|
| | Kolejne Opowiadanie made by Vamqir | |
| | Autor | Wiadomość |
|---|
Gość Gość

 | Temat: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Czw Wrz 30, 2010 8:53 pm | |
| Tym razem posunąłem się dalej, niż w przypadku poprzedniej opowieści. Są normalne dialogi, o wiele lepsze opisy. Z innych zmian: brak jakichkolwiek podziałów na rozdziały, akty, tomy, itp. Jeszcze jedno: Proszę o przeczytanie od początku do tytułu, większość osób po przeczytaniu samego tytułu, zrezygnowało z dalszego czytania, czego potem żałowało. Enjoy. Akapit]Zabawa w pubie powoli dobiegała końca. Nieliczni szykowali się do wyjścia. Wszyscy oprócz jednego delikwetna - Toma Scotta. AkapitOwy jegomość był, na oko, dwudziestoparoletnim mężczyzną o średniej długości, jak na faceta, blond włosach, zgrabnie opadających na twarz, w postaci dwóch symetrycznych grzywek. Miał dobrze zbudowane, lekko widocznie umięśnione ciało, które opinała ciasna koszulka o krótkich rękawach i długie spodnie sztruksowe o barwie kruczej czerni, tak jak koszulka. AkapitMężczyzna wyraźnie na coś czekał, popijając niecierpliwie piwo. Wtedy do baru wszedł inny favcet, odziany w czarny skórzany płaszcz i kapelusz kowbojski w tym samym kolorze. Podszedł do Blondyna i powiedział szybko, dysząc lekko: - Witka Scott, tęskniłeś? - Nasz bohater spojrzał na dziwaka przerażony, lecz po chwili uśmiechnął się i odrzekł z wyszczerzonymi zębami: - Oczywiście, Olivier. Kopę lat. - Nastoletni chłopak, nazwany Olivierem, zdjął kapelusz i płaszcz, oczom wszystkich ukazały się długie lśniące włosy od odcieniu czarnej czerni, ułożone w długi, sięgający do pasa, koński ogon. Teraz miał na sobie czarny golf i spodnie od garnituru, równie ciemne. AkapitUsiadł na przeciwko Scotta i wyciągnął zza pazuchy zawiniątko. - Widzę, że przechodzimy do interesów? - zapytał Tom - Co to jest? - Ciemnowłosy odpakował "coś" - było to podłużne pudełko z ładnie wyszytym piorunem. - Plan Omega, wiedzą o mnie. - wyszeptał chłopak z kucykiem - weź to. - Dobra, znajdę ich. - W głosie Toma zdało się słyszeć nutkę niepewności...
* * * 3 LATA PÓŹNIEJ * * *
AkapitTen sam chłopak, którego Olivier nazywał Tomem Scottem, przekraczał granicę miasta. - Angel Grove. Stare śmieci, któżby przypuszczał...?
Power Rangers Music Energy
AkapitMijał właśnie drzwi Collage'u im. Św. Pamięci Erniego. Westchnął przeciągle i wszedł do środka. Patrzył się po uczniach, jakby kogoś szukał. W końcu uśmiechnął się i szepnął do siebie: - Mam was. AkapitPrzypatrywał się dziwnej scenie: Otóż stało tam ze dwadzieścia osób, uczniów podzielonych subkulturami, niby oddzielnie, ale tamta czwórka... AkapitWyliczając od lewej: Piter Park - szkolny kawalarz; Katie Hart - chilliderka; Billy Grayson Junior - komputerowiec i Nick Jones Sportsmen. Akapit...zdawała się dobrze przyjaźnić! Wtedy rozbrzmiał dzwonek, wszyscy się rozeszli, oprócz Scotta i tamtych czworo. Blondyn usłyszał tylko: - Na 6. w sali gimnastycznej, oki? - Dobra, trzymajcie się! - i się rozstali. Za to Tom - świeżo upieczony nauczyciel muzyki w tejże szkole - poszedł do dyrektora, coś przeczuwając. - Panie Dyrektorze, czy sala gimnastyczna jest wolna dziś o 6. wieczór? - Owszem, Panie Scott, a czemu pan pyta? - Aha, więc mam prośbę... AkapitGodzina 6. wieczorem, Tom wchodzi na salę gimnastyczną i zastaje tam podejrzaną czwórkę, o której rozmyślał cały dzień, czwórkę, absolutnie a-muzyczną. - Kogo moje oczy widzą! Toż to moi najlepsi uczniowie! - w jego głosie wyraźnie słychać było sarkazm. Oni obejrzeli się szybko, z ich oczu można było wyczytać strach. - A... ale, Panie Profesorze... Nikomu Pan nie powie? - Spokojnie Billy, nie powiem to będzie tajemnica Naszej Piątki. Ale nic za darmo, będziecie musieli coś dla mnie zrobić. - Co będziemy musieli? - Zapytał się Piter. - Będziecie musieli dołączyć do mojego zespołu. - Tom wyciągnął ze swojej torby cztery walizeczki, podpisane nazwiskami. - Skąd Pan...? - zaczęła mówić Katie, lecz Scott jej przerwał: - Nieważne, bierzmy się do roboty. AkapitA więc wzięli się do roboty. Profesor Scott stosował niekonwencjonalne metody ćwiczeń muzycznych. Przez Kung-Fu. AkapitParę dni później, wynajęli własną salę, którą przystroili i mieli tam ciągłe próby. AkapitPiter - brązowowłosy, niski chłopak o mistrzowskim chodzie i perfekcyjnym poczuciu humoru, ubierający się "na skejta" - grał na perkusji. Nick - ciemnoskóry, blondwłosy "paker", wymiatający w piłkę nożną - wymiatał na gitarze. Billy - "kujon", haker; brązowowłosy okularnik o zielonych oczach, hakował keyboarda. Katie - wysoka, czarnowłosa piękność o brązowych oczach, mająca czym oddychać i na czym chodzić, lubiąca kibicować grze w baseball - pobrzękuje na harfie. Zaś Tom - blondyn, którego opis jest znany - piszczy piszczałką. AkapitTeraz czas opisać ich "bazę". Stworzyli ją w opuszczonym magazynie niedaleko szkoły, więc przychodzili tam nawet na przerwach. Szczególnie, że odnowili tajny skrót ze szkoły do magazynu, tudzież nikt nie wiedział nawet, że opuszczają tereny szkolne. Z zewnątrz wyglądałą jak zwykły magazyn, lecz w środku... To było po prostu cudo. Dźwiękoszczelna sala, z manekinami do ćwiczeń walki, ze sceną do "niby-koncertów", ale jedna rzecz była dziwna. Taka małą szklana gablotka, w której było podłużne, otwarte pudełko z wyszytym piorunem. W środku było sześć monet, każda z wygrawerowanymi instrumentami. Uczniowie często pytali się Toma co to jest, do czego służy, ale on, nieugięty, ciągle powtarzał, że nie powie. - Dowiecie się w swoim czasie, już niedługo. - odpowiedział za dziesiątym razem. - Nie jesteście na to gotowi, jeszcze nie. AkapitI tak płynęły dni, tygodnie, miesiące, ciągnęły się na koncertach, próbach i ciągłym, nieustannym treningu bojowym. Nikt, nawet Tom nie spodziewał się burzy, która niedługo potem nadeszła i odmieniła życie tej czwórki. I nie tylko w przenośni, na prawdę rozpętała się wtedy suuuper ulewa,. AkapitDrzwi magazynu, podczas tego deszczu i próby zespołu, kiedy wszyscy byli w środku, otworzyły się z hukiem, pod wpływem mocnego kopnięcia, a w nich stanęła humanoidalna małpa w złotej zbroi. - A więc tu się schowaliście? Scott oddaj mi to! - małpolud był wściekły, lecz jednocześnie bardzo zadowolony, musiał szukać ich długo. Bardzo długo. Nastolatki spanikowały, lecz blondyn zachował zimną krew: - Cześć Goldar, dawno się nie widzieliśmy. Skąd wiedziałeś, że ja to mam, czyżbyś... - tu przełknął ślinę - coś mu... - jego oczy zrobiły się szklane od łez, dzieciaki usłyszały tylko dziesięć słów: - Idźcie już. Koniec zajęć. Zajmę się gościem. Do zobaczenia później. - w jego głosie poraz pierwszy od ponad trzech lat zdało się słyszeć niepewność, nawet nutkę strachu, lecz nie było tego po nim widać fizycznie, trzymał się dzielnie. Młodzi zaczęli uciekać, przebiegli do szkoły, gdzie zaczepił ich dyrektor: - Cześć dzieciaki. Wiecie może, gdzie jest Profesor Scott? - Nie, Panie Dyrektorze, nie wiemy. - mówiąc to, zorientowali się, że muszą wrócić, pomóc mu, że czują z nim jakąś więź. Pobiegli do magazynu. AkapitTymczasem Tom Scott walczył z potworem, którego nazwał Goldarem. I nawet sobie radził, lecz był tylko człowiekiem. Człowiekiem z piszczałką. Podbiegł do gabloty i wyciągnął swoją monetę, to znaczy, tą z wygrawerowaną piszczałką. Podniósł ją i zacisnął w dłoni. Ta rozbłysła i promień światła przeszedł przez całe ciało, kończąc na instrumencie, który zamienił się w sztylet z otworami, jakby flet. - Poznajesz, Goldar? - Jak?! To... niemożliwe! - twarz Małpiego Wojownika wykrzywił strach. Tymczasem Tom zaczął grać. Wzniósł się do góry, wszystko zaczęło wokół niego wirować, oczy mu zabłysły. Popatrzył na Goldara i powiedział: - Idź stąd, potworze, nie masz szans. Kamienie kręcące się wokół niego poleciały na Bestię i zmusiły ją do ucieczki, lecz ona zostawiła około dwudziestu Żołnierzy z Kitu. AkapitW tym czasie młodzi dobiegli do bazy, zobaczyli, ża Profesor Scott obrywa. Pomogli mu i zaraz było po wszystkim. A on najzwyczajniej w świecie otrzepał się i rzekł, zażenowany: - Po co mi pomagaliście?! Poradziłbym sobie! - odwrócił się i zaczął sprzątać. Billy Junior, który czasem był wybuchowy, nie wytrzymał: Gadaj, co tu się w ogóle dzieje! I ani słowa o tym, że nie jesteśmy gotowi! - Toma zatkało, ale uśmiechnął się i zaczął: - Oh, Billy, Billy, jesteś taki niepodobny do ojca, on był dużo spokojniejszy. - Wszyscy popatrzyli na niego, zdziwieni. - Skąd znasz mojego ojca? - Z opowieści mojego i Wujka Tommy'ego. - Zaraz, Pan... - zaczął Nick, ale Scott mu przerwał: - Nie mówcie do mnie per "pan", jestem Tom Scott. - No to mam pytanie, Tom. Czy twój ojciec nie nazywa się przypadkiem Jason Lee Scott? - Zapytał ponownie Nick, a blondyn znów się uśmiechnął, mówiąc: - A więc widzę, że dużo tłumaczyć nie muszę! Trzymajcie! - rzucił im pudełko. AkapitKażdy z nich wyciągnął monetę i zaczęły się dziwy. Perkusja Pitera strzelała błyskawicami, Nick przywoływał tornada swoją solówą, Katie usypiała nas, i to dosłownie, swoją harfą, a Billy Junior, mimo wszystkiego, zamroził resztę za pomocą keyboarda. AkapitNikt się nie odzywał, trwała niezręczna cisza, która zostałą brutalnie przerwana: - A więc jesteśmy jak rodzice?! Jesteśmy Power Rangers? Suuuper! - coś pękło we wszystkich i zaczęli się hucznie bawić AkapitUdawało im się pokonywać wrogów raz, za razem, przez dwa miesiące. Nikt się nie spodziewał, że wszystko zaraz się zmieni...
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 8:54 pm, w całości zmieniany 7 razy |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Wto Paź 26, 2010 5:27 pm | |
| Jak widzę nikt nie odważył się walnąć opinię na temat TEGO. Miło mi. To teraz czas na zabawę, część kolejna..... AkapitPewnego normalnego dnia wiosną, kiedy to Rangersi walczyli z Wojownikami z Kitu, oprócz Toma, który dawał sobie radę z Goldarem, zjawił się on. AkapitUbrany w jakoby dym,, małe strzępki ubrania zlepione w całość. I ta maska, leciały z niej kłęby czarnego dymu. Widać było tylko jego błysk w oku i długi koński ogon. AkapitOpadł z gracją na ziemię, pstryknął palcami tak, że Kitowcy zniknęli. Jakimś dziwnym sposobem Tom z Goldarem przenieśli się od siebie, skończyli walkę. A zamaskowany popatrzył na nastolatków i powiedział, drwiącym głosem, można było przypuszczać, że się perfidnie uśmiechał: - Pff.... Nawet morfować nie umiecie. Tom was niczego nie nauczył, a sam potrafi. - On to potrafi?! Więc nas nauczy! A ty kim jesteś, ohydny potworze?! - Nie jestem potworem, Piter - odrzekł potwór. - Jestem Starożytnym, jednym z niewielu, którzy chodzą jeszzcze po ziemi. Uprzedzam, też wasze kolejne pytanie: Jestem tu po to, żeby was sprawdzić. Zaczynamy! AkapitWojownik z miejsca skoczył na grupkę. Zadał im po dwa, trzy ciosy, po czym jednym kopnięciem wyrzucił ich w powietrze. W mig znalazł się nad nimi i "maczugą" wbił ich w ziemie. Potem, najzwyczajniej w świecie wylądował powoli na glebie i rzekł, spokojnym, stonowanym głosem: - Teraz wasza kolej. Do boju, Power Rangers!... - i dodał po cichu, teatralnym szeptem - ...od siedmiu boleści. AkapitStarożytny był prawdziwym mistrzem sztuk walki. Perfekcyjnie unikał ciosów czwórki, czasem je blokował. Ale najdziwniejsze było to, że robił to na czuja, jakby znal te wszystkie ciosy... Akapit...bo tak było. Sam uczył się tych technik. Było to tak dawno temu, lecz z tym jest, jak z jazdą na rowerze - tego sie nie zapomina. AkapitSkupił się i odbił ich ciosy tak, że się wywalili. On otrzepał się i powiedział im te słowa: - Cieniasy, Tom was przecenił i źle wyszkolił. Zaprzestańcie walki, skoncentrujcie się na uwolnieniu mocy. Koniec Lekcji Pierwszej i nie Ostatniej. A teraz... - pstryknął palcami i wszyscy zniknęli. Wszyscy oprócz - ...porozmawiamy sobie, Katie. Akapitdzieciaki obudziły się w bazie. Nad ich głowami stał Tom. Krzycząc, zadawał pytania: - Co się stało?! Jak ja się tu znalazłem?! Jak wy to zrobiliście?! Gdzie jest Katie?! AkapitOpowiedzieli mu wszystko, łącznie z wytknięciem tego, że nie powiedział im o Transformacji. Gdy Profesor Scott to usłyszał, popadł w osłupienie i powiedział, że oni nie mogą się przemieniać, a on sam tego też nie robi. - To zbyt niebezpieczne. Ta moc jest niestabilna. AkapitTom na chwilę zachłysnął się powietrzem, po czym znów zapytał: - Gdzie jest Katie? - w jego głosie zdało się słyszeć słuszny strach. Nikt nie mógł odpowiedzieć na jego pytanie. Nikt nie wiedział. Ale ktoś udzielił odpowiedzi: - Jestem tu, Profesorze. - wszyscy usłyszeli głos z góry, po czym Katie zmaterializowała się tuż obok nich. Wszyscy patrzyli na nią zdziwieni, a ona nic sobie z tego nie robiła. Powiedziała tylko do Toma, bardzo poważnym tonem: - On czeka na ciebie. Tam, gdzie się wszystko zaczęło. - Nie rozumiem. O co chodzi? - Sama nie wiem. Wspominał też coś o Starej Gwardii... AkapitGdy Scott to usłyszał, prawie zemdlał, tak zbladł. - Skąd on to wie...? Dobra, ja idę. Trzymajcie się. AkapitWyprostował się, wyciągnął z półki jakiś dziwny zegarek. Przyłożył do niego monetę, a ona zniknęła. Wtedy zegarek znalazł się na prawej ręce, na lewej zaś pojawiły się dwa bliźniacze sygnety. Przyłożył on palce z Sygnetami do skroni i szepnął do siebie: - Miałem tego nie robić, obiecałem... Ale cóż, muszę. Lighting! - jego ostatnie słowo usłyszeli wszyscy, po czym zamienił się w biały promień i odleciał. Tymczasem Katie wyciągnęła z tej samej półki pięć identycznych zegarków i rzucając je do ciągle zdziwionych dzieciaków, powiedziała: - Z pozdrowieniami od Starożytnego. Zaczynamy Lekcję Drugą. Akapit- Witaj, Scott. Widzę, że niezmiennie w bieli? Tom właśnie lądował na pustyni, dokładniej na dziwnym wzgórzu, przy niezwykłych ruinach. Starożytny już na niego czekał, wiedział, gdzie ten wyląduje, stał w odległości metra. - Skąd wiesz, o tym miejscu? Skąd wiesz o tym wszystkim? - Od przyjaciela. Ale on mnie już nie pamięta, nawet mnie ostatnio nie poznał... - Gdyby Tom nie podejrzewał, że Wojownik w Masce nie jest człowiekiem, pomyślałby, że odczuwa żal do tego swojego "przyjaciela". Sam krótko powiedział do niego: - Czego ode mnie chcesz? - w jego głosie zdało się słyszeć poirytowanie całą sytuacją, z lekko domieszką kończącej się cierpliwości. - Pojedynku. Jeden na jednego. - Zamaskowany Wojownik ustawił gardę i dodał: - Tylko się przemień, Biały Rangerze, nie chcę cię zmieść trzema ciosami. AkapitTom kiwnął głową, po czym zaczął się przemieniać, co wyglądało następująco: Dwa Sygnety łączyły się w jeden długi pasek metalu obejmujący oba palce. Przykładało je się do zegarka, wymawiając formułę: "It's Morphin Time!". Tak właśnie zrobił Scott i po chwili stał się Białym Rangerem Muzycznej Energii w pełnej krasie, dzierżącym moc Smoczego Sztyleto-Fletu. AkapitJego oponent uśmiechnął się nieznacznie, co dało się zauważyć przez maskę i rzekł krótko: - Dobrze więc. Zaczynajmy. - Skoczył na niego, żeby chwilę póxniej uskoczyć przed ciosem sztyletu. Skupił się i zmaterializował czarny miecz o długim, ząbkowanym ostrzu w swej dłoni. Natarł nim na Scotta, wykonując cięcie za cięciem. Walka wydawała się wyrównana, lecz każdy znający sztukę fechtunku, kto oglądałby ją w tejże chwili, wiedziałby, że Starożytny ma ogromną przewagę, choć tego nie okazuje. Znał każdy ruch Toma, blokował wszystkie jego uderzenia, stosował też techniki, które wprawiały Rangera w osłupienie. AkapitJednak stało się coś, co zmieniło warunki walki. Ciało Wojownika Ciemności odmówiło mu posłuszeństwa, wypadł mu miecz, od razu znikając. Z trudem wypowiedział pięć słów: - Leć do nich... Mają kłopoty... - dym z jego ust powoli przestawał wylatywać, teraz wyglądał niemal jak zwykły człowiek w masce. - Co się stało? - Biały Ranger patrzył na niego, niegdyś wielkiego wojownika, teraz leżącego na ziemi, niczym żebraka. On kaszlnął i dodał tylko: - Pomóż im... - Leżący pstryknął palcami i Tom znalazł się przy Collage'u - w samym środku potwornej bitwy... AkapitStał po środku pola walki między, o dziwo przemienionymi, Rangersami: Nickiem jako Czerwonym, Katie jako Różową, Piterem jako Żółtym i Billym Juniorem jako Niebieskim, a pięcioma innymi Rangersami, Goldarem i gościem podobnym do tego z Pustyni, tylko bez maski i wyglądzie nieco mniej "ludzkim". AkapitPodbiegł do swoich i powiedział: - Co się dzieje? Kim oni są? To jest ten Zamaskowany Wojownik? - pytał szybko, nawet nie liczył na odpowiedź, teraz liczyła się walka. Jego podopieczni odpowiedzieli mu chórem: - Nic nie wiemy. Zjawili się niedługo potem, jak odleciałeś. Dobrze, że dzięki Katie umiemy się przemieniać, bo byłoby z nami krucho. - pod koniec wypowiedzi, można było wyczuć ich zażenowanie, w stosunku do Profesora, który poczuł się trochę winny, ale postanowił w duchu, że wyjaśnienia będą później, że teraz liczy się misja. AkapitUstał między swoimi, twarzą do wroga i powiedział głośno: "Go, Go Power Rangers!". Rangersi ruszyli do boju. Skoczyli do wrogów i zaczęli z nimi walczyć. Każdy z nich mierzył się ze swoim odpowiednikiem, a Tom miał na dodatek Goldara i tego "Cienistego" na głowie. Dostawali solidy oklep, aż było miło popatrzeć. Raz za razem, latali w powietrzu, przy wtórze jęków i krzyków z bólu. AkapitTymczasem na pustyni obudził się Wojownik w Masce. Z wielką trudnością wstał i powiedział, udając wyluzowanego, przed samym sobą, innym głosem, takim ludzkim: - Dobra, czas na Mój Wielki Comeback.Żegnaj Masko,, jeszcze parę minut... - po czym pstryknął palcami i świat wokół niego zaczął wirować. Zmaterializował się w bazie dobrych, gdzie podszedł do pękniętej gabloty i wyciągnął z niej ostatnią monetę z wygrawerowaną gitarą basową. Zacisnął ją w dłoni, lecz nic się nie stało. Parsknął śmiechem i powiedział spokojnie: - Tak jak myślałem. Musze jeszcze poczekać, a raczej ruszyć do boju. Życz mi szczęścia, tato. - Spojrzał ze smutkiem na zdjęcie paczki pierwszych Rangersów i znowu pstryknął. AkapitWojownicy ciągle obrywali. I to sromotnie. Psycho Rangersi, bo tak się nazywają ci źli, mieli właśnie zadać ostateczne ciosy, gdy Goldar im przeszkodził. Podszedł do bohaterów i rzekł, szybko: - Gdzie Ostatni? - zapytał całej piątki, odpowiedział mu Tom, dwoma słowami: - Nie żyje. - Małpi Wojownik klasnął z radości w dłonie i już miał coś dodać, gdy przerwała mu Katie, mówiąc twardym głosem, jakby nie swoim: - To kłamstwo, on żyje, Tom. - Wstała i powiedziała do wszystkich: - Przepraszam, okłamałam was. A teraz... - Wyciągnęła rękę, jakby obejmując powietrze, kiedy nagle- Akapit-Zjawił się Zamaskowany, obejmując ją. Wszyscy, i dobrzy i źi, patrzyli na tę dziwną scenę. Pierwszy odezwał się potwór z Cienia, ten bez maski, wściekły: - Kim jesteś? Bo to JA jestem Shadow... - Ja też jestem Shadow. Tylko ja mam ludzkie ciało i tę Maskę. Wiesz co to, prawda? - człowiek w masce, spróbował ją zdjąć, ale nie mógł. - Widzisz? I wiesz już kim jestem, po co jestem? - Twarz tego osobnika wykrzywił grymas uśmiechu. Stanęli obok siebie, a ten bez maski powiedział po cichu: - Przepraszam, ale nie mogę cofnąć wskrzeszenia Psychów, teraz są silniejsi ode mnie, a poza tym Goldar jest jednym z nich... - Wyglądał na przestraszonego, ale maskowiec go uspokoił, mówiąc cicho, jak zawsze: Spokojnie, damy radę. Stanę po stronie Rangersów i będę niepokonany. Mam Asa w rękawie, a właściwie w dłoni. - rzekł, pokazując błyszczącą monetę w dłoni. Drugi też się uśmiechnął i zabłysło czarne światło. Po chwili było już po wszystkim. AkapitTymczasem Katie tłumaczyła się drużynie: - To nie tak jak myślicie! Ja was nie zdradziłam, ja go kocham! Znam go od dziecka, tak jak was, jest mi bliższy, niż ktokolwiek z was. A tobie Tom to się dziwie, że go nie poznałeś. Ale wkrótce zobaczysz... AkapitMgła po wybuchu powoli opadała, widać było kontury Wojownika w Masce. Tylko. Tamten drugi, zły, zniknął. A ten w Masce, trzymał ją w ręku. Stał przodem do Goldara, którego twarz wykrzywił grymas przerażenia. Ciało Shadowa przybrało bardziej ludzkich kształtów. Spojrzał z oddali po wszystkich i powiedział głosem dziwnie znanym dla Toma i Małpy, a Katie na jego dźwięk uśmiechnęła się promiennie. A rzekł takie słowa: - Katie, skarbeńku, chodź tutaj, do mnie - Ona do niego nie podeszła, tylko podbiegła! Lekko się obróciwszy i wypuściwszy Maskę, przytulił ją i pocałował w czoło. Ciągle ją obejmując podszedł do reszty, a Tom, który właśnie go rozpoznał, odmienił się i rzekł krótko: - To.... Ty..... - nie mógł wydusić nic więcej. Łza złości pociekła mu z lewego oka, gdy przedstawiał go drużynie, oficjalnym tonem: To jest Jason David Olivier, syn Tommy'ego, mój przyjaciel... - mówiąc to, zatkał się lekko, te słowa nie wyszły mu łatwo przez gardło, po czym dokończył: - i ukochany naszej drogiej Katie. - Blondyn wyciągnął zza pazuchy podłużne pudełko, na rolexa. Podał je Olivierowi i dodał z niechęcią: - To ci się przyda - JD(skrót od Jason David) wyciągnął z pudełeczka zegarek. W dłoni opatulonej rękawiczką ciągle trzymał monetę, więc przyłożył jedno do drugiego, mówiąc od razu: "It's Morphin time!" i po chwili stał się Czarnym Rangerem Muzycznej Energii z dwugryfowym basem w ręku. Jednak to nie był koniec popisu jego umiejętności. Nagle z jego rąk przy gitarze buchnął ciemny jak smoła dym, a Czarny Wojownik krzyknął: "Shadow Power!" i znów się zmienił. Wyglądał po prostu super. Jednak Goldar nic sobie z tego nie zrobił, ba, nawet się uśmiechnął i powiedział, z tym swoim zwyczajowym drwiącym uśmieszkiem: - Widzę, że szykuje się niezła zabawa, drużyno, zaczynamy! Go, go Psycho Rangers! - i sam zamienił się w Złotego Wojownika - nic się w nim nie zmieniło, oprócz tego, że miał na sobie Rangerski hełm - i ruszył do ataku. JD krzyknął: - Do ataku Rangersi! Walczcie ze swoimi kolorami, Goldara biorę na siebie! - i wyskoczył w górę materializując w rękach dwa Szpony roku, po czym zderzając się ze Złotym. Tom podczas tej batalii uczył podopiecznych, jakby to był zwykły trening: - Skupcie się, wyczujcie moment i atakujcie. - powiedział, robiąc przerwy na uniki i bloki: - Przemieńcie, za pomocą energii, instrumenty w broń! Jakby to był sygnał, instrumenty zaczęły się zmieniać. gitara Nicka połączyła się z jego ręką, tworząc potężną Karwaszę Bojową Wiatru. Harfa Katie objawiła się jako Usypiający Łuk Zagłady. Piter transformował perkusję w dwa Młoty Zniszczenia. Billy zaś, użył mocy, żeby zamienić keyboarda w dwie Lodowe Pięści Niebios. A Tom cały czas walczył swoim Smoczym Sztyleto-Fletem. Kiedy walka zaczęła się przechylać na stronę dobra, Czarny ze Złotym zniknęli. Przynajmniej tak wszyscy sądzili, oni walczyli, tylko sto metrów wyżej. Shadow właśnie pikował w dół, mrucząc pod nosem formułę doładowującą. Parę metrów niżej Goldar już czekał na niego wymachując swoim wielkim mieczem dwuręcznym i, wypowiedziawszy swoje słowa energii, poleciał w górę, wymachując orężem. Gy się zderzyli, rozbłysło wielkie światło i co chwilę błyszczały mniejsze. Goldar odbił atak Oliviera i po chwili sam zaatakował prostym pchnięciem. Olivier zastosował podstawową flintę i zrozumiał, jak ogromną przewagę ma nad przeciwnikiem. Małpi Wojownik nie potrafił władać bronią białą, w przeciwieństwie do swojego oponenta, który był w tym mistrzem. Czarny zastosował najprostszy zwód, polegający na przełożeniu mieczy ostrzami do dołu i zaatakowaniu nóg. Złoty oczywiście dał się nabrać. Zaczął spadać w dół, w tym samym czasie, co reszta pokonywała Psychów. Ci uciekli, zaraz za nimi Goldar. A Tom, odmieniając się, czyli mówiąc: "White Ranger, Demorph!", podszedł do JD'a i powiedział zimnym tonem: - Olivier, ty.... Spojrzał na niego takimi złymi oczyma, a ten też się odmienił. Scott milczał przez chwilę, i dokończył: - ...stary druhu, wróciłeś! - Rzucił mu się na ramiona. We wszystkich coś pękło, zaczęli się cieszyć jak dzieci, tylko Jason David, ciągle czujny, powiedział szybko: - Lećmy do bazy, tam będziemy świętować. - Wszyscy pokiwali głowami i teleportowali się. W bazie czekała ich niespodzianka... - Andros! Co ty tu robisz?! - zapytali na raz Tom z JD'em wysokiego długowłosego blondyna w brązowym płaszczu, skrywającym mundur Czerwonego Space Rangera. Wyżej opisany Wojownik, nazwany Androsem, odpowiedział, wesołym tonem: - Mam dla was prezent. Został obudzony przy okazji Sformowanych przez Adama, a teraz nigdzie nie może znaleźć miejsca, przygarniecie go? - mówiąc ostatnie dwa słowa, odsłonił małego robota z piorunem na piersi i dziwnie spłaszczoną głową, całą w diodach. - Alpha 5! To dla nas, Rangersów, nie tyle przyjemność co zaszczyt! - Ayayayayay! Nowi Rangersi, cieszę się, widząc was. - Android o mało się nie przewrócił z radości. W czasie, gdy Wojownicy Dobra cieszyli się ze zwycięstwa, nawet nie przeczuwali, że będą musieli walczyć dalej... Bramę szkoły przekraczało właśnie sześć osób. Jedna dorosła i pięcioro nastolatków. Ten dorosły wyglądał na około czterdzieści lat, powoli zaczęła wdzierać się mu na głowę armia siwych włosów, z małym oddziałem łysiny. Widać po nim było, że uczy W-F'u i był w wojsku. Następnym w linii był wysoki, krótko obcięty mężczyzna o lekko tęgiej budowie, noszącego "Lennonki", "Ramoneskę" i "Glany". Podobne ubrania mieli dwaj następni, niewątpliwie bracia. Pierwszy, starszy nosił okulary i "Arafatkę" na szyi. Miał krótką "kozią bródkę", podobnie jak ten młodszy, stylizujący się na "Gotha". Chodził cały na czarno łącznie z bielizną ( ). Miał dziwny błysk w oku, błysk szaleńca. Z tymi czterema facetami były dwie kobiety. Tam bliżej nauczyciela była niższa, chudsza i miała krótsze włosy w odcieniu jaśniejszego brązu. Miała bardzo miłą twarz, pogodną i serdeczną, jakby tu nie pasowała. Ta wyższa miała włosy niemal czarne, oprócz blond końcówek. Miała też najciemniejszą karnację z całej gromady. Cała szóstka miała też coś, co odróżniało ich od reszty. Oczy. Oczy, które co jakiś czas dziwnie błyszczały. Tak nienaturalnie. Przekraczali bramę szkoły, zwiastując wiele nieszczęść, a Rangersi bawili się w bazie. Rangersi, a przynajmniej czwórka, bo Czarny i Różowa, czyli JD i Katie wybrali się na spacer. - Co porabiałeś przez te trzy i pół roku? Czekałam i czekałam... - usiedli na ławce, On objął Jej ramię i odpowiedział: - Trenowałem, trenowałem i jeszcze raz tęskniłem za Tobą. Dla mnie minęło więcej czasu, cofnąłem się o parę miesięcy, żeby stać się kompletnym Shadow. Ale nie mówmy o tym, porozmawiajmy o Tobie Skarbie. Co Ty porabiałaś? - Katie, lekko czerwieniąc się, odrzekła, swoim cudownym głosikiem: - Ja... Nic takiego... - zająknęła się i po chwili ciszy dokończyła: - Tęskniłam za Tobą, mój Najdroższy. Ale teraz jesteśmy już ra...
Tutaj przerywam wątek ze względu na osoby małoletnie czytające te opowiadanie, chociaż... co mnie obchodzą dzieciaki? Niech się uczą!
- Olivier przerwał jej to wyznanie, kładąc dwa palce na jej ustach, po czym delikatnie szepnął jej na uszko: - Słyszałem, co mówiłaś podczas mojego połączenia i wiesz, co Ci powiem? Ja Ciebie też, Ukochana. - Katie Hart, córka Kimberly Hart, byłej miłości Tommy'ego Oliviera, ojca Jasona Davida Oliviera, już miała coś powiedzieć, kiedy On zamknął jej buzię pocałunkiem, miłym i czułym, ale nie za bardzo odważnym, żeby nie przestraszyć drugiej strony. Około minuty później oderwali się od siebie, oboje czerwoni jak burak. Patrzyli na siebie, a wkoło panowała niezręczna cisza. W końcu JD ją przerwał mówiąc: - Jesteś... Cudowna... - Gdyby jeszcze godzinę wcześniej ktoś powiedział im, że Olivier potrafi się tak zająknąć, nie uwierzyliby. Ale teraz... - Cii... Nic nie mów - przerwała mu Hartówna - tylko mnie pocałuj, Głupku! - i uśmiechnęła się promiennie. A on na to odrzekł, oburzony: - Nie jestem Głupkiem. Ale oczywiście Cię pocałuję - i ich usta znów zwarły się razem. Tym razem był to jednak pełnoprawny pocałunek pary zakochanych. Gdy tak Zajmowali się sobą, leżąc, rozbrzmiały dwa identyczne dźwięki - alarmy w ich zegarkach. Zakochani gwałtownie poderwali się i odpowiedzieli na sygnał, niemal jednocześnie: Słuchamy, Alpha. - Nabrali bardzo poważnego tonu, jakby nic się przed chwilą nie stało. A Alpha odpowiedział ze śmiechem w głosie: - Nic, nic, nie przerywajcie sobie, chciałem sprawdzić waszą czujność podczas.... ee, no wiecie... - Alpha! - Lekko się zdenerwowali, więc dodali szybko: - Bez odbioru. - i zabrali się do tego, na czym skończyli.
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 8:57 pm, w całości zmieniany 7 razy |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sro Lis 10, 2010 9:31 pm | |
| Kurde, ja się staram, a żadnego komentarza? Pfff...... To mnie nie zniechęci, będę pisał wam na złość. Sorry, że dziś krótko, ale cóż, brak weny. Enjoy. AkapitNastępnego dnia cała piątka uczniów weszła do szkoły, bez Toma, żeby nie wzbudzać podejrzeń. JD i Katie szli za rękę, nie odrywając od siebie wzroku. Dzień w szkole zszedłby im bardzo miło, gdyby nie jeden incydent z piątką nowych, którzy wyraźnie "coś" do nich mieli. AkapitGdy wrócili po szkole do bazy trenować, Goldar zaatakował, tym razem sam. Tom i JD postanowili dać drużynie wolną rękę, więc sami zajęli się treningiem. Rangersi wylądowali na pustynii, gdzie Goldar i Wojownicy z Kitu napastowali grupę turystów. - Stój Goldar! Walcz z ludźmi swojego pokroju! - Piter z Nickiem wyskoczyli, odciągając uwagę przeciwników, żeby Billy i Katie mogli uwolnić Niewinnych, co szybko zrobili i już mogli walczyć. Ustali na przeciwko oponentów i szykowali się do bitwy. Widać było kolorowy błysk i stało tam już na przeciwko siebie pięciu Rangersów, z czego jeden - ten złoty - był zły. Dobrzy Wojownicy Wyciągnęli instrumenty, zamieniając je w broń. Zły wojownik Zmaterializował w rękach swój ogromny miecz, ale było widać, że przegra. Skupił się więc i uwolnił potwora - wielkiego kraba - a sam zniknął. Nasi bohaterowie pokonali monstrum raz - dwa. Tylko nie przewidzieli jednego.... Akapit- Czas na skorzystanie z mocy mojego byłego pana: Za pomocą Laski Zedd, Potworze Rośnij! AkapitJak powiedział, tak się stało, bestia przybrała masakryczne rozmiary i już miała atakować nastolatków, kiedy... Akapit...oni pojawili się w bazie, przestraszeni i zdziwieni. Alpha też był zmartwiony. tylko tych dwóch trenowało beztrosko. W końcu jednak przystanęli, popatrzyli po sobie i JD powiedział krótko: - Innym razem, Scott, teraz do roboty. - Dobra Olivier, idziemy. AkapitChwilę później cała szóstka było na powrót na pustyni, bestia już na nich czekała. Czarny z Białym wyskoczyli w górę, krzycząc głośno: - Shadow-Light Megazord! AkapitZ dwóch grot skalnych wyskoczyły dwie bestie - czarny i biały tygrys. Wojownicy wskoczyli do środka i rozpoczęła się Sekwencja Połączenia Zordów w Wielkiego Robota - Megazorda. W kokpicie umieszczonym w jego głowie siedzieli Rangersi i wydawali mu polecenia, atakując potwora, który dostał tyle strzałów, że się obłożył na ziemię, ginąc i wybuchając, tymczasem JD i Tom opadli z gracją na glebę, odmieniając się. Podeszli do reszty i powiedzieli jednym głosem, beztrosko: - Tak to się robi, a teraz wracamy. Lighting! - i wszyscy przenieśli się spowrotem do Centrum dowodzenia i dokończyli nierozpoczęty trening. AkapitPrzez kolejne dni było nudno. Praktycznie codzienne walki z potworami, pozostali nauczyli się używać swoich Zordów. Billy miał Niebieskiego Wilka, jak jego ojciec kiedyś. Katie posiadła moc Różowego Żurawia, jak jej śliczna mamusia. Nick opanował bestię zwaną Żółtym Gryfem. Piter zaś, okiełznał energię Czerwonego Jastrzębia. Po połączeniu tych czterech powstawał Wild Music Megazord, o wiele słabszy od Shadow-Light Megazorda, jednak dawał sobie świetnie radę. AkapitA tymczasem konflikt między nimi, a nowymi zaogniał się z dnia na dzień. Co raz częściej wpadali na nich w sytuacjach, że ci prawie odkryli sekret Rangersów.
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 8:51 pm, w całości zmieniany 4 razy |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Pią Lis 12, 2010 8:58 am | |
| Super, oby tak dalej dajesz pisz szybko i staranie. 10/10 za 1 opowieść DziękiKatie hart 10/10 Wzorowałem się na przyjaciółce...Jak to wszystko jest o Power Rangers to XD 5/10 a jak nie to 9/10 ostatnia nie daje plusów i minusów Tak, wszystko jest o Power Rangers, kocham ten serial.
Vam.ŁUUU PRZECIWNICZKA POWER RANGERS!!!!(Pewnie kitowiec załatwmy go Vam It's MORPHIN TIME! XD)Al, Are You Ready?! It's Morphin Time! Shadow Power! |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Pon Lis 15, 2010 7:47 pm | |
| Dzięki za pochlebną opinię. Teraz czas na mój ulubiony wątek. Enjoy.
Akapit.Pewnego dnia, kiedy było już lato w pełni, czyli już po szkole, Wojownicy mieli interwencję na plaży. Pobiegli walczyć, nie przemieniając się. Ofiarami była wroga piątka i nauczyciel W-F'u. O dziwo oni walczyli, zamiast się bać. Dobrzy podbiegli do nich i cała dwunastka niemal jednocześnie powiedziała: - Back to Back! - ustawili się w kręgu, walcząc z Kitowcami. Na razie, ani Goldar, ani Psycho, ani żaden potwór, się nie pojawili, co było bardzo dziwne. W końcu wszyscy Wojownicy z Kitu zostali pokonani, a dwie dziewczyny z tej przeciwnej bandy rzekły dziwne słowa: - Teraz trudniejsza część testu. - cała szóstka uśmiechnęła się szeroko, poczym krzyknęła dwa słowa, wypowiedziane nieludzkim głosem: - Psycho Power! - i oto przed Rangersami stanęli Psycho Rangersi w pełnej krasie. Dobrzy wojownicy strasznie się zdziwili, lecz tylko na chwilę, po której zdało się słyszeć: - It's Morphin Time! - Każdy, kto stałby w tym miejscu, oślepłby, takie było światło. Akapit.Bez zbędnych ceregieli zaczęli walczyć. Jednak tym razem Psycho odrobili lekcje. Wcześniej walczyli czystym złem, teraz mieli jakieś pojęcie o walce. Nawet Goldar ćwiczył walkę Swoim ogromniastym mieczem dwuręcznym. Walka była w takiej proporcji, jak zanim pojawił się JD jako Czarny Ranger. Czyli dostawali oklep, aż miło popatrzeć. Było bardzo, bardzo ciężko. Dobrze zastanawiali się, czemu Olivier nie odpalił jeszcze Shadow Power i tym samym przegrywa z Goldarem, ale wiedzieli też, że on zawsze ma plan, wie co robi. I tak było. Czarny Wojownik czekał na pewien sygnał, znak. Akapit.W pewnym momencie w komunikatorach odezwał się głos Alphy: - JD, znalazłem! Ayayayayayayay! - Olivier o mało się nie posikał ze szczęścia, gdy odpychając Goldara, chwycił, znikąd spadający kryształ. Złapał go mocno w dłoni, a jego ciało spowiła czarna aura. Była o wiele gęstrza od tej zwyczajnej, a Wojownik Cienia wypowiedział cztery słowa głosem dziwnym, strasznym, ale jednocześnie potężnym przerażającym, a na dodatek groźnym. A rzekł te słowa: - Kryształ Ciemności, Pełna Moc!! W tym momencie obudziła się w nim moc Psionika i odepchnąwszy wszystkich na dwie grupki, powiedział do dobrych, cały czas tym strasznym głosem: - Wami zajmę się później. - Podleciał do gór, mrucząc inkantacje w nieznanym języku. Z każdym kolejnym słowem zarówno aura jak i moc rosły. W końcu Cieniste Monstrum zamknęło na chwilę oczy, by za moment je rozchylić, uwalniając czerwone, łaknące krwi oczy. I począł on pikowanie w dół, prosto na Psycho Rangersów, którzy nie mogli się ruszyć, przygwożdżeni psioniczną mocą Shadow. Oni czekali, a besta, która na pewno nie była już Olivierem, leciała w dół. W jednej chwili zmaterializowała sobie dwa miecze i chwyciła je klingami do dołu, krzyżując ręce. I tak nurkował, aż w końcu zderzył się z przeciwnikami. Wybuch był tak wielki, że tych dobrych odrzuciło na dobrych parę metrów. Kiedy wstali, nic nie widzieli, piasek wyrzuciło w powietrze, wyglądało to jak okropnie gęsta mgła. Z tej oto mgły widzieli kontury jednej, jedynej postaci, Oliviera. Stał on wyprostowany z rękami w geście Victorii, zdało się słyszeć jego śmiech, iście demoniczny rechot. Katie, nie zważywszy na sprzeciwy reszty, podbiegła do niego, szczęśliwa. Akapit.Oni mieli rację, popełniła wielki błąd. Nie podeszła do niego na pół metra, gdy biegła do niego, on, dematerializując miecze, uderzył ją z całej siły kopnięciem w podbródek. Upadła koło reszty dopiero dziesięć sekund później. A on, niewzruszony powiedział, swoim straszliwym barytonem: - Mówiłem wam, że zajmę się wami później. Czyli teraz! - Podbiegł do nich, opuszczając aurę. Wtedy zobaczyli, że ma wbity w klatkę piersiową kryształ, który dostał od Alphy. Tom postanowił wykorzystać okazję, więc wyskoczył do góry. Jako że Olivier nie miał już aury, stracił moc Psioniki. Gdy opadał, znów wyciągnął sztylet i wbił go JD'emu w okolice mostka. I bynajmniej nie chciał go zranić. Użył swej broni jako łomu, żeby wyciągnąć kryształ. Akapit.Na caluteńkiej plaży rozległo się nieludzkie wycie, niewątpliwie z bólu. Parę chwil później, w bazie, Czarny Ranger powoli dochodził do siebie. Przy jego łóżku siedzieli Tom z Katie, reszta trenowała. Gdy otworzył oczy, zobaczył uśmiechniętą twarzyczkę swej ukochanej. Wstał, podpierając się łokciami i powiedział wolno: - Co się stało...? - był bardzo ciekaw co się działo, bo nic nie pamiętał. Wtedy zobaczył szramę na jej policzku i ujrzał przebłysk. On uderzający Katie kopniakiem w głowę, czerpiący z tego przyjemność... - Nie! - krzyknął, wybudzając się z tej strasznej wizji. Katie odskoczyła od niego, przerażona. - Przepraszam... nie chciałem Ci tego zrobić. Wybaczysz mi? - zapytał, łzawiąc. - Oczywiście, kochany. Nie byłeś sobą, nie chciałeś tego. - odpowiedziała, przytulając go. Chciała coś jeszcze dodać, lecz Tom zaczął mówić, wręcz krzyczeć: - Co ci strzeliło do tego chorego łba?! Co to w ogóle jest?! - zapytał, pokazując kryształ schowany w gablocie. JD, z wielkim trudem, począł opowiadanie: - To jest Kryształ Cienia, artefakt wzmacniający moją moc Shadow. Myślałem, że tylko. Ale jak się okazało, on ma własną duszę, świadomość. Nie wiedziałem tego, zostałem zaskoczony. Ale następnym razem dam radę to kontrolować. - Tom o mało się nie wywrócił, po czym rzekł z wielkim wyrzutem: - Co?! Ty chyba nie myślisz o ponownym użyciu tego! To jest niebezpieczne! Widziałeś, co się stało ostatnim razem! - Nie przypominaj mi! Nie chcę pamiętać! Akapit.Gdy oni się kłócili, na plaży powstało dwóch, ledwo ocalałych Psycho Rangersów... Akapit.Powstały dwie: Żółta i Różowa. Powstały i powiedziały, jakby jednym głosem: - Zabili naszych przyjaciół... Zostały tylko ciała... Ciała pełne mocy... - Podeszły do szczątków towarzyszy i je wchłonęły. Zabłysły wtedy jasnym światłem i nabrały niesamowitej energii. Teraz musiały tylko nauczyć się ją kontrolować. Wyższa z nich, a ciemna, wchłonęła Goldara, więc miała jego umiejętności dotyczące potworów. Obie już zaczynały się skupiać, gdy usłyszały potworny głos: - Moje kochane Psycho Rangerki. Ja wam pomogę uwolnić tę moc. - Tuż za nimi pojawiła się postać w czarnej pelerynie, dotknęła ich, a cała trójka zniknęła, co oznaczało nowe, o wiele gorsze kłopoty. Akapit.W tym samym czasie, w bazie, JD stał na przeciwko wszystkich, trzymając Kryształ w jednej ręce, Morpher w drugiej. Tom krzyczał: - Jako Przywódca drużyny Power Rangers, rozkazuje ci oddać Kryształ? - Olivier uśmiechnął się i odpowiedział luźnym tonem: - I ja jako Ranger mam ci go oddać, tak? Więc odchodzę. Ostatnie dwa słowa wypowiedział z dziwnym jadem. - CO?! - Wszyscy popatrzyli na niego, zdziwieni. A on jak gdyby nigdy nic, odłożył zegarek, uprzednio wyciągnowszy z niego monetę. Załączył ją z Kryształem na stałe, mówiąc przy tym te słowa: - Żegnajcie, ale wrócę. Bądźcie pewni. - po czym odleciał ze słowami: "Shadow Bassguitar, Full Power!". i tyle go było widać. Tom był wściekły, Katie była załamana, a reszta po prostu zaskoczona. Ale nikt nie rozumiał JD'a, jego pragnienia mocy, głodu energii. Nikt nie przeżył tego co on. Gdy tak leciał w chmurach, grając na basie i zarażając je Cieniem, rozmyślał nad wszystkim, nad mocą która go rozpierała. Czasem miał myśli o zabiciu swoich "przyjaciół" od siedmiu boleści i wchłonięciu ich mocy, co napawało go strachem. Widział, że te myśli podsuwa mu Kryształ, ale nie przejmował się tym, miał go pod kontrolą. Akapit.- Wszystko przebiega zgodnie z planem, Olivier odszedł od drużyny! Teraz z łatwością pokonamy rozbitą piątkę! HAHAHAHAHAHAHAHA! - Starzec w Czarnej Pelerynie zaczął rechotać jak szalony. Wtórowały mu Siostry Psycho, ta niższa na chwilę spoważniała i powiedziała: - A co jeśli Czarny dalej będzie z nami walczył? Bo nadal jest dobry... - Gdy zaczęła drugie zdanie, jej siostra jej przerwała: - Ale jest jeden! Jeden Olivier jest niczym dla naszych nowych mocy. Damy radę, wygraną mamy w kieszeni. - wtedy cała trójka zaczęła się śmiać donośnie. Rangersów czekały kłopoty...
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 8:52 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sro Lis 24, 2010 12:10 am | |
| Sorry, że tak krótko, ale nie miałem jak zakończyć, a nie chciałem pisać znów 10 A4..... AkapitCzarny właśnie lądował na pustyni, gdzie rozciągały się ruiny, w miejscu, gdzie walczył z Tomem, zanim ten go rozpoznał. Przyleciał tu instynktownie, sam nie wiedział, czemu. Jakby to nie on kontrolował tę wyprawę. Patrzył się na tę zniszczoną budowlę, nie wiedząc, co robić, lecz jego moc zadziałała sama. Bezwiednie wyszeptał inkantacje i za pomocą swojej energii Shadow odbudował owy budynek - Pierwsze Centrum Dowodzenia Mighty Morphin Power Rangers. Otworzył drzwi i zastał tam świeży wystrój, jakby to było właśnie zrobione. Bo w gruncie rzeczy, tak właśnie było. JD przejrzał wszystko dokładnie, obejrzał - nie po raz pierwszy - dziennik swojego ojca, dotyczący historii Power Rangers. Potem przeglądał wszystko, łącznie z komorą Zordona, twórcy Power Rangersów. Na jej spodzie dostrzegł napis. A brzmiał on następująco:
Ja, Zordon, Międzygalaktyczny byt, wyzbywam się całego zła w sobie, po czym umieszczam je w szkatule i daję je memu asystentowi, Goldarowi.
- To nie możliwe! Czyli Goldar miał kogoś nad sobą! A więc niebezpieczeństwo nie zostało jeszcze zażegnane, muszę ich ostrzec! Chociaż, oni i tak mi nie uwierzą... Zginą, a chwała przypadnie tylko mnie.... Nie! Przestań tak w ogóle myśleć! To nie ty, tylko Kryształ! - Co raz bardziej bolała go głowa. Postanowił działać, ale z ukrycia. Pomagać z Cienia, którym się stał. Ale jednocześnie zgrywać "tego złego" przed nimi, bo jak będzie dla nich zbyt miły, to zaostrzy się wewnętrzny konflikt z Kryształem, co nie było mu na rękę. Skupił się i zemdlał. AkapitTom siedział przy biurku, coś zapisywał, gdy tuż przed nim pojawił się znikąd Olivier. Scott wrzasnął na cały głos: - Jak śmiesz używać ciągle Łącza Umysłowego! - Chciałem ci tylko powiedzieć, że Legenda o bracie Zordona jest prawdziwa. On żyje i to on kontrolował Goldara, strzeż się... - jego ostatnie dwa słowa były ledwo słyszalne, bo on sam zaczął się dematerializować z tego miejsca. Tymczasem Tom był przerażony. Natychmiast zwołał Rangersów na naradę, na której wytłumaczył im sytuację, zatajając to, od kogo to wie. Nie uwierzyliby. Szczególnie Katie. Zawiódł ją sromotnie. I nie tylko ją. Zawiódł ich wszystkich, ale Scott wiedział, że w ważnej sprawie Olivier zachowa się jak na leży, że stanie po właściwej stronie, opamięta się. AkapitMinął tydzień, podczas którego nic się nie wydarzyło. A przynajmniej tak się Rangersom wydawało...
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 8:58 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sro Lis 24, 2010 4:39 pm | |
| Proszę o autograf.
Wielkiemu fanowi, ToiToinowi.... Vamqir. |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Czw Lis 25, 2010 10:11 pm | |
| Teraz zakończenie jednego z wątków. Enjoy.
AkapitAtaki były parę razy na dzień, jednak za każdym razem zjawiał się JD i załatwiał potwory mocą Shadow. Była ona tak potężna, że jak się powiększały, nie używał zorda, którego i tak nie miał. Potężny był, lecz z każdym zabitym przeciwnikiem, Kryształ przejmował nad nim większą kontrolę. Stawał się coraz brutalniejszy wobec wrogów. Pewnego dnia tak długo zajmował się "ofiarą", że zjawili się Rangersi. - Ooops... Trochę przesadziłem dzisiaj... - mówiąc te słowa, skręcił bestii kar. Wstał i powiedział, drwiącym tonem, z nutką groźby: - Ostatni raz widzimy się w przyjaźni, Rangersi - on i Tom przypomnieli sobie Trenta, Białego Dino Rangera, wtedy Scott zrozumiał grę Oliviera. A ten kończył wypowiedź: - w Angel Grove tylko ja będę Wojownikiem Mocy. Nie ma tu miejsca dla was. - po czym ukłonił się, przesyłając całusa Katie i puszczając oczko do blondyna tak, że nawet Hartówna myślała, że to do niej. Po ukłonie pozdrowił wszystkich i zniknął. Wrócił do bazy, gdzie zaczął się szamotać z samym sobą: - Nie, nie zaatakuję ich! To moi przyjaciele! Nie pozwolę na to, żebyś ich skrzywdził, nie będziesz mnie kontrolował Shadow, ja tu rządzę! Aargh! Moja głowa! - Walnął z całej siły pięścią w stół, który się otworzył i wysypały się jakieś gwiazdki. Złapał je i jedna z nich zabłysła na czarno, a tuż przy niej zjawiła się moneta. Ustawiły się w coś na kształt niepełnego trójkąta, brakło morferu. Czarny Wojownik odłożył swoją monetę i gwiazdę, a sam zemdlał. AkapitScott trenował ze wszystkimi, gdy tuż przed nim pojawił się JD. - Serwus! - Jako że oni łączą się umysłami, Olivier był widoczny tylko Tomowi, ale był realny. Podszedł do Katie, dał jej całusa w policzek, na co zareagowała, machając rękami, jakby wiedziała, że to on, tylko nie wiedziała, gdzie. Tom powiedział do reszty: - Dokończymy później. Mam ważną sprawę w głowie. - Popatrzyli na niego zdziwieni, ale on poszedł do siebie, Olivier za nim. - Co ty tu robisz?! Mówiłem, żebyś nie naruszał tej linii! - Zaczął krzyczeć, ale Olivier zamknął mu usta i odrzekł spokojnie: - Siedź cicho, bo cię usłyszą! - Tom się uspokoił, po czym zapytał z przekąsem: - No to co cię tu sprowadza, Olivier? - zapytał ponownie. JD uśmiechnął się i odpowiedział wesołym głosem: - I ten ton mi się podoba, Scott. A sprowadzają mnie tu interesy. A dokładniej mój drogi, handel wymienny. - Czego chcesz? - Tom próbował zachować zimną krew, ale mu nie wychodziło. Tymczasem Olivier uśmiechał się coraz szerzej: - Mojego morferu. Za to. - wyciągnął rękę z gwiazdkami. Tom, ciągle zdziwiony, wziął je do ręki, a jedna zabłysła na czerwono i zaczęła wiązać się z morferem i monetą. Zobaczywszy to, JD zabrał je, mówiąc: - To jak? Dostanę go? - Tom zaskoczony i to bardzo, podszedł do małej szafeczki i wyciągnął z niej zegarek, po czym obaj wymienili się skarbami w powietrzu. Zaraz po wymianie Olivier zdematerializował się, a Scott krzyknął do swoich: - Narada! AkapitJD budził się powoli w swoim "domu". W ręku trzymał w zaciśniętej zegarek. Powstał szybko i wziął w tę samą dłoń monetę i gwiazdę. Zacisnął wszystkie trzy przedmioty w ręku. Ta zabłysła i stała się pusta. Jednak na dwóch palcach pojawiły się znajome Sygnety,a prawe przedramię przyozdobił zegarek. Olivier poczuł miły dreszcz, jakby i ręka i morfer cieszyły się z ponownej współpracy. Usłyszał w głowie głos Kryształu, którego słowa powtórzył, ale znaczenie było nieco inne. A powiedział: - Teraz nauczę się z tego korzystać i będę w stanie ich zniszczyć! - Mówiąc to, przemienił się i zaczął trening. AkapitTrenował wytrwale, kiedy to nagle w drzwiach bazy stanęło pięć postaci i powiedziało głośno: - Dzieciaku, coś ty z sobą zrobił? - Olivier prawie zemdlał, po czym powiedział, zatykając się co chwilę z wrażenia: - To... wy.... Czyli dziś.... mija pięć lat.... wi.....tajcie! - Rzucił im się w ramiona z łzami w oczach, ale ku jego wielkiemu zdziwieniu jeden z przybyszów uderzył go lekko w klatkę, co odrzuciło go do tyłu na daleką odległość, atakujący mężczyzna uśmiechnął się i powiedział krótko: - Najpierw mój drogi, poskromisz Shadowa, potem będziemy smęcić z powodu twojego ojca. Do roboty! - i kopnął Oliviera z całej siły w żebra, drwiąc przy tym, takimi słowami: - NO, patałachu, walcz ze mną, o Potężny Shadow! Chyba że boisz się zwykłego człowieka! Zamknij się | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sro Gru 01, 2010 4:39 pm | |
| Dzisiaj znowu krótko, ale zaczynam nowy wątek, dedykowany mojej przyjaciółce sprzed lat....
AkapitTak mijały kolejne dni w "pokoju". Nie działo się nic szczególnego, codziennie walczyli z potworami, a JD z Tomem szukali "tego większego zła". Szło im kiepsko. Nie mieli żadnego pomysłu, jak zacząć. A starali się, jak mogli najlepiej Ciągłe, nieustannie trwające poszukiwania choćby maleńkiego skrawka tropu. Ale w końcu coś znaleźli. Na plaży, przy pierwszym ataku złego Shadow. Znaleźli ciała Psycho, wyssane z mocy. - Czyli tak one zyskały tak wielką moc? Ciekawe... - Scott rozmyślał, a Olivier się niecierpliwił. - I co z tego? Musimy ich znaleźć! Wykład nie jest mi teraz potrzebny, potrzebujemy za to cudu! - walnął pięścią w powietrze. I zdarzył się cud, ciemnowłosego odrzuciło na parę metrów do tyłu, a miejsce, w które uderzył, zabłyszczało. To był... Akapit- Portal! Udało ci się, JD! - Dzię...ki - "Ten, któremu się udało" z ledwością wstał, po czym się otrzepał i kulejąc, podszedł do blondyna. - Więc jak, idziemy? - Olivier wyglądał na zdecydowanego, w przeciwieństwie do Scotta. - Oszalałeś?! Sami?! Nie damy rady! AkapitZaczęli się kłócić, a tymczasem adepci pokonywali potwora. - Music Star! Do ataku Wojownicy! - krzyczała Katie; jako jedyna atakowała z dystansu, więc poganiała resztę. - Za Wolny Wszechświat! Za naszych Mistrzów! - wyglądała, jak w jakimś transie. Strzelała jak najęta, zagrzewałą innych do walki. Gdy pokonali wszystkich, a potwór urósł, Hartówna krzyknęła, niemal wrzeszczała, jak opętana: - Wild Music Megazord! Do boju Rangersi! - Wyskoczyła w górę i sama pokierowała wielkim robotem, reszta patrzyła zadziwiona, i poszybowała do bazy. Tam czekali JD z Tomem, ciągle się kłócąc: Akapit- Damy radę! Nie będziemy narażać zespołu! - Nie, nie damy! Oni muszą nam pomóc! A teraz Cii, idą! - Obaj uciszyli się w tym samym momencie, co Rangersi wrócili. - Gdzie jest Katie? - zapytali Mentorzy. - Zabija potwora Megazordem. - odpowiedział Nick ze spokojem. Olivier, który pił sok, wypluł wszystko: - CO?! Pozwoliliście jej?! - Już wstawał, gdy Scott go zatrzymał: - Stój. Radzi sobie. AkapitKatie sterowała Megazordem z wielką gracją. Potwór - Wielka Szafa Grająca - dostawał bęcki, aż było miło popatrzeć, w końcu padł, został po nim tylko mikrofon. Różowa Rangerka wylądowała na ziemi i wzięła do ręki sprzęt, po czym zemdlała. Akapit- Idę tam! Lighting! - JD zniknął, zaraz potem wrócił z Hartówną na rękach. Położył ją w łóżku i usiadł. Czekał, aż się obudzi. AkapitCiemność. A zaraz potem oślepiające światło. Katie obudziła się na przepięknej polanie. Otoczona była kwiatami, a przy niej stało olbrzymie drzewo, na prawdę przeogromne. Chodziła i wołała w około: - Halo! Jest tu ktoś?! Ktokolwiek?! - Witaj córuś. - Na drzewie stała Różowa Rangerka, bliźniaczo podobna do przemienionej Katie, lecz jakby trochę starzej i z motywem pterodaktyla na hełmie. Zobaczywszy to, Hartówna powiedziała zduszonym głosem: - Jak...? Mama? Co ty tu robisz?
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 8:59 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sro Gru 01, 2010 9:33 pm | |
| Mogę autograf i jakieś pamiątki XD ja to miałam nosa [alergia XD] czas na wynik sędziów czyli mnie ^_^ za wszystkie wystawiam 10/10 za postacie 10/10 fabuła 99/100 +1 bo tak lubię hmm Katie sterowała Megazordem z wielką gracją 10 + X3 Kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię! :XP Jak cię kopnę, Vamqir, spełnią się moje marzenia! :33 Of course, Madame.* * * CENSORED * * * ZEMSTA BĘDZIE ZA TEN NAPIS WYŻEJ by Krisi Kochanej Krisi, V@mqir(Vamqir) + Moc BuziakówKTO WARNA CHCE!?
Ostatnio zmieniony przez Kristal dnia Wto Gru 07, 2010 10:47 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sob Gru 04, 2010 11:21 pm | |
| A o to dalsza część wątku o Katie, z dedykacją dla Krisi <3
Akapit- Nie jestem Kimberly Hart, jam jest Różowa Mighty Morphin Power Rangerka i zamierzam cię pokonać! - Skoczyła do ataku, Muzyczna Wojowniczka uniknęła ciosu i krzyknęła: "It's Morphin Time!", lecz nic się nie stało. Spojrzała na zegarek i zobaczyła brak monety. - Będzie ciężko - pomyślała i zaczęła walczyć. AkapitJD czuwał przy ciele swej ukochanej dzień i noc. Nic go nie obchodziło, nawet walka ze złem. Siedział i czekał, aż się obudzi. Tymczasem towarzysze walczyli z kolejnymi potworami. A ci byli coraz potężniejsi. Nie wystarczał już Shadow-Light Megazord sterowany przez Toma, musieli robić nowe kombinacje, na przykład Wild Shadow Music Megazord, albo Wild Light Music Megazord. Jednak nie łączyli wszystkich, gdyż nie było potrzeba, a wiąże się to z ryzykiem. AkapitKatie radziła sobie po japońsku. Jako-Tako. Znała dobrze styl przeciwniczki, ale używała tego samego, więc walka była bardzo wyrównana. W końcu oponentka HArtównej przerwałą walkę i powiedziała szorstko: - Jak na razie dobrze, do zobaczenia! - Czekaj! O co ci chodzi...? - Ale ta druga już zniknęła. AkapitOlivier siedział ciągle przy śpiącej Katie, gdy ta nagle poruszyła się niespokojnie, po czym się uśmiechnęła. Czarny Ranger powitał tę zmianę z ulgą, na pewno żyje. On czuwał, a reszta trenowała. Wszyscy oczekiwali kolejnej potyczki... AkapitKatie obudziła się w lesie, w dziwnym strasznym lesie. Wkoło siebie słyszała śmiech, szalony dziewczęcy rechot. - Kto to?! To znów ty?! - Tak! - usłyszała za sobą głos. Odwróciła się i ujrzała... - Różowa Mighty Morphin Ninja Rangerka, do usług. A ty też na różowo? - Katie uśmiechnęła się i odpowiedziała: - Mam to po mamie, wile mnie nauczyła. - To się sprawdzi. - Obie ruszyły do ataku. Tym razem było o wiele ciężej. Przeciwniczka Hartównej stosowała Technikę Ninja Żórawia, o której Katie nie miała pojęcia. I całe szczęście, że potrafiła się szybko uczyć, bo zginęłaby po dziesiątym ciosie. Co prawda, nie umiała nią walczyć, ale bronić się. A to wystarczało. Wtedy jej przeciwniczka podkręciła tempo, walcząc szybciej, zacieklej. Młoda panna Hart nie dawała sobie kompletnie rady. Została przyszpilowana do ziemi, celował w nią łuk. A jej przeciwniczka pytała: - Poddajesz się? - Nigdy, wolę śmierć - odpowiedziała bez emocji. Zaskoczona oponentka wyszeptała: - Brawo - przestała celować. - Zdałaś test. - Co?! Test?! - Tak - odpowiedział głos z oddali. Była to przeciwniczka z polany. - Poddałyśmy cię próbie, którą zdałaś. Moje gratulacje, córuś. - Dzięki, mamo. - Chciała się przytulić, ale Rangerka miała inne plany. Odepchnęła Ją i niemal krzyknęła: - Teraz musisz się obudzić! - Co...? AkapitJD spał, tuż przy łóżku ukochanej. Ze snu wybudził go niebiański głos: - Stary Druhu, śniadanie! - Olivier otworzył oczy, rozpromieniony, lecz zobzczył Scotta. - A, to ty. - spojrzał na niego z zażenowaniem - już idę.Tylko się ogarnę. I poszedł do łazienki. Stamtąd udał się od razu do kuchni. Tymczasem Katie otwierała oczy. Jak gdyby nigdy nic, poszła do łazienki. AkapitJD wrócił do śpiącej, ale jej nie zastał. Zaczął płakać, wszyscy się zbiegli, a gdy zobaczyli co się stało, też zaczęli ryczeć. Katie, wielce zdziwiona wyszła z łazienki w szlafroku, z ręcznikiem na głowie. Wchodząc do pokoju, zapytała: Co się dzieje, czemu płaczecie? Olivier podszedł do niej i powiedział, łkając: - Katie... odeszła... - ona, ciągle zdziwiona, odrzekła: - Ale.... Ja jestem tutaj... - Tom, uśmiechając się od ucha do ucha, powiedział: - Katie, Ty żyjesz! - A czemu nie? - Nie budziłaś się dwa tygodnie... - Aż dwa? Mi minęły dwa, ale dni! A dokładniej dwie walki... - i zaczęła opowiadać swą historię. Kiedy skończyła, zapytała: - A gdzie jest mój Mikrofon? - Schowany. Nie wolno ci go ruszać - odpowiedział Tom Oburzona Panna Hart, wspomagana przez Pana Oliviera powiedziała krótko i dobitnie: - Oddaj. Mi. To. Teraz. - Właśnie. Oddaj. Jej. To. Natychmiast. - Nie, sytuacja się powtarza, tak jak z Kryształem, nie widzisz tego? - Zamknij się! Nie przypominaj mi! Ja teraz mam plan, wiem co robić. - Dobra, trzymaj. - Rzucił mu sprzęt, pełen nadziei, żę ten zareaguje jak ostatnio, lecz ku jego wielkiemu zdziwieniu nic się nie stało. JD chwycił Mikrofon, złapał Katie i pstryknął, powodując zniknięcie obojga. A reszta poszła kończyć śniadanie. AkapitPara zakochanych wylądowała przy przepięknym wodospadzie. - Najdroższy, to nie czas na randkę! Masz przecież "Plan"! - No tak, a ten wodospad jest jego częścią. Musisz mi pomóc. - W czym? - Była bardzo ciekawa jego pomysłu. - Musimy otworzyć przejście do nowej broni. - Nowej? To czym jest TO? - zapytała pokazując na mikrofon, patrząc na niego z pożądaniem. - Klucz. I źródło mocy. A ty jesteś Klucznikiem, a raczej Kluczniczką. - Czemu ja? - Teraz była naprawdę podekscytowana i zaciekawiona. - Bo na ciebie Mikrofon działa. Na mnie i Toma nie, więc to ty musisz otworzyć Bramę. - Dobra, postaram się. - [Tylko uważaj - głos JD'a nabrał poważnego tonu. - Spokojnie. Nie takie Próby mam za sobą. AkapitOlivier dał jej przedmiot. Zajaśniał on wielkim blaskie, oślepijającym Wojowników. Katie skierowała światło na wodospad i skupiła energię. Mikrofon wystrzelił różowym promieniem, wchłanianym przez tarczę energetyczną. To bardzo wyczerpywało Hartównę, a JD mógł tylko patrzeć. AkapitTymczasem reszta walczyła. Szło im średnio. Tylko Tom był taki nieobecny, jakby coś mąciło mu w głowie. Walczył niedbale, jakby ta batalia w ogóle go nie interesowała. Bardziej skupiał się na sobie samym i na swoim narastającym bólem głowy. A ten stawał się nie do wytrzymania. I Scott usłyszał głos w swoim umyśle: - Choć do mnie... Użyj... Pokonaj wrogów... - Tak... Już idę... - Przestał walczyć, Piter popatrzył zdziwiony i krzyknął: - Profesorze, dokąd idziesz?! Nie poradzimy sobie we trzech! - Muszę... Lighting! - i zniknął, zostawiając resztę na pastwę potwora. AkapitJD ledwo stał na nogach. Przesyłał energię Katie, żeby ona mogła dłużej wytrzymać. Oboje ledwo trzymali się pionu. Z wodospadu wyłonił się dziwny sztylet. - Nie... Dam... Rady... Dłużej... - Wytrzymaj... - JD podszedł do Katie, objął ją i dodał - jestem przy tobie. Zawsze razem... - I już mieli padać na kolana, gdy zjawił się ni stąd ni zowąd Tom. Wyglądał jak w jakimś transie. Wyskoczył w górę i złapał przedmiot w locie, po czym opadł na ziemię. Zaskoczony spytał Oliviera: - Czy to jest...? - Tak przyjacielu. Saba Cię wybrała. - Co? Saba? Sztylet twojego...? - Tak Katie, to jest Sztylet Tommy'ego, widzę, że nie opuszczałaś lekcji. Lecz teraz to broń Toma. Wybrała go. Ale nie mówmy o tym. Idźcie pochwalić się nowymi mocami. - Ja też? - zapytała zdziwiona Różowa Wojowniczka. - Ależ ja opadam z sił! - Dasz radę - uspokajał ją Czarny Ranger. - Do wyzwolenia Saby nie mogłaś użyć mocy Mikrofonu. Ale teraz możesz. Skoncentruj się. - Olivier poradził jej, a ona się posłuchała. Zebrała się w sobie i zaśpiewała do swojego sprzętu. Ten zajaśniał, a Katie przemieniła się...
Ostatnio zmieniony przez Chemical Vampire dnia Czw Gru 09, 2010 9:00 pm, w całości zmieniany 1 raz |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Wto Gru 07, 2010 10:51 pm | |
| Jeszcze Ninja rengerka XP
Nie no super XD daje 10
A i niech ktoś się przyzna za edyta posta XD bo będę likwidowała każdego po kolei XD |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Czw Gru 09, 2010 11:02 am | |
| AkapitTrzech Samotnych Wojowników obrywało sromotnie. Potwór się nimi bawił. Lecz nagle odrzuciło go na parę dobrych metrów. Znikąd pojawili się Rangersi, odmienieni. Z daleka patrzyła na nich koleżanka z klasy. Średniego wzrostu ruda dziewczyna, o prześlicznym uśmiechu, długich nogach, niesamowitej sylwetce i błękitnych oczętach. Patrzyła na tę scenę i nie domyślając się, że oni też należą do Power Rangers, chciała podbiec, ostrzec, może pomóc, w końcu jest adeptką ninja szkoloną przez Camerona Watabashiego. I już miała wstawać, gdy oni zaczęli się przemieniać. Kompletnie ją zatkało. - Więc tych trzech to Piter Nick i Billy... Niesamowite... - patrzyła na nich z podziwem, gdy zjawiły się Psycho, też w formie ludzkiej. - Co?! One też?! Czyli to są te złe! Wow, to wszystko w mojej klasie! - dalej przyglądała się wszystkiemu, komentowała. AkapitPsycho chciały zaatakować, lecz JD zatrzymał je ruchem ręki, mówiąc przy tym: - Stójcie. Najpierw musicie coś zobaczyć. Katie, ty zaczynaj. - Hartówna uśmiechnęła się szeroko i krzyknęła: "Sleeping Microphone, the Battlizer! i uwolniła się nowa moc, przerastająca potęgę Shadow. Następnie Olivier rzekł krótko, patrząc na przerażonych przeciwników: - Tom, teraz ty. - Scott wyciągnął zza pazuchy sztylet z charakterystycznym motywem tygrysa na rękojeści. Oponentki na to wybuchnęły płaczem. Po chwili jednak uśmiechnęły się przez łzy i powiedziały niepewnie: - I... tak nie macie szans, On nas doładował! - On?! Tom, póki masz szansę! - Ok. - Scott popatrzył na Oliviera, pokiwał głową i dodał głośno: "Szpon Światła, obudź się Sabo! a głowa tygrysa zaczęła mówić: - Witaj Tom, czekałem na ciebie. Czas na zabawę! - Tom nie wiedział, co się z nim dzieje, automatycznie się przemienił, to bardziej niż zwykle. Dostał nowy fajniejszy pancerz z motywem tygrysa na hełmie. A JD powiedział tylko do tych trzech: - Oni sobie poradzą we dwójkę, ustańmy i popatrzmy. - Nie! Też będziecie walczyć! - krzyknęła Różowa Psycho i przyzwałą dwa nowe potwory. Czarny Ranger był bardzo osłabiony, więc potrzebował aż trzech ciosów, żeby pokonać obu. AkapitTom i Katie radzili sobie doskonale. Nie walczyli nawet minuty, szybko pokonali Psycho Rangerki. Uciekły, powiększywszy potwory. Olivier powiedział do chłopaków: - Wezwijcie Zordy i oddajcie je Katie. Sami potem uciekajcie! - te słowa usłyszała Rose, więc szybko pobiegła do ich bazy. Tymczasem Hartówna stworzyła cudo. - Wild Music Star Microphone Ultrazord! - wyskoczyła w górę i posterowała nim. Jednym ciosem powaliła potwora. Scott wezwał swojego tygrysa i chciał atakować drugą bestię, ale ona była od niego dużo silniejsza. Widząc to, Katie krzyknęła: - Pomóc? - Nie trzeba - odparł Tom. - Poradzę sobie. - I dostał kolejnego strzała od monstrum. Zdenerwował się nieco, ale widać było, że może być ciężko. Wtedy pojawił się Czarny Tygrys i powalił potwora. - A ja mogę? - zapytał wesołym tonem. - Oczywiście. Shadow-Light Megazord! AkapitStworzyli go, jednak był zbyt słaby. Chłopaki chcieli walczyć bez pomocy Różowej, byli za bardzo dumni. Tom wpadł na pomysł: - A może damy mu Szpony? Sabę, Dragon Flute, twoje miecze... - To jest genialne! Skupmy się... - Mam! - Ja też! - Obaj napełnili się mocą i krzyknęli, nową nazwę swojego robota: - Shadow-Light Claws Ultrazord! - na przeciwko potworów stanęły dwa Ultrazordy - roboty o wiele potężniejsze od Megazordów. AkapitSzybko pokonały oba potwory, po czym Rangersi chcieli odpocząć, lecz usłyszeli głos Alphy: - Ayayayayay! Wojownicy, musicie tu przyjść! Szybko! - Dobrze Alpha, już lecimy! - odpowiedział JD i pstryknął palcami. Świat zaczął wirować... |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sob Gru 11, 2010 9:33 pm | |
| O to powstanie kolejnej pary, pomijając świat przedstawiony, historia prawdziwa. I sorki, że krótko, ale nie chciałem się tykać kolejnego wątku, wolę zakończyć stare na razie.
AkapitGdy zjawili, zastali totalny rozgardiasz. Wszystko było porozwalane, jak po sutej libacji alkoholowej, choć takowej nie było. Na samym środku leżał Alpha. Podbiegli do niego, a on powiedział szybko: - Ayayayayayayay! Rangersi, to pułapka! - Co...? - nie zdążyli zareagować. Coś podrzuciło ich do góry i przykleiło do sufitu za kostki. Zobaczyli przyjaciół, w identycznej pozycji. Ci popatrzyli na nowo przybyłychj i starali się coś powiedzieć, ale żadne słowo nie dało rady wypłynąć z ich ust. Za to cała szóstka usłszała dwa inne głosy, które rozmawiały zażarcie: - To są Wojownicy Mocy... - Przecież to niemożliwe, wiesz o tym. Wykryłbym zaburzenia radarem. - Ale to prawda! Zobacz, mają Alphę! - Zza rogu wyszły dwie postacie. Dziewczyna o długich rudych włosach i mężczyzna, niewątpliwie Azjata, który pochylał się nad robotem, mówiąc jedno słowo: "Ciekawe..." - Oni są strasznie niedoświadczeni! - dodała Rose. - Złapałam wszystkich w najprostszą z pu... - zacięła się, spojrzawszy w górę i ujrzawszy brak "więźniów". Przerażona, spojrzała na swojego Mentora i usłyszała za sobą głos: - Nigdy nie lekceważ przeciwnika, Rose. Moja śliczna Rose... mówił Billy, patrząc jej prosto w w oczęta. - Grayson, kasanowo, uspokój się - przerwał to ckliwe przedstawienie Tom. - JEsteśmy tu w interesach, a dokładniej wy jesteście. - tu spojrzał na gości. - A więc co was do nas sprowadza? - A więc to prawda. Są nowi Rangersi. Witam, jestem... - Cameron Watabashi, wiemy Cam - wtrącił JD. - Skąd...? - spytał zdziwiony. - Bo też nim jesteś - usłyszał głos w głowie. - Zielony Samuraj Rangerze - dodał drugi. - Jak...? Był już na prawdę przerażony. AkapitTom z JD'em popatrzyli po sobie i odmienili się. Cama po prostu zamurowało. Zaciął się, nie wiedział, co powiedzieć. W końcu rzekł krótko, ale treściwie: - Rose, idziemy. - Ale... - była na prawdę zdziwiona. Dała mu Wojowników, a on zostawia ich od tak w spokoju! To było zabójczo dziwne. Tymczasem Cam, który powoli wychodził, obrócił się na pięcie i dodał, na odchodne: - Trzymaj się Scott. Jakby szykowała się większa zadyma, to się odezwij. - Spokojnie. Na pewno cię wezwiemy. Bo czym by był bal ostrzy, bez katan...? - Watabashi uśmiechnął się i wyszedł. A Rose McFlovers patrzyła z rozdziawioną buzią na tę sytuację. Wszyscy spoglądali na nią z dziwnym wzrokiem na twarzach, prócz Billy'ego, który gapił się na nią, jak "ciele na malowane wrota". AkapitPo jakiś dwóch minutach Ruda wypowiedziałą trzy słowa: - Mam dziwną klasę - po czym też wyszła, a Grayson pobiegł za nią. Scott chciał go zatrzymać. ale poczuł na ramieniu ciężar dłoni. Usłyszał głos: - Zostaw go. Wie, co robi. - powiedział JD. Wszyscy pokiwali zgodnie głowami. AkapitJak później opowiadał wielokrotnie Billy, była to kłótnia, jedna z tych, które ciągną się godzinami, w których na koniec nie wiadomo nawet o co chodzi. Wszyscy widzieli, jak podczas niej zmieniały się pory roku. W końcu dotarli do porozumienia. Musieli to zrobić. Akapit- Jesteśmy Parą! - Nasze, ekhem... gratulacje - towarzysze Billy'ego nie tryskali entuzjazmem na tę wieść. Tylko JD cieszył się szczęściem kolegi. On i Katie. |
|  | | Gość Gość

 | Temat: Re: Kolejne Opowiadanie made by Vamqir Sob Sty 08, 2011 12:11 pm | |
| Prace zawieszone z powodu braku weny. /LOCK/ |
|  | | | | Kolejne Opowiadanie made by Vamqir | |
|
Similar topics |  |
|
| | Permissions in this forum: | Nie możesz odpowiadać w tematach
| |
| |
| |