, zeby pomogli ci jak najszybciej wrocic do domu... ale z tego co slyszalam to niepotrzebnie...
Popatrzyla gdzies w kat sali, po czym pospiesznie wyszla.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Nat



Liczba postów: 157


SCOUTER
HP:
1650/1950  (1650/1950)
KI:
1500/1500  (1500/1500)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Mar 17, 2012 12:05 am

Po przebudzeniu otworzył oczy i leniwie rozejrzał się, nie wiedział co się dokładnie stało, ale po wyglądzie pomieszczenia domyślił się gdzie jest. Taa jak zawsze musi ktoś mu tak przywalić że traci przytomność. Przeszkadzające światło spowodowało iż zamkną ponownie oczy i znów je otworzył, widząc jakąś postać przy oknie nie miał zamrugał kilkakrotnie, wiedząc iż to pani mechanik, która spaprała swoją robotę nawet nie miał zamiaru słuchać tego co ma ewentualnie do powiedzenia. Kiedy ta coś ględziła Nathaniel po prostu odwrócił się na drugi bok z trudem ale to zrobił, wiedział już że nie jest mu specjalnie ma dalej ochotę należeć do grupki tych "przyszłych“ żołnierzy.
-Nie jestem dzieciakiem.
Warkną w stronę pani mechanik nim ta wyszła po czym ponownie zamkną oczy, nie znosił jak ktoś się nim bezpodstawnie przejmował, nie miał pięciu lat by wysyłać po niego jakieś niańki, sam by sobie doskonale poradził, albo by po prostu kiedyś zginą. Jedna chwała i tak zupełnie nic nie znaczył więc nie widział ani odrobiny sensu w tym iż wysłano po niego aż cztery niańki...
Leżał tak dłuższą chwilę zastanawiając się nad tym co ma tu w ogóle robić, nie widział już siebie wykonującego durne polecenia tych wyżej postawionych aż zaczął żałować, że nie napluł temu dupkowi w twarz. Trudno zrobi to innym razem mając głęboko w poważaniu to jaką tamten posiada siłę i rangę, serdecznie dość miał tej głupiej hierarchii. Mając dość tego leżenia z trudem podniósł się do siadu, a następnie wstał z łóżka i nie zważając na nic skierował się do wyjścia, nie zamierzał leżeć tu w nieskończoność i zbijać bąki, miał coś dużo ważniejszego do zrobienia i na pewno nie było to latanie do żadnych trenerów czy na jakieś durne wykłady bądź misje, olał już zupełnie wszelakie rzeczy związane z byciem durnym kadetem. Warkną coś jeszcze do siebie wychodząc i pomaszerował chwiejnym krokiem do swojej kwatery, nie mając zamiaru wychodzić z niej przez bardzo długi czas...

z/t----> Kwatera Nat’a

Occ:
Panie Haku wara od mojej postaci z npc. bo sobie nie życzę twojego odpisywania mi kiedykolwiek i gdziekolwiek.
Powrót do góry Go down
Kuro
Budou


Liczba postów: 133


SCOUTER
HP:
1225/2550  (1225/2550)
KI:
1235/2475  (1235/2475)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Czw Mar 22, 2012 11:46 pm

Szedł korytarzem coraz wolniej, podpierając się ściany prawą ręką. Obraz rozmywał mu się przez zawroty głowy wywołane odrośnięciem ogona, przez to robiło mu się niedobrze ale nie miał z czego opróżnić żołądka, od śniadania nic nie jadł. Ból poparzonego ciała stawał się z minuty na minutę silniejszy, przeszedł już nie jedno ale nie przypominał sobie takiego bólu. Wrócił pamięcią do wydarzeń ze śmierci brata, działała adrenalina i nie mógł sobie przypomnieć jak mocno oberwał.

Kuro ciężko oddychał, a ruchy klatki piersiowej tylko go potęgowały. Nie spodziewał się, że aż tak oberwie ale jako wojownik musi się nauczyć radzić sobie z bólem, jeszcze kilka takich akcji z tutejszymi trenerami i będzie znaczniej odporniejszy. Jego ciao wstrząsały dreszcze, organizm starał się na swój sposób radzić sobie z przegrzaniem po oparzeniu i kilku godzinach spędzonych leżąc na słońcu.

Chłopak pchnął drzwi prawym ramieniem i krokiem pijanej małpy udał się do najbliższego wolnego lóżka. Resztkami sił wdrapał się na nie i usiadł czując szorstkość wykrochmalonego śnieżnobiałego materiału. Zewsząd otaczał go zapach środków czystości. Interesował się medycyną ale zdecydowanie wolał być po drugiej stronie igły i zdarzyło mu się nieraz zwiać lub szarpać się z lekarzem. W tej chwili nie miał na to już siły. Zmusił się tylko do wyrzucenia
siebie jednego słowa:

- Siostro…….


Siedział w kompletnie zniszczonym uniformie, a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Dobrze, że na biodrach został mu materiał. Dopiero siedząc spojrzał na swoje także poparzone nogi a tu i ówdzie widać było zakrzepniętą krew. Jeszcze trochę by tam poleżał i byłoby z nim zdecydowanie gorzej. Westchnął ciężko i czekając na czyjąś reakcję czuł jak znowu świat mu wiruje przed oczami.
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Mar 25, 2012 12:13 pm

Usłyszał ciche nawoływanie zza drzwi, będących swoistym murem. Z jednej strony nieugięta chęć pozostania z pielęgniarką w pokoju rozpusty, utrzymywała jego ciało w jednym miejscu, z drugiej strony natomiast, po przeciwległej stronie barykady, kuło go poczucie żalu i winy za zaniedbanie potrzebującego brata wojny. Posłał jej łagodny uśmiech, który zawitał spokojnie na jego ustach, gdy spoglądał na jej chętne ciało, pragnące wciaż jego bliskości i lędźwi. Uśmiechnął się smutno, bardziej do siebie, niż do niej.
"Po raz kolejny ważniejsza dla mnie ojczyzna. Mimo, że brak mi zobowiązań na papierze, trzyma mnie jednak nieodłączna chęć pomocy pobratymcom... to tak żałosne, że aż smutne..."
Westchnął przeciągle, próbując doprowadzić się do ładu i składu, zanim ruszy skupiać się na potrzebującym w pomieszczeniu obok. Dziwne, kogoż to może nieść, skoro stanu wojennego nie mamy? Kręgi karku chrupnęły donośnie, gdy przekręcał głowę do barków. Złożył łagodny pocałunek na ustach winorośli prężącej się doń ze swego łoża. Poprawił niespiesznie mundur, który przywdział miast swego cywilnego ubrania, przemknął spojrzeniem po lustrze z którego łypnęły na niego bacznie rubinowe ślepia. Wyszczerzył kły w groźnym uśmiechu i popchnął drzwi które blokowały mu drogę do poszkodowanego.


-Kuro? Kogo jak kogo, ale nie Ciebie spodziewałem się ujrzeć na szpitalnym łóżku...
Zwinnie przemknąl pomiędzy łóżkami zagradzającymi mu prosty tor ruchu. Zsunął rękawice, które nagle wydały mu się kompletnie zbędne i nie na miejscu. Rękawy poszły ich śladem podwinięte do łokci, a miejsce dotychczas osłonięte materiałem munduru, pokrył lateks. Dość wprawnymi, jak na nowicjusza w szeregach wojskowych, okiem ocenił stan wojownika. Był ciężki, choć stabilny. Oparzenia skóry odznaczały się głębokimi ranami na tle poszarpanego munduru. Cokolwiek mu się przytrafiło, nie należało to zapewne do najprzyjemniejszych rozrywek jakich doświadczał w ostatnich dniach. J. odgarnął niezdarnym ruchem przedramienia, biel grzywki. Przede wszystkim rozciął pozostałości munduru, które natychmiast pomknęły do stalowego kosza nieopodal. Zdezynfekował rany ostrożnymi ruchami, uważając by nie narazić już i tak sponiewieranego Saiyana na dodatkowy, niepotrzebny jednak ból. To mogło tylko pogorszyć stan w jakim się znajdował w tej chwili. Zaopiekował się pozostałymi uszkodzeniami, już typowo mechanicznymi, których musiał nabawić się wpadając w centrum walki. Chłopak nie wiedział co musiało się tam zdarzyć, miał jednak jasny pogląd na to w jakim stanie wrócił towarzysz. Zapewniając poszkodowanemu opatrunki i upewniając się, że jest już w dobrym stanie i nic mu nie grozi, zrzucił lateksowe rękawiczki i obmył się z krwi.

Occ: Naprawiłem Kuro.
Powrót do góry Go down
Kuro
Budou


Liczba postów: 133


SCOUTER
HP:
1225/2550  (1225/2550)
KI:
1235/2475  (1235/2475)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Mar 25, 2012 9:30 pm

Kuro siedział skulony na łóżku, gdy do jego uszu doleciało wypowiedziane przez kogoś z tyłu jego własne imię.

-Kuro? Kgo jak kogo, ale nie Ciebie spodziewałem się ujrzeć na szpitalnym łóżku...

Odwal się szybko w stronę posiadacza owego głosu i zamrugał ze zdziwienia. To ten blondas, którego przyniósł przed południem nieźle pokiereszowanego, dobrze widzieć że żyje i stoi na nogach. J. Szedł w jego stronę z uśmiechem na twarzy, a Kuro raczej w tym momencie nie mógł odzwierciadlić jego nastroju. Chłopak już w stroju kadeta podszedł do niego, nałożył rękawiczki chirurgiczne i zaczął opatrywać mu rany. Kuro raz po raz sykał z bólu i przez czas trwania zabiegu nie odezwał się ani słowem, zaciskając zęby. Raczej był bardzo zdziwiony, że zajmuje się nim ten blondas a nie wykwalifikowana pielęgniarka.

Jakby przewidując jego myśli pojawiła się owa piękność i podłączyła mu kroplówkę oznajmiając, że będzie musiał zostać tutaj na noc. W sumie to było logiczne, po poparzeniu należy uzupełnić płyny w organizmie. Kuro dostał jeszcze leki przeciwbólowe i tabletki na zawroty głowy związane z wyrośnięciem mu ogona. Przy okazji pielęgniarka przyniosła mu szpitalną piżamę w którą się przebrał. Chłopak poczuł niemałą ulgę, bo nie czul się zbyt komfortowo siedząc przed J`em w samych bokserkach.

Kuro usiadł wygodniej na łóżku opierając się plecami o poduszki i okrył się kołdrą. Wreszcie leki zaczęły działać, a nasączone płynem na oparzenia opatrunki przynosić ulgę. Uśmiechnął się lekko i podał kadetowi prawą rękę, tylko nią mógł teraz ruszać i powiedział:



- Dzięki za pomoc, jesteśmy na zero i dobrze cię widzieć już w lepszym stanie Ten buc z koszar nieźle mnie przyfajczył kurde…..hehe. Widzę, że też dopiero co wstąpiłeś do akademii. Hmmmm przydałaby się jakaś kolacja ....... Tak w ogóle, jak masz na imię?
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Mar 25, 2012 10:25 pm

Posłał mu rozbawiony uśmiech, który przybłakał się na jego usta niespodziewanie. Spoczął na krześle obok łóżka, upewniając się że wszystkie bandaże są na swoim miejscu.
-Jak to się w ogóle stało, że przywlokłeś się tutaj w takim stanie?
Dopiero co skończył go w końcu opatrywać, wizja ran jakie zadał mu trener najwyraźniej pozostawała świeża w podświadomości kadeta.
Wybuchnął niepohamowanym śmiechem, gdy usłyszał pytanie o swoje imię. Nikt mu go chyba nie zadał, nieco nie na miejscu wydawało się to po tylu latach.
-Mów mi J. Co do kolacji, może udałoby się coś zorganizować... tylko nie chciałbym dostać po łbie jak ostatnio... jakieś cholerne jarzeniówki latały po stołówce za mną... zgroza.
Powrót do góry Go down
Kuro
Budou


Liczba postów: 133


SCOUTER
HP:
1225/2550  (1225/2550)
KI:
1235/2475  (1235/2475)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pon Mar 26, 2012 9:45 pm

J. usiadł obok łódzka na krześle i zaczęli rozmawiać. W zasadzie to Kuro zaczął słów monolog.

A widziałem, ściąłeś się w stołówce z takim jednym o niebieskich włosach. Sam szybko dałem nogę jak zobaczyłem, co się tam zaczęło dziać. Zresztą potem widziałem tego kolesia w koszarach i jak trener ryknął na nas, że jeszcze nie mamy uniformów to jako jeden z pierwszych dał nogę heh, aż się kurzyło.



Pytałeś się jak to się stało, ze teraz wyglądam jak mumia? No trochę to długa opowieść. Po tym jak Cię tu zostawiłem, dostałem mundur i miałem iść na wykład ale pewnym zbiegiem wypadków spóźniłem się, a drzwi były zamknięte. To postanowiłem pójść do trenera z sali, stwierdziłem, że przynajmniej będę ćwiczył w spokoju skoro wszyscy są na wykładzie. Wchodzę, a tam gość rozmawia innym kadetem, no to stoję z boku i spokojnie czekam aż skończą. Trener – chłop jak mur, żel-beton normalnie i ni chuja emocji na twarzy . Swoja drogą chętnie przetestowałbym jego cierpliwość hehe. Zadał pytanie temu kolesiowi o imieniu Claymore i wydarł się na mnie, że się nie zameldowałem i mam machnąć 100 pompek, pewnie jakbym podszedł i się zameldował to by się darł, że mu przeszkadzam. Ale postanowiłem gościa przetestować i mówię do niego „Przemyślę sprawę pozytywnie, jak tylko do towarzystwa dostanę jakąś fajną laseczkę. Sir!” A ten nic, ani słowa tylko posyła mi spojrzenie króla Mrozu. Facet kurde mimo wszystko budzi respekt, w końcu zmiękła mi rura i go przeprosiłem. A ten awansował tego kolesia, z którym rozmawiał i wyznaczył mnie na jego przydupasa, oświadczając, że to tamten ma mnie teraz karać. Tamten kadet z twarzy wyglądał na mądrą małpę ale i tak nie miałem wyjścia, rozkaz to rozkaz. Idziemy do magazynu po nowy uniform dla niego a tu wyskakuje jakiś kolejny buc z wysoką ranga i drze się na mnie, ze powinienem być na obowiązkowym treningu w koszarach. Normalnie oszaleć można, każdy tu wydaje rozkazy jak mu się podoba. Nie wiedziałem czy mam iść z moim nowym szefem, czy do koszar ale szef kazał to nie ma zmiłuj. Idę do koszar, a tamtejszy trener to skrzyżowanie jeżozwierza z neardentalczykiem i karze mi biegać kółka na terenie koszar. No to biegam i biegam, a ten mnie nagle łaps za uniform zaciąga i stawia między dwoma innymi kadetami i karze z nimi od tak wałczyć we trzech. Walczyć się nie dało, bo on non stop wtryniał się w ataki. Atakuje jednego z tych kolesi, a trener łapie mnie za kostkę, w efekcie tracę panowanie nad ciałem i wpadam rozpędem na kadeta, którego chciałem zaatakować ,a ten rozcina mi ki-swordem lewe przedramię. Cholera mnie tam jasna trafiła na miejscu.

W tym momencie do łóżek chorych zaczęto podawać kolację. Także i do Kuro podjechała taca na kulkach a na niej kanapki z żółtym serem, no nic wykwintnego ale to z pewnością wyższa klasa od stołówkowego żarcia. Chłopak podźwignął się na prawej ręce, żeby lepiej usiąść i przesunął nią talerz w stronę J.`a.

Częstuj się, smacznego - powiedział z uśmiechem i sam chwycił za jedną z kanapek. Przełknął pierwszego gryza i zaczął opowiadać dalej.

Wir walki, każdy jest zainteresowany przeciwnikiem, a w tym momencie trener z góry ostrzeliwuje nas ki-blasterami rozdzielając nas. Daje wsteczny i kurde wpadam z impetem na laseczkę Very Happy, wywalamy się oboje, a tu dalej latają ki-blastery. Nie było wyjścia wziąłem atak na siebie. Dziewczyna ładna, zgrabna, halfka z długimi błękitnymi włosami Osłaniam ją jak mogę, a ona sobie chyba kostkę skręciła, bo uwiesza mi się na ramieniu. Sam rozumiesz, że od teraz jesteśmy wystawieni jak na tacy na ataki ale ten dupek z góry strzela dalej.. poczułem jak zawiązuje mi kawałek materiału z jej uniformu na lewym ramieniu i robi mi opatrunek. A tu ostrzał trwa, zrobiło się ciemno i nic prócz huku ki-blasterów nie było słychać. No i w końcu oboje oberwaliśmy, jeszcze się nie zdążyłem podnieść a ten zwierzak trener łapie mnie za uniform i potrząsa mną jak laką wywrzaskując do ucha, że sobie kurs pierwszej pomocy i wieczorek zapoznawczy urządzam, a nie walczę jak rozkazał i mamy za karę polerować zbroje kadetom w koszarach. No ale cholera to on nas w walce rozdzielił i za co ja kurna mam karę? Jednak dziewczyna ku mojemu zdziwieniu się postawiła też się poczułem pewniej i też się postawiłem. Taki wściekły na maksa już byłem na tego skurkowańca. Stanąłem miedzy nim, a tą dziewczyną o imieniu Neya, przeczuwałem, że jak wyładuje złość na mnie to jej odpuści, w końcu ja wplatałem ją w to wszystko. Zacząłem mu pyskować, dobra i jeszcze rzuciłem w niego rękawicą, byłem tak wkurzony, że aż mi ogon odrósł i poczułem taką niesamowitą moc w środku, zajebiste uczucie normalnie. A ten neandertal nic nie powiedział tylko wystrzelił we mnie strumień Ki i było po zabawie, to oczywiste, że nie miałem szans się z nim mierzyć. Potem zrobił mi reanimację waląc mnie po twarzy i kazał ruszyć dupę tutaj, a jutro wrócić i odpracować karę. Zresztą mnie to jeszcze potraktował łagodnie. Na moich oczach nieźle pokiereszował kadeta Dana, zmasakrował świeżaka za to, że się zaczął kłócić z innym kadetem.

Kuro westchnął ciężko i spojrzał na zegar na ścinanie.

Sadząc po czasie, musiałem tam przeleżeć ładnych parę godzin. Jak się tu wlokłem widziałem jeszcze tą dziewczynę ale nie podeszła do mnie, mam nadzieję, że nic jej ten cham nie zrobił. Teraz mam do odrobienia trzy kary, w tym dwie za to, że ten cały Claymore, którego miałem być podwładnym mnie olał. Szlag by to. Sorka pewnie Cię zanudzam. A Tobie co się przydarzyło, że taki sponiewierany byłeś?

Chłopak czuł czerwone wypieki na twarzy, przychodził wieczór, to przyszła i gorączka. Niemniej dobrze mu było w towarzystwie J.`a choć czuł się zmęczony. Kuro szukał tutaj jakiejś bratniej duszy, a trafiał dziś na samych nadętych bufonów. No i przygoda z April pod prysznicem…. Może uda mu się złapać kontakt z blondynem, we dwóch zawsze raźniej i da się więcej narozrabiał. Jego kartoteka i tak pęka w szwach od wybryków braci, to cud, że przyjęli go do akademii, ale Kato już z nim tu nie ma……

OCC: to ten słowotok mam Very Happy
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
NPC.
Mistrz Gry


Liczba postów: 702


PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pią Mar 30, 2012 10:00 pm

Czas mijał nieubłaganie i nim kadeci się obejrzeli powoli zapadał zmrok. W pewnym momencie do Sali, w której leżeli weszła seksowna pielęgniarka. Z gracją otworzyła drzwi i kusząco poruszając biodrami podeszła do Kuro i J., którzy właśnie zajęci byli rozmową. Na jej widok obaj na chwilę zamilkli. Pielęgniarka schyliła się nad Kuro. Nie łatwo było oderwać wzroku od niemalże odsłoniętych piersi wylewających się wręcz z głębokiego dekoltu. Z kolei J. miał za to widok na jej zgrabny tyłek i czerwone stringi.
- Pozwól, że cię dokładnie przebadam mój drogi kadeciku…
Nie czekając na odpowiedź Kuro, pielęgniarka powoli zaczęła odpinać guziki w szpitalnej pidżamie saiyana. Delikatnie przejechała dłonią po jego torsie. Gdy była już przy jego spodniach, powoli wsunęła do nich swoją dłoń i chwyciła go za jego prącie.
- Ohh… Zdaje się, że jesteś bardzo rozpalony kadeciku. Muszę zmierzyć ci temperaturę…
Wyjęła rękę z jego spodni i wyciągnęła nią z kieszeni termometr. Patrząć Kuro w oczy włożyła go do ust i powoli zaczęła go wyciągać na koniec oblizując go językiem. Następnie okrakiem usiadła na saiyaninie uniemożliwiając mu ucieczkę. Oparła jedną rękę na jego klatce piersiowej i włożyła mu termometr do ust.
- Nie wyjmuj go z buzi przez 5min dobrze?
Powiedziała słodko się uśmiechając. Następnie zeszła z niego podchodząc tym razem do J. Zrobiła ten sam trick co w przypadku Kuro. W między czasie minęło 5min i Kuro mógł wyjąć termometr z ust. Podeszła do niego i spojrzała nieco zawiedzionym wzrokiem na wynik pomiaru.
- Jaka szkoda… Jesteś zdrowy kadeciku więc tą noc spędzisz już w swoim łóżku.
Pochyliła się ponownie nad nim i szepnęła mu do ucha ze słodyczą w głosie:
- Wpadnij jeszcze kiedyś. Chciała bym cię dokładnie przebadać…
Następnie podeszła znów do J. i również patrząc na termometr poczuła się zawiedziona.
- Ty również jesteś zdrowy. Wpadnij jeszcze kiedyś byśmy mogli dokończyć to co zaczęliśmy.
Po tym jak i jemu szepnęła do ucha ciche słówka zaczęła już odchodzić gdy przypomniało jej się o jednej istotnej rzeczy. Patrząc na Kuro powiedziała:
- Ach… o mało bym zapomniałam. Twój uniform był w opłakanym stanie więc tu masz nowy tym razem bardziej na niego uważaj, dobrze?
Z gracją opuściła pomieszczenie na sam koniec odwracając się do nich i śląc im całusa.

OCC: Won do swoich kwater Razz
Powrót do góry Go down
J.



Liczba postów: 37


SCOUTER
HP:
210/210  (210/210)
KI:
285/285  (285/285)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Pią Mar 30, 2012 10:15 pm

J. rozsiadł się wygodnie na krześle, pilnie wsłuchując się w powieść-monolog, który rozpoczął Kuro. Historia była nie tyle długa, co dość ciekawa, w końcu siedział w zamknięciu pokoju pielęgniarki jakiś czas.
No proszę, przygruchał już sobie kolejne dziewczę. Istny harem mój panie...
Skorzystał z oferty i sięgnął tak jak i on po kanapkę z talerza, nie przeszkadzając mu ani słowem, by mógł wylać ten potok informacji, jaki cisnął mu się na język. Od czasu do czasu obdarzał pacjenta rozbawionym uśmiechem, z sobie wiadomych powodów: w końcu trener był znany z tego, że miewa swoje nawet i najdziksze odpały.
Gdy zakończył wywód na temat niesprawiedliwości systemu, J. był pod wrażeniem ilości zdarzeń jakie miały w ciągu kilku godzin.
-Oczywiście, że nie zanudzasz.
Posłał mu promienny uśmiech. Miło było z kimś pogadać, od chwili z pielęgniarką nie miał do kogo... ust otworzyć.
-Wiesz, można powiedzieć, że wpierdol dostałem za uratowanie Saiyanowi życia... postanowilem się przejść. Czasem każdego dopadają takie dni, kiedy jedyne czego Ci potrzeba to marszu jak najdalej, a potem powrotu do pokoju i padnięcia na łóżko... odbyłem ów marsz, a jakże. Jednak z daleka zauważyłem przemianę... dość niezwykłą. Energia jaka biła z tego wojownika była dla mnie ogromna. Padł on jednak z wycieńczenia, postanowiłem więc zabrać go ze sobą do Akademii, w końcu mogło mu się coś stać na pustkowiu w prażącym słońcu... Zaniosłem do swojego pokoju, nieprzytomnego Saiyana, położyłem na łóżku, zamknąłem drzwi i poszedłem po ręczniki i bandaże. Opatrzenie ran, ewentualnych złamań etc. wiesz jak jest. Kiedy wróciłem, mój pokój już był w dość specyficznym nieładzie, konkretniej jakby ktoś rąbnął fireballa przez środek. Tym ktosiem był Slash, który nie omieszkał pokazać jak wbić wyższy poziom i panować nad swoją energią. Spuścił mi niezły wpierdel za wtrącanie się w nie swoje sprawy, co skończyło sie, jak się skończyło. Ukradł mi płaszcz, a tego nie przeboleje. Wszystko inne kurwa mógłbym zlać, ale tego nie zleje, no nie ma chuja!
Coraz bardziej wściekły, podniósł głos, o jedną skalę za dużo i natychmiast uspokoił się. Oczy płonęły tym niezdrowym blaskiem, ognista burza przetaczała się przez tęczówki. Wpatrywał się w Kuro z mieszaniną furii i bólu.
-Pamiątka po moim nieżyjącym już ojcu. Nie daruje skurczybykowi.
Szepnął cicho, opamiętując się wreszcie.
Ciszę która ledwie zapadła, przerwała pielęgniarka, której krągłości przykuwały natychmiastową i pełną uwagę. Miała dość osobliwy sposób bycia, nie da się temu zaprzeczyć, ale gdy sięgnęła do spodni kadeta leżącego na łóżku, J. zaczął się poważnie zastanawiać nad nimfomanią tej posłanki sztuk medycznych. W sumie... czemu nie. Pielęgniarka nimfomanka w Akademii zdominowanej przez płeć męską. Ciekawe czy jest Bi...
Przyszła kolej i na czerwono-okiego sięgnęła do jego członka, którego skrzętnie próbowała objąć dłonią. Wprawnie acz bez sukcesu. Gdy usłyszał ciche zaproszenie w najblizszym czasie, musnął jej policzek, twardo wpatrując się w jej oczy.
-Z miłą chęcią. Mon cheri.
Na jego wargi wypełzł delikatny uśmiech, gdy odprowadzał ją wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Kuro
Budou


Liczba postów: 133


SCOUTER
HP:
1225/2550  (1225/2550)
KI:
1235/2475  (1235/2475)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Sob Mar 31, 2012 10:11 pm

Kuro wysłuchiwał opowiecie J`a z uwagą, przegryzając kolejną kanapkę. Trochę mu ulżyło, jak się wygadał. Z opowieścią kadeta wynikało, że też zebrał dziś tęgie lanie, którego efekty Kuro mógł już zobaczyć i doskonale rozumiał, co ten przeżywał tracąc płaszcz – pamiątkę po ojcu. Kuro zaledwie dwa miesiące temu stracił brata, niby było tyle rzeczy po nim, a jednak zbyt mało. Każda rzecz miała dla niego ogromną wartość, nawet zwykły kubek po bracie z napisem: „Nie lubię poniedziałków”. Nie wiedział, co miałby mu odpowiedzieć ale widok zdenerwowanego, wręcz wściekłego rozmówcy, chwilowo zaniepokoił chłopaka. Wolał w aktualnym stanie zdrowia nie stać się ofiarą jego emocji, tym bardziej, że oczy świeciły mu się niepokojąco czerwonym blaskiem. Było widać, że J. jest halfem i Kuro zastanawiał się, z jaką rasą był spokrewniony genetycznie. Mimo wszystko doszedł do wniosku, że lepiej go mieć za przyjaciela niż wroga.

Niezręczną ciszę przerwało pojawienie się pielęgniarki, która swoja osobą od razy przykuła wzrok obu kadetów. Podeszła do Kuro i zaczęła rozpinać guziki jego piżamy. Chłopak leża spokojnie rozumiejąc, że przyszła go zbadać i chcąc nie chcąc spozierał na jej mocno wycięty dekolt. Pielęgniarka przejechała po jego obandażowanej klatce piersiowej zapewne sprawdzając stan żeber zdaniem chłopaka i szybkim ruchem wsunęła mu rękę w spodnie łapiąc za jego symbol męskości. Kuro drgnął i podniósł się zdziwiony opierając się na łokciach. Uścisk nie by mocny ale spowodował przyjemne mrowienie w lędźwiach. Chwilę później oświadczając, że musi zmierzyć mu temperaturę wyjęła termometr z kieszeni, znacząco się nim bawiąc wkładając najpierw jego końcówkę do swoich ust niczym kowbojka płynnym i szybkim ruchem usiadła na nim okrakiem. Kuro czuł się nieco zmieszany i lekko pobodzony jej wyczynami. Kobieta nie zrażona niczym oparła się na jego klatce piersiowej i gdy Kuro otworzył usta, żeby powiedzieć, że sprawia mu ból, ta bezceremonialnie wsadziła mu w paszcze termometr i słodkim głosikiem nakazała trzymać go tak z 5 min. Chłopaka wręcz zamurowało, cóż był bezczelny i pyskaty wobec trenerów, a słaba kobietka zamknęła mu usta w jednej chwili. Zeskoczyła z niego z gracją nimfy i ku jego niezadowoleniu zajęła się w podobny sposób i J`em, a w tym czasie jego podniecenie rozpłynęło się niczym mgła. Gdy pikanie termometru oznajmiło, że 5 min upłynęło wyjęła Kuro termometr z ust oświadczając, że jest zdrowy. Nie był zadowolony z tego ale cóż było zrobić, jednak po jej zaproszeniu do dokładniejszych badań humor mu się natychmiast poprawił i skwitował z uśmiechem:

Zamelduję się na rozkaz!


Obaj gapiąc się czekali, aż opuści pokój. Gdy wyszła pozostawiając Kuro nowy uniform, ten usiadł powoli na łóżku i zsunął się z niego niepewnie stawiając stopy na zimnej posadzce. Założył tylko buty, doszedłszy do wniosku, że nie będzie zakładał czyściutkiego uniformu na pozostałości po kurzu i zakrzepłej krwi, a co tam przemaszeruje się do kwatery w piżamie z kliniki.

- Zwijajmy się do swoich kwater, trzeba by się przekimać.-zagadnął do J`a, po czym chwiejąc się nieznacznie Kuro wraz z towarzyszem opuścili klinikę udając się do swoich kwater.

ZT --> J. i Kuro - kwatery kadetów
Powrót do góry Go down
http://www.db4evwer.com
Van
Mistrz Gry / Budou


Liczba postów: 513


SCOUTER
HP:
700/4800  (700/4800)
KI:
850/1500  (850/1500)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Kwi 08, 2012 2:53 pm

" Co się stało... Zaskoczony...gdybym pozostał w poprzedniej formie.. eh... Gdzie ja jestem jest taka cisza i spokój... Uwolniłem się i żyje..."


Half był całkowicie rozbity zewnętrznie i wewnętrznie nie wiedział ile czasu już leży ani gdzie tak naprawdę leży. Chciał otworzyć oczy ale wciąż były takie ciężkie jak widać to co go spotkało było bolesną niespodzianką. Zaczął drgać palcami u dłoni by jakoś pobudzić ciało do ruchu choć najmniejszego. Kto by pomyślał że to w taki sposób wróci do świata cywilizacji. Powoli ogarniał myśli nawet obstawiał gdzie jest, wystarczy tego dobrego. Z ogromnym trudem otworzył pierw jedno oko później drugie światło biło jak oszalałe nie dało się patrzyć to przez te wieczne ciemności w kanalizacji. Zaraz dotarło do niego że był w miejscu wiecznego smrodu i pewnie jest jego centrum. Trudno przyjdzie i czas na kąpiel teraz jednak trzeba ruszyć jakoś to poturbowane cielsko.
" Hmm... Wszystko boli jak szlag... Potrzebna mi naprawdę gorąca kąpiel i łóżko... Tylko jak ja tam doję..."
Wyciągnął jedną nogę, pochylił ciało i "Buum" spadł z łóżka na twarz. Epicki upadek kosztował go zlepienie się z podłogą, niczym gąsienica zmierzał ku wyjściu sunąc zaplątany w białą cześć łóżka.
- Po-pomocyy... Niech mi ktoś otworzy... P-proszę...
Ledwo słyszalnym głosem leżał twarzą do drzwi czekając aż ktoś z litości już uchyli choć drzwi żeby mógł je dalej popchnąć. Sparaliżowany leżał na ziemi ciało a odmawiało posłuszeństwa. Opierając się ściany niczym ślimak przywarł to zimnego materiału ruszając w górę. Pochwycił w zęby klamkę i z impetem upadając na twarz utorował sobie drogę dalej.
" Łaaa... "Trzask"...."
W pełnej dezorientacji poruszał się swoim nowym stylem dalej. Chciał tylko się wydostać i żeby go nikt nie widział. Manewrował miedzy łózkami a nawet pod nimi niczym wąż. Prosił tylko by uniknąć spotkania z pielęgniarką która wsadzi go w jakiś gips i unieruchomi na łóżku. Jego oczy dostrzegły ostatnie drzwi zaczął szybciej ślizgać się miedzy wyrkami...
-Jeszcze tylko kawałek... Tylko tylko...

Occ: Very Happy Hehe... Zaraz wyjdę niczym gąsienica hahaha.. ; ) o ile mogę
Powrót do góry Go down
Van
Mistrz Gry / Budou


Liczba postów: 513


SCOUTER
HP:
700/4800  (700/4800)
KI:
850/1500  (850/1500)

PisanieTemat: Re: Skrzydło szpitalne   Nie Kwi 08, 2012 11:10 pm

" Udało się Ha... Teraz rura pod prysznic... trzeba by wstać już z tej ziemi i zrzucić głupie szmaty..."

Half wydostał się ze skrzydła szpitalnego duma go rozpierała gdyż nie miał z tym żadnych problemów. Teraz czas się trochę pozbierać, oparł się o ścianę korytarzu i powoli unosił. Było coraz lepiej musiał trochę tu przeleżeć skoro tak pewnie sobie radzi. Tym lepiej będzie mógł szybciej wrócić do ćwiczeń jak nigdy chciał znów wejść na teren sali. Droga była dość długa ale do przejścia na upartego, ruszył więc opierając ręką o ściankę by się nie zachwiać.
- Ho-ho.. Jak na razie czysto... Dobra... no to próba czasu...!!!
Spiął mięśnie i ruszył przed siebie pokonując barierę kuśtykania, z początku czas był dobry a pole czyste. Krok za krokiem bliżej i bliżej upragnionej kąpieli. Zabraną pościel zarzucił na ramię i zadowolony przechadzał się po akademii kierując do łazienek.

zt> łazienki i szatnie
Powrót do góry Go down
 

Skrzydło szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Skrzydło szpitalne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Dragon Ball New Generation Reborn ::  :: Wejścia i poczekalnie-